sobota, 14 lipca 2012

Czerwony hotel - Graham Masterton

Tytuł oryginału: The Red Hotel
Wydawnictwo: Rebis
Przekład: Piotr Kuś
Rok wydania zagranicznego: 2011
Rok wydania polskiego: 2012
Ilość stron: 265

Z okładki:
Sissy Sawyer potrafi przewidzieć przyszłość z kart i posiada zdolności parapsychiczne. Pewnego dnia Sissy odwiedza jej przyrodni bratanek Billy wraz ze swoją dziewczyną, T-Yon, którą nawiedzają potworne koszmary związane z jej bratem, Everettem. W tym samym czasie w należącym do Everetta Czerwonym Hotelu w Luizjanie, dzieją się bardzo dziwne rzeczy. Znika pokojówka, zostawiając po sobie jedynie kałużę krwi. Słychać dziwne, niepokojące dźwięki, których źródła nie da się zlokalizować, w wannie znajdują się poćwiartowane zwłoki policjanta. Powoli staje się jasne, że to miejsce jest nawiedzone przez duchy poprzednich właścicieli, które chcą dokonać zemsty. Nie wiadomo jednak, za co chcą się mścić ani – co gorsza – jak je powstrzymać…

Moja recenzja:
Kilka lat temu zetknęłam się z "Czarnym aniołem", moją pierwszą powieścią tego autora. Nie wywarła ona na mnie specjalnie pozytywnego wrażenia i sprawiła, że przez długi okres czasu nie miałam ochoty sięgnąć po nic, co wyszło spod jego ręki. Ostatnio stwierdziłam, ze nie warto się jednak tak z gruntu uprzedzać i postanowiłam zapoznać się z jego najnowszą powieścią.

Właściwie to „Czerwony hotel” można bardziej sklasyfikować jako thriller niż horror. Nie wiem jak Wy, ale ja po horrorach oczekuję, że wbiją mnie w fotel, sprawią, że będę trzęsła się z emocji, dostarczą wyobraźni przerażających obrazów, tak że spanie w nocy na pewno nie będzie spokojne. Może fundowanie sobie takich wrażeń jest dziwne, ale chyba przede wszystkim tym zajmuje się ten gatunek. W powieści, którą dziś omawiam, nie znajdziemy przeszywającej do szpiku kości grozy, tylko raczej jej marny cień. Nie chcę przez to powiedzieć, że książka jest kiepska, lecz, że jest zdecydowanie za mało straszna.

Pomysł na fabułę jest zaś całkiem ciekawy. Wydarzenia następowały po sobie powoli, przenikała je aura tajemniczości. Sugestywna narracja pozwalała czytelnikowi znaleźć się w centrum wydarzeń. Podobało mi się, że na przykład jak czytałam opisy strasznych hałasów, czy dziwnych zapachów, to odnosiłam wrażenie, że sama je czuję, że ich źródła znajdują się gdzieś obok mnie.

Dało się odczuć, że autor przygotował się wcześniej do pisania, zapoznał (przynajmniej teoretycznie) się ze sposobami wróżenia z kart, wyczuwania duchów i zjaw, czy odczytywania przyszłości. Wiedział o czym pisze i dzięki temu przedstawił te wszystkie paranormalne rzeczy w sposób zrozumiały i interesujący dla każdego czytelnika. Mnie osobiście zafascynowały używane przez główną bohaterkę magiczne karty z wymalowanymi na nich przedziwnymi obrazami i symbolami.

Co do głównych postaci, przyznam, że miałam mieszane uczucia w stosunku do Sissy. Przyzwyczaiłam się już do młodych, często nastoletnich kobiet, które odgrywały pierwsze skrzypce w innych powieściach, a tu zetknęłam się z dojrzałą, czy wręcz już podstarzałą panią, która wciągnięta w wir tajemniczych wydarzeń zapomniała o swoim wieku i hasała jak podlotek… No cóż – człowiek ma tyle lat, na ile się czuje, ale jak dla mnie to jednak trochę nie pasowało. Poza tym, co do reszty bohaterów to nie mam zastrzeżeń.

Podsumowując, „Czerwony hotel” z całą pewnością należał do bardzo wciągających powieści, które czyta się w zasadzie jednym tchem. Sprawił, że pozbyłam się mojej niechęci do twórczości pana Mastertona i z pewnością sięgnę jeszcze po coś więcej jego autorstwa. Książkę mogę polecić, jako dobry, niezobowiązujący przerywnik w pracy i codziennych obowiązkach. Może nie wywołuje wielkich emocji, ale na pewno jest ciekawą rozrywką.
Moja ocena: 
>>4/6<<

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis. 

poniedziałek, 9 lipca 2012

Tamtego lata - Susan Stephens, Jane Porter, Maggie Cox

Na niniejszą książkę składają się trzy mini powieści. Uznałam, że najlepiej będzie potraktować każdą z nich jako odrębną część, a na końcu wyciągnąć wspólne wnioski. A zatem do dzieła!


"Rybak z greckiej wyspy" - Susan Stephens

Tytuł oryginału: The Greek's Seven-Day Seduction 
Przekład: Marta Dmitruk

Dziennikarka Charlotte Clare spędza urlop na małej greckiej wyspie. Po trudnym rozwodzie szuka samotności i spokoju. Codziennie z  tarasu obserwuje morze i pracę przystojnego rybaka. Postanawia napisać artykuł o nim i jego prostym zajęciu, o życiu bez stresu i pośpiechu. Gdy jej gospodyni zabiera ją wieczorem do tawerny, Charlotte po raz pierwszy od dawna czuje radość, słysząc grecką muzykę i patrząc na tańczących mężczyzn. Wśród nich jest rybak z jej plaży. Wspólny taniec rozpoczyna ich znajomość. Od tej chwili spędzają ze sobą coraz więcej czasu. Charlotte jest coraz bardziej zafascynowana Iannisem, ale niepokoi ją, że on nie mówi nic o sobie i trzyma ją na dystans...    

Ta historia oczarowała mnie od pierwszej strony. Bardzo spodobał mi się styl autorki, sprawiał, że powieść czytało się lekko i przyjemnie, dawał duże pole dla wyobraźni, dzięki dokładnym opisom greckiej wyspy z jej plażami, tawernami i klimatycznymi uliczkami. Przyznam, że momentami był wręcz poetycki. 
Co do fabuły to także nie odstawała treścią od formy. Tajemniczość Iannisa intrygowała i sprawiała, że chciało się jak najszybciej dowiedzieć, kim on tak naprawdę jest. A kiedy już prawda wyszła na jaw i okazało się, jak bardzo namieszała Charlotte, to przyznam szczerze, że aż poczułam wypieki na twarzy z emocji. 
Autorka wymyśliła w sumie prostą opowiastkę, która miała jednak spory potencjał i spokojnie mogła zostać rozbudowana i przetworzona na oddzielną, bardziej złożoną powieść. Szkoda, że tak się nie stało, ale dobrze, że miałam szanse w ogóle rozsmakować się w tej wspaniałej historii. 
Moja ocena: 5/6


"W cieniu i w słońcu" - Jane Porter

Tytuł oryginału: At the Greek Boss's Bidding 
Przekład: Krystyna Rabińska

 Kim jest nieznośny pacjent, który odprawia kolejne pielęgniarki i zniechęca do siebie wszystkich? Kristian Koumantaros, grecki biznesmen, przeżył wielką tragedię. W wypadku stracił wzrok i czucie w nogach. Przykuty do fotela odciął się od świata i zamknął w swojej rezydencji. Z kapryśnym pacjentem postanawia zmierzyć się szefowa agencji pielęgniarek, Elizabeth Hatchet. Jej upór i arogancja oraz nieufność Kristiana sprawią, że rehabilitacja przybierze nieoczekiwany obrót…

Ta część nie była już taka dobra, jak pierwsza i ostatnia, jednakże także miała w sobie jakiś specyficzny urok. Moim zdaniem wydarzenia rozgrywały się w niej za szybko, przez co straciła na wiarygodności.  Bohaterowie zostali słabo zobrazowani, mieli raczej nieskomplikowane charaktery, a czytelnik mógł dowiedzieć się o nich tylko kilku szczegółów niezbędnych w fabule. Plusem tak jak i w początkowej powieści były opisy kultury Greków i greckiej przyrody, choć niestety ich liczba nie była aż tak duża... 
Jednakże cała historia nie była aż taka zła, a koniec bynajmniej nie wpędzał w depresję. :)
Moja ocena: 3,5/6

"Odnaleźć dom" - Maggie Cox

Tytuł oryginału: The Mediterranean Millionaire's Mistress 
Przekład: Magdalena Filipczuk

 Ianthe nosi greckie imię i ma piękne kruczoczarne włosy. Całe życie spędziła w Anglii, ale zawsze czuła, że jest inna. Kiedy dowiaduje się, że została adoptowana, przyjeżdża do Grecji, szukając swoich korzeni i prawdziwej tożsamości. Już pierwszego wieczoru, spacerując krętymi uliczkami, czuje, że znalazła się we właściwym miejscu. W malutkiej galerii poznaje Lysandra, greckiego fotografa. To on zaprosi ją na przyjęcie, które odmieni jej życie...


No i końcówka - znów bardzo interesująca i przyjemna, zupełnie jak początek. Tak jak lubię, bohaterowie mieli tajemnice z przeszłości, nie byli jednoznaczni, ciekawili charakterem i przyzwyczajeniami. 
Autorka wspaniale oddała atmosferę wyspy, sprawiła, że ogromnie zachciało mi się byc na miejscu Ianthe i móc wygrzewać sie na wspaniałych plażach, czy kapać się w przejrzystym morzu. W Grecji musi być naprawdę wspaniale - te wąskie uliczki, małe sklepy i tawerny, pozostałości antycznych budowli... Tak bardzo pragnę to wszystko zobaczyć. Kto wie, może kiedyś moje marzenie się spełni?
Niestety zmuszona jestem zaznaczyć, że cała opowieść była niestety dosyć przewidywalna i schematyczna, jednak styl i krajobrazy trochę to nadrobiły. 
Moja ocena: 4,5/6


Czas zatem na wrażenia końcowe. Uważam, że książka jest idealną lekturą na wakacje. Wszystkie opowieści są lekkie, nie wymagają skupienia przy czytaniu i można się przy nich zrelaksować. Mi bardzo podoba się okładka, idealnie uosabia treść wszystkich historii i wzbudza przyjemne skojarzenia. Lektura tych powieści sprawiła, że teraz ogromnie chcę pojechać nad morze i spędzić mile czas w blasku słońca tak jak bohaterki. Może także poznam jakiegoś przystojniaka, z którym połączy mnie wielka miłość. Czemu nie? ;)
A teraz już koniec żartów - gorąco polecam wszystkim te miłe letnie opowiastki. 


Ocena końcowa:
>>4,5/6<<

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Harlequin.

niedziela, 8 lipca 2012

Potem - Rosamund Lupton

Tytuł oryginału: After
Wydawnictwo: Świat Książki
Przekład: Agnieszka Wyszogrodzka - Gaik
Rok wydania zagranicznego: 2011
Rok wydania polskiego: 2012
Ilość stron: 397




Opis:
W londyńskiej szkole rozgrywają się zawody, gdy wybucha pożar. Grace, matka Jenny, wbiega do środka płonącego piekła, gdy nagle coś ciężkiego uderza ją w głowę i kobieta zapada w stan śpiączki. Uwalnia się ze swojego ciała i spotyka "ducha" swojej córki. Obie nie wiedzą, kim lub czym są: żyją, ale mogą poruszać się poza ciałem. Razem przechodzą przez koszmar i z góry obserwują toczące się wydarzenia. Wychodzi na jaw, że szkoła nie spłonęła przypadkowo. Kto podłożył ogień? Czy dyrektorka, chcąca wyłudzić odszkodowanie, ratując czy dręczyciel Jenny? Tymczasem w szpitalu okazuje się, że przed Jenny kilka tygodni życia, jeśli nie znajdzie się dla niej dawca serca. Grace chciałaby oddać córce swoje serce. Musi tylko szybko poinformować o tej decyzji swojego męża... 


______________________________

Jakiś czas temu miałam ogromnego farta i udało mi się przyjść do biblioteki miejskiej akurat w chwili, gdy pani bibliotekarka wrzucała na półki najgorętsze nowości. Wyszłam obładowana chyba piętnastoma książkami, a wśród nich było także "Potem", o którym zdążyłam już usłyszeć wiele pozytywnych opinii. Niemal natychmiast po przybyciu do domu zabrałam się za czytanie. I wiecie co? ... Wpadłam po uszy. Niemalże nie mogłam się oderwać od tej niesamowitej historii. A wszystko na pozór wydaje się takie proste. Oto w szkole wybucha pożar, kilka osób zostaje rannych, policja podejrzewa, że to podpalenie... Bez wątpienia na niezwykłość tej powieści wpłynęło oddzielenie dusz głównych bohaterek od ich pozostających w śpiączce ciał. To właśnie one usiłowały dociec, co tak naprawdę wydarzyło się owego feralnego dnia, który zapowiadał się niczym nie różnić od innych, a skończył się tragicznie. 

Czytaliście może taką powieść "A gdyby to była prawda?" autorstwa Marc'a Levy'ego? Otóż tam też został wykorzystany koncept oddzielenia się duszy od ciała. Niemniej bohaterka Levy'ego mogła przenosić się wszędzie, gdzie tylko zechciała, a Lupton pozwoliła Grace i Jenny bezpiecznie poruszać się po szpitalu, a poza jego terenem musiały one znosić potworny ból.  Działo się tak dlatego, że na ich dusze oprócz wspomnień składały się także bardzo wyostrzone zmysły. Ciekawy pomysł uatrakcyjniający znacznie fabułę. Bo przecież czy zawsze musi być łatwo?  

Podobała mi się nutka grozy w tle omawianej powieści. Wszak na życie bohaterek dybał tajemniczy i nieuchwytny czarny charakter, który prawdopodobnie miał także związek z podpaleniem, choć mógł to być także tajemniczy prześladowca Jenny sprzed wypadku. A może stanowił on jedną i tą samą osobę?

Fajne było w tej książce właśnie to, że za nic nie mogłam dociec, kto tak naprawdę jest winien i do końca się nie domyśliłam. Wokół kręciło się tylu podejrzanych, którzy mogli mieć motyw, czy też interes w tym by puścić z dymem szkołę, że naprawdę nie wiedziałam na kim się skupić. Miałam pewność w stosunku do jednego - nie zrobiła tego osoba, którą podejrzewała policja. Czy jednak miałam rację? Tego dowiecie się tylko sięgając po książkę. Mnie osobiście zakończenie ogromnie zaskoczyło i mam nadzieję, że dla Was też będzie niespodziewane. 

Dopiero teraz wstawiając okładkę powieści do posta zorientowałam się, że przedstawia ona nadpalone zdjęcie. Dziwne, że wcześniej tego nie zauważyłam. Jednak ten chytry zabieg sprawił, że bardzo pasuje ona do treści zawartych w książce, a czerwona spódniczka biegnącej dziewczyny przyciąga wzrok.  

"Potem" to bardzo interesująca powieść, obfitująca w chwile pełne emocji i wiele niespodziewanych zwrotów akcji. Sądzę, że jest ona w stanie zaciekawić każdego, ze względu na to, że łączy w sobie niebanalny thriller a także powieść o ogromnej sile miłości. 
Polecam. 

Moja ocena:
>>5/6<<

piątek, 6 lipca 2012

Operacja Leopard. Gorzkie zwycięstwo - Leo Kessler

Tytuł oryginału: Storm troop
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Przekład: Joanna Jankowska
Seria: Edelweiss Strzelcy Alpejscy
Rok wydania polskiego: 2012
Ilość stron: 231

Z okładki: 

Kapitulacja Włoch, wrzesień 1943 rok. Brytyjczycy postanawiają opanować wyspy Dodekanezy, leżące niedaleko wybrzeży Turcji. Ten niewielki archipelag wysp greckich pozwalał kontrolować trasy żeglugowe do Turcji. Niemcy nie mogą pozwolić sobie, aby neutralny kraj dostał się pod wpływy aliantów. Dlatego postanawiają przeprowadzić operację "Leopard". Zdobycie wyspy Leros, górzystej i mocno zalesionej, wymaga użycia wyspecjalizowanych jednostek spadochronowych i górskich. Rolę tej ostatniej znakomicie wypełnił wydzielony elitarny oddział korpusu Strzelców Górskich Edelweiss.

____________________________

Moja recenzja:

Od zawsze pasjonowały mnie powieści historyczne. Opowieści rozgrywające się na tle dawnych wydarzeń nabierały w moich oczach szczególnej barwy. Tym razem postanowiłam sięgnąć do czasów II Wojny Światowej. "Operacja Leopard" to moje pierwsze spotkanie z twórczością pana Kesslera. 

Główni bohaterowie to żołnierze elitarnego niemieckiego korpusu alpejskiego, którzy zostają wysłani przez Adolfa Hitlera na ryzykowną, czy wręcz samobójczą misję przejęcia wyspy Leros, pozostającej w rękach Aliantów. Grupa musi zdobyć szczyt góry Clidi i spacyfikować stacjonujące tam włoskie jednostki. Zanim jednak do tego dojdzie muszą dopłynąć do wyspy i nie dać się zauważyć i zabić wrogom. Rejs statkami udającymi kutry rybackie na początku idzie jak po maśle, jednak po jakimś czasie pojawiają się niespodziewane problemy, znacznie gorsze niż dokuczająca mężczyznom choroba morska. Losy misji wiszą na włosku, zanim się jeszcze na dobre rozpoczęła. Czy mimo wszystko uda się wypełnić zadanie?

Szczerze mówiąc, to z początku byłam raczej negatywnie nastawiona do postaci. Nie umiałam sympatyzować z Niemcami, którzy wszak nie należeli na tej wojnie do naszych przyjaciół. Cały czas miałam nadzieję, że w końcu szczęście przestanie się do nich uśmiechać. Nie potrafiłam spojrzeć na wydarzenia obiektywnie. Jednak w toku powieści i szybko rozwijającej się akcji zapomniałam o uprzedzeniach i w pełni rozkoszowałam się lekturą. 

Bardzo podobały mi się dobrze wykreowani bohaterowie. Różnili się charakterami i zwyczajami, nie byli tylko zwykłą żołnierską masą. Dowodzący jednostką pułkownik cechował się wrażliwością, cenił życie ludzkie, potrafił myśleć perspektywicznie i dostrzegać zło, szerzące się w niemieckiej armii. Zaś jego zastępca Greul stanowił kompletne przeciwieństwo dowódcy - był fanatykiem nazizmu, ślepo podporządkowywał się rozkazom oraz czerpał przyjemność z przemocy i bezmyślnego mordowania. Ciekawymi postaciami byli także Jap i Byk Jo, którzy każdą przerwę między misjami wykorzystywali na picie i szaleństwa z panienkami. Te ich perypetie opisane w książce stanowią miły przerywnik pomiędzy potworną rzeczywistością walk, a zabawne dialogi potrafią rozśmieszyć i rozładować najbardziej napięte sytuacje. 

To bardzo interesujące, jak odrobina taktyki, sprytu a przede wszystkim psychologii wroga potrafią doprowadzić do przechylenia szali zwycięstwa. Żeby to dokładnie przedstawić musiałabym zdradzić Wam koniec, co byłoby totalną katastrofą, bo to właśnie na niego się z niecierpliwością czeka przez cały czas czytania. Powiem tylko, że jest naprawdę zaskakujący i zupełnie nieprzewidywalny. 

Powieść czytało mi się bardzo szybko, można powiedzieć, że wręcz ją pochłonęłam. Myślę, że oprócz świetnej fabuły, jest to także zasługa dobrego rozmiaru czcionki. Dla moich oczu jest ona wręcz idealna, gdyż nie męczy wzroku. Miłym zaskoczeniem po skończeniu powieści był dla mnie bonus w postaci sześciu pierwszych rozdziałów kolejnej części serii, który od razu przeczytałam. Chcę mieć jej kontynuację!

Bardzo podobała mi się ta książka i mogę ją Wam z czystym sumieniem polecić.

Moja ocena:

>>4,5/6<<


(Piątki nie dałam ze względu na patriotyzm, jaki w sobie podczas tej lektury odnalazłam, poza tym małym mankamentem, że jest to powieść o niemieckich, a nie polskich żołnierzach, to nie ma żadnych innych wad. :)

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica. 

czwartek, 5 lipca 2012

Posumowanie czerwca + tag 11

W czerwcu udało mi się przeczytać 9 książek. Były to:


1. "Córka kata" - recenzja - 5/6
2. "S@motność w sieci" - recenzja - 4,5/6
3. "Intymna teoria względności" - 5,5/6
4. "Listy do dzieci" - recenzja - 6/6
5. "A między nami ocean..." - recenzja - 5/6
6. "Wampir z M-3" - recenzja - 4/6
7. "Rekrut" - recenzja - 4,5/6
8. "Szewc z Lichtenrade" - recenzja - 5/6
9. "Potem" - 5/6 (recenzja niebawem)


Ilość przeczytanych stron: 3013
Ilość stron dziennie: 100,4

Ilość zrecenzowanych - 13
Nawiązane współprace - 2 - z Wydawnictwem Rebis i Instytutem Wydawniczym Erica. Dziękuję za zaufanie!

Najlepsza książka miesiąca:
# "Listy do dzieci"
# "Intymna teoria względności"

Najgorsza książka miesiąca:
# nie było żadnej, którą mogłabym uznać za beznadziejną

Największe rozczarowanie:
# brak :D

Wyzwania:
# Haruki Murakami - 0
# Z półki - 5
# Book z nami - 20,5 cm
# Trójka e-pik - 1/3


Miesiąc prezentuje się bardzo dobrze, jestem zadowolona z wyników, jakie udało mi się osiągnąć. 




Zasady zabawy są następujące:
1. Każda oznaczona osoba musi odpowiedzieć na 11 pytań przyznanych im przez ich "Tagger" i odpowiedzieć na nie na swoim blogu.
2. Następnie wybiera 11 nowych osób do tagu i podaje je w swoim poście.
3. Utwórz 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w tagu i napisz je w tagowym poście.
4. Wymień w swoim poście osoby, które otagowałaś.
5. Nie oznaczaj ponownie osób, które już są oznakowane

 Ku mojej ogromnej radości zostałam otagowana przez wiele osób. Zamieszczam więc poniżej moje odpowiedzi. 



Pytania od Miłośniczki Książek:
01.spodnie czy spódniczka? - spodnie
02. obcasy czy na płaskim? – na płaskim
03. pies czy kot? - kot
04. makijaż czy naturalność? - naturalność
05. laptop czy stacjonarny? - laptop
06. jezioro czy basen? - basen
07. wczesne wstawanie czy leniuchowanie? - leniuchowanie
08. szkoła czy praca? - praca
09. napoje gazowane czy woda mineralna? – woda mineralna
10. odważna czy nieśmiała? - nieśmiała
11. miasto czy wieś? - wieś

Pytania od Melanii:
woda gazowana czy niegazowana? - niegazowana
pomidor czy ogórek? - pomidor
spodnie czy spódnica? - spodnie
James Rollins czy Camilla Lackberg? – yyy… nie czytałam żadnego…
urlop - Włochy czy Węgry? - Włochy
Kubuś Puchatek czy Miś Uszatek? – Kubuś Puchatek
miód czy cukier? - miód
czekolada gorzka czy nadziewana? – mleczna :)
seriale telewizyjne - tak czy nie? - tak
czas - zegarek czy komórka? - zegarek
ranek czy wieczór? - wieczór

Pytania od Sylwuch:
1. Balerinki czy szpilki? - balerinki
2. Kawa czy herbata? - herbata
3. Czekolada czy ciasto? - ciasto
4. Impreza w klubie czy domówka? - domówka
5. Audiobooki czy e-booki? – e-booki
6. Morze czy góry? - morze
7. Woda gazowana czy niegazowana? - niegazowana
8. Wiśnie czy czereśnie? - czereśnie
9. Kryminał czy fantasy? - fantasy
10. Czarny czy biały? – czarny
11. Kolczyki czy bransoletka? – kolczyki

Pytania od Angeli:
czekolada biała czy mleczna? - mleczna
Harry Potter czy Zmierzch? – Potter my lover :)
spódnica czy spodnie? - spodnie
rower czy rolki? - rower
fantastyka czy kryminał? - fantastyka
rock czy pop? – rock
zwyczajny lakier czy tipsy? - lakier
tymbark czy frugo? - tymbark
tatuaż czy kolczyk? - kolczyk
gitara czy perkusja? - gitara
komedia czy horror? - horror

Pytania od Elen:
- Herkules Poirot czy Sherlock Holmes? - Holmes
- Londyn czy Paryż? - Paris
- Podróżowanie po świecie czy stałe miejsce zamieszkania? - podróżowanie
- Gazeta codzienna czy miesięcznik? - miesięcznik
- Powieść czy jej ekranizacja? - powieść
- Serial polski czy zagraniczny? - zagraniczny
- Liceum czy technikum? - liceum
- Polski czy matematyka? - matma
- Facebook czy nasza-klasa? - facebook
- Biblioteka czy księgarnia? - biblioteka
- Kryminał czy powieść obyczajowa? - obyczajowa


Moje pytania:
1.       Plaża czy górskie spacery?
2.      Teatr czy filharmonia?
3.      Słońce czy deszcz?
4.      Noc czy dzień?
5.      Discman czy odtwarzacz mp3?
6.      Sok jabłkowy czy pomarańczowy?
7.      Zdjęcia czarno-białe czy w kolorze?
8.     Komedie czy horrory?
9.      Lody czy gofry?
10.  Nowości wydawnicze czy powieść sprzed kilkunastu lat?
11.   Biblinetka czy lubimyczytać?

Zapraszam do zabawy:
Basia
Leger
Scorpius
fyszka
Summer
Kamyk
Megajra
Sophie

środa, 4 lipca 2012

Shirley - Charlotte Brontë

Wydawnictwo: MG 
Przekład: Magdalena Hume 
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 633


Z okładki:

Nigdy dotąd nie wydawana w Polsce powieść Charlotte Brontë, autorki „Dziwnych losów Jane Eyre”.

Borykający się z przeciwnościami losu młody przedsiębiorca, Robert Moore, sprowadza do swej fabryki nowoczesne maszyny, czym naraża się lokalnej ludności do tego stopnia, że doczekuje się zamachu na swoje życie. By ratować podupadający interes, Moore rozważa poślubienie zamożnej i dumnej Shirley Keeldar, mimo że jego serce należy do nieśmiałej Caroline, żyjącej w całkowitej zależności od swego stryja. Tymczasem Shirley zakochana jest w ubogim Louisie, który zajmuje posadę guwernera w rodzinie jej wuja. Choć Louis odwzajemnia jej uczucie, ambicja i świadomość przepaści majątkowej, która ich dzieli nie pozwalają mu się do tego przyznać.

„Shirey”, napisana przez Charlotte Brontë zaraz po „Dziwnych losach Jane Eyre”, to pełna pasji opowieść o konflikcie klas, płci i pokoleń, toczącym się wśród wrzosowisk północnej Anglii i na tle niespokojnej epoki wojen napoleońskich.

Moja recenzja:

Po przeczytaniu "Lokatorki Wildfell Hall" Anne Brontë szukałam usilnie kolejnej powieści w podobnych klimatach. Wybór padł na "Shirley", autorstwa jej starszej siostry. Nie była to błędna decyzja, bo książka reprezentuje naprawdę wysoki poziom umiejętności pisarskich. Obszernie i ze szczegółami przedstawia historię Roberta Moore'a, Caroline Helstone i Shirley Keeldar. Bardzo podobały mi się wyczerpujące opisy wyglądu i charakteru postaci, które pozwalały mi dokładnie je sobie wyobrazić i zrozumieć ich zachowanie i czyny. Niektórzy mogą wystraszyć się ponad sześciuset stron prozy z niewielką ilością dialogów, ale zapewniam, że w przypadku "Shirley" nie jest to żadna wada. Trzeba się po prostu przestawić i przyzwyczaić do stylu pisarki, która ma dar, powiedzmy sobie, gawędziarstwa i potrafi bardzo ubarwić i uatrakcyjnić prostą z założenia historię. 

Jedynym, czego mi brakowało była atmosfera tajemniczości, tak wszechobecna w "Lokatorce...". Ale przecież pomimo pokrewieństwa autorka nie jest ta sama, więc też inaczej będzie pisać. Słyszałam kiedyś, że po śmierci Anne Charlotte zabroniła dalszej publikacji jej książek. W sumie to się nie dziwię, bo po przeczytaniu tych dwóch powieści wydaje mi się, że Anne była lepsza od siostry. Miała ciekawszy pomysł na fabułę i lepszy styl. Aczkolwiek Charlotte też była bardzo dobrą pisarką. Muszę w najbliższym czasie przeczytać jakąś powieść trzeciej siostry - Emily. 

"Shirley" była bardzo ciekawą lekturą, inną niż znane mi współczesne powieści. Mam ogromną ochotę poznać lepiej twórczość autorki, a przede wszystkim przeczytać jej najsłynniejsze dzieło - "Dziwne losy Jane Eyre". Zaś jeśli chodzi o Anne, to czekam z utęsknieniem na premierę "Agnes Grey". Wszystkim Wam polecam sięgniecie po klasykę, która jest intrygującym oderwaniem od codzienności. Z tego, co sobie przypominam to "Shirley" i "Lokatorka..." są na liście "1000 książek, które trzeba przeczytać przed śmiercią" i zapewniam Was, że nie znalazły się tam bez powodu. Każdy czytelnik powinien się z nimi zapoznać. 

No tak, miała być recenzja "Shirley", a zamiast tego wyszło bardziej porównanie dwóch dzieł. Starałam się jednak jak najdokładniej zapisać moje przemyślenia podczas lektury i powyższe samo mi się jakoś tak teraz nasunęło. Panie Brontë są jednak jedynym tak wyjątkowym pisarskim rodzeństwem, z jakim się spotkałam i stąd wynika moja chęć kontrastowania ze sobą ich powieści. 

"Shirley" mogę Wam teraz tylko polecić i zapewnić, że będzie to bardzo przyjemna wakacyjna lektura. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu MG. 


wtorek, 3 lipca 2012

Zarządzanie stresem czyli jak sobie radzić w trudnych sytuacjach - Mike Clayton

Tytuł oryginału: Brilliant Stress Management. How to manage stress in any situation
Wydawnictwo: Edgard Samo Sedno 
Przekład: Katarzyna Zimnoch
Rok wydania zagranicznego: 2011
Rok I wydania polskiego: 2012
Ilość stron: 205



Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie w poradniku „Zarządzanie stresem”. Dowiecie się też znacznie więcej, to jest: czym dokładnie jest stres i jak można go skutecznie zwalczyć, jak utrzymywać dobre relacje z pracownikami i nie poddać się presji czy jak pokonać zimową chandrę.W życiu codziennym a szczególnie podczas pracy doświadczamy wielu sytuacji, które wywołują u nas stres. Kłopoty i problemy czyhają na nas na każdym kroku, czy to dotykając bezpośrednio nas, czy naszych znajomych. Powoduje to, że stajemy się apatyczni, nie mamy na nic ochoty a nasze relacje z rodziną i przyjaciółmi pogarszają się.  Jak tego uniknąć? Jak sprawić by stres odszedł na dalszy plan i nie przeszkadzał nam w normalnych życiowych czynnościach?


Książka podzielona jest na dziesięć rozdziałów, a skrót z zagadnień, jakie obejmują, opisany jest we wprowadzeniu. Na początku możemy sobie zrobić także mały test, dzięki któremu określimy, jak bardzo dotyczy nas problem stresu.
Za pomocą zestawu pytań uzyskamy informację, czy należymy do grupy A czy do grupy B – w odniesieniu do naszej odporności na stres. Jeżeli odpowiedzi zaprowadzą nas do grupy T, oznaczać ona będzie przynależność do grona osób powiązanych ze stresem ekstremalnym, żyjących na zwiększonych obrotach, karmionych nadnormalną dawką przeżyć wyjątkowych typu skoki na bungie.

Ale wracając do ponurej rzeczywistości.
Stres w pracy, stres w relacjach towarzyskich. Poradnik próbuje znaleźć podpowiedź, na co w życiu faktycznie mamy wpływ, a jakie zjawiska mają charakter na tyle zewnętrzny, iż dzieją się i wywołują na nas skutek, jednakże bez naszego udziału.

Przekonamy się, że racjonalne myślenie, segregowanie zachowań, które nas zaskakują, nazywanie po imieniu tego, co faktycznie wprowadza w nasze życie zamieszanie, to klucz do uporządkowania własnego świata.
Ale żeby porządkować życie,  w pierwszej kolejności należy uprzątnąć i to w narzuconym sobie tempie, przestrzeń wokół czyli biurko w pracy, stół w kuchni…
Proste, nie?

Wiele uwagi autor poświęca właściwej diecie. To akurat nie nowina, że radzi odrzucić alkohol i nikotynę, ograniczyć spożywanie kawy i mocnej herbaty. Gwoli przypomnienia powiem tylko, że w diecie powinny znaleźć się warzywa, owoce, rośliny strączkowe. Należy dbać o uzupełnianie wody w organizmie.

Tak trudno w życiu o spojrzenie, które czyni szklankę do połowy pełną, a nie w połowie pustą. To spojrzenie zależy wyłącznie od nas samych. Nie od powierników, na których uczepimy do ich znudzenia nasze kłopoty i frustracje, nie od żalów do świata w stylu „dlaczego mnie to dotknęło?”.  Przebudowa filozofii życia to sposób na uporanie się ze stresem, poprzez przejęcie kontroli nad tą bestią.

Książka odnosi się w opisach radzenia sobie ze stresem praktycznie do wszystkich życiowych stresogennych zakrętów, co oznacza, że każdy zainteresowany znajdzie poradę, a przynajmniej jej syntetyczny zarys. Recepty są pedantycznie uporządkowane, chyba trochę tak, jak uporządkowane powinno być według autora nasze życie, żeby w pełni zrealizować w nim cele, nazwijmy to, autonadzorcze.

Język poradnika jest bardzo przystępny, pozbawiony trudnej terminologii naukowej.
Zastosowanie się do sugestii zawartych w książce może pomóc w dostarczeniu bodźców budujących poczucie własnej wartości w człowieku.
Godne polecenia.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Uwaga!

Wszystkie teksty zawarte na niniejszym blogu chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.