środa, 7 maja 2014

Czerwień Rubinu - Kerstin Gier

Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2011
Cykl: Trylogia czasu
Tom: 1
Ilość stron: 344


„Rubin to początek, lecz i zakończenie”

Najbardziej lubię książki, które „toczą się powoli”. Myślę o tych, w których akcja rozwija się spokojnie i przyśpiesza na samym końcu. Jednocześnie są one najtrudniejsze do zrecenzowania , ponieważ nie da się z nich wyłuskać treści, które naprawdę przyciągną potencjalnego czytelnika, a nie zdradzą mu większości fabuły i oczywiście zakończenia.

„Czerwień rubinu” autorstwa Kerstin Gier to właśnie tego typu powieść. Kolejne zagadki i sekrety mnożą się co chwilę, a odpowiedzi ubywa.
Już sama okładka (tak wiem, zawsze zwracam na nią uwagę) przyciąga intrygującą szatą graficzną. Od zawsze powtarzam, iż wnętrze książki powinno oddziaływać na jej obwolutę i tak jest w tym przypadku. Pierwszy tom Trylogii Czasu wydany jest pięknie, a okładka idealnie wkomponowuje się w początek historii.

Główną bohaterką „Czerwieni rubinu”, a jednocześnie narratorem jest szesnastoletnia Gwendolyn Shepherd. Dziewczyna na co dzień chodzi do szkoły i uwielbia długie spotkania z przyjaciółką, lecz jej życie tylko na początku mogłoby wydawać się zwyczajne. Rodzina nastolatki jest bardzo szczególna. Jej członkowie mieszkają w starym, zabytkowym domu, gdzie maniery i odpowiednie zachowane jest wymagane przez seniorkę rodu, lecz to nie wszystko. Od dawien dawna rodzina Montrose należy do tajnej organizacji, a jej niektórzy członkowie posiadają wyjątkowe zdolności, np. Ciocia Maddy miewa wizje.

Już na samym początku historii dowiadujemy się, że obecnie cała familia wyczekuje objawienia się u kuzynki Charlotty genu umożliwiającego podróżowanie w czasie. W całej plątaninie imion kolejnych członków rodziny, narratorka zaznacza, kto rządzi (Lady Arista), kto jest ważny (Charlotta), czyje zdanie się liczy (Ciotka Glenda), a kto przeszkadza (Ciotka Maddy). Nieutalentowaną częścią jest właśnie Gwen, jej matka i rodzeństwo, przez co nie są ważni dla organizacji i nie są wtajemniczeni w wiedzę, przekazywaną rodowi Montrose z pokolenia na pokolenie.

Warto także wspomnieć, że Gwendolyn widzi duchy i gargulce. Potrafi nawet z nimi rozmawiać! Jednak cała rodzina jej nie wierzy, stąd uznawana jest także za dziwaczkę.

Na szczęście z pomocą zawsze przychodzi jej przyjaciółka Leslie, która nigdy nie miała problemu z zaakceptowaniem umiejętności bohaterki.

„ Co było gorsze? Zwariować czy naprawdę podróżować w czasie?
Chyba to drugie, pomyślałam. Na to pierwsze pewnie można brać jakieś tabletki.”

Harmonię w życiu Gwendolyn zaburza wydarzenie, które na zawsze odmieni jej przyszłość. Nastolatka zupełnie przypadkiem i niekontrolowanie przenosi się w czasie. Po kilku minutach z powrotem wraca do naszych czasów, jednak zanim zbierze się na odwagę, by opowiedzieć o tym swojej mamie, odbywa podróż w przeszłość jeszcze dwa razy.

Okazuje się, że data jej urodzin została sfałszowana i nikt nie przypuszczał, że odziedziczy niezwykły gen. Gwen szybko zostaje wprowadzona do tajemnej organizacji, gdzie wszyscy jasno ukazują niechęć do niej i obawę przed zdradą. Wszystko to dzieje się poprzez incydent w historii stowarzyszenia, kiedy to dwójka młodych podróżników w czasie – Lucy i Paul – ukradli niezwykle ważny przedmiot i uciekli do przeszłości, między innymi dzięki pomocy matki głównej bohaterki powieści. Powód i cel tej zdrady nie jest znany, ale jest szczególnie skomplikowany dla Gwendolyn, która notorycznie jest wyłączana z całej sytuacji. Wciąż jest jednak ważna, gdyż stanowi ona końcowy element układanki – jest brakującym Rubinem.

„Okej. To ja sobie teraz zemdleję.”

Nową sytuację, w której znajdzie się bohaterka, dodatkowo komplikuje jeszcze niezwykle przystojny Gideon, który także jest podróżnikiem w czasie. Oboje zaczną przenikać w przeszłość, by wypełnić ważne misje. Jednak zadania, których muszą się podejmować, przejdą na drugi plan, gdy między nimi zapłonie uczucie.

Dobrze, nie zdradzę nic więcej co do fabuły! Dodam, że narracja jest prowadzona idealnie, co do treści książki. Główna bohaterka gubi się w ilości nowych faktów i sekretów pojawiających się w jej życiu, dodatkowo nowe nazwy czy imiona powodują małe zamieszanie także w głowie czytelnika – tak samo jak Gwendolyn można poczuć się kompletnie zagubionym.

Na samym początku bohaterka jest przerażona, jednak z czasem jej nastawienie zmienia się. W wielu sytuacjach towarzyszy szczypta humoru, bardzo mi się to podobało! Momentami, nie mogłam przestać się śmiać, gdyż komentarze głównej bohaterki idealnie podsumowywały kolejne sceny.

Historyczne nawiązanie (w końcu to są podróże w czasie!) jest ogromnym atutem „Czerwieni rubinu”. W powieści znajdziemy stroje z epoki, politykę, maniery, a wszystko to przedstawione jest oczami typowej szesnastolatki z początku XXI wieku.

Co tu dużo mówić. Książka faktycznie wciąga! Byłam zaskoczona, gdyż po przeczytaniu wielu powieści fantasy i paranormal romance, uznałam, że nic mnie nie zaskoczy, a wampirów mam już po prostu dosyć. Tymczasem w historii wykreowanej przez Kerstin Gier nie ma także elfów i wilkołaków! Ufff... Oczywiście, znajdziemy tam ogrom fantastyki, lecz jest ona przetykania wydarzeniami i postaciami historycznymi. Podsumowując, faktycznie, tego jeszcze nie było! Może dlatego od tej książki nie sposób jest się oderwać?

"- Gotowa na kolejną przygodę, księżniczko?
- Gotowa, jeśli i ty jesteś gotów."


„Czerwień rubinu” pragnę polecić wszystkim. Tajemnice i kolejne sekrety przyciągnęły mnie bez reszty, a historia Gwendolyn, dzięki narracji, stała się mi bardzo bliska. Tej bohaterki nie da się nie lubić! A gdy skończyłam lekturę, od razu wróciłam do prologu...

Moja ocena: 9/10


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Egmont.

5 komentarzy:

  1. Ah, Czerwień rubinu, kiedy to było... :) Naprawdę wciągająca książka, zgadzam się z Twoją recenzją. Czytaj dalsze części jak najszybciej - autorka zastosowała ciekawy zabieg, jeśli chodzi o podróże w czasie, i zauważyć go można dopiero po przeczytaniu całości. Ta Gier to ma pomysły. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę :D
    Choć film raczej najlepszy nie jest ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Z pewnością kiedyś, prędzej czy później, przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś się skuszę, czemu nie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Egmont ma na ogół bardzo dobre książki. U mnie w klasie dziewczyny to lubią, a ja też się skusze:)
    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Uwaga!

Wszystkie teksty zawarte na niniejszym blogu chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.