Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instytut Wydawniczy Erica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instytut Wydawniczy Erica. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Dolina zabójców. Zamach w Teheranie - Leo Kessler

Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Rok wydania: 2012
Gatunek: powieść historyczna
Ilość stron: 280


W Teheranie ma odbyć sie tajne spotkanie największych przywódców państw alianckich - Roosvelta, Churchilla i Stalina. A skoro to tajemnica, to dosyć szybko dowiadują się o tym szpiedzy Adolfa Hitlera i zaplanowany zostaje zamach na Wielką Trójkę. Ma go wykonać grupa szturmowa Edelweiss. Zostają zrzuceni na tereny Rosji, skąd mają przez góry przedrzeć się do Doliny Asasynów i prosić miejscowych o pomoc. Dla takich profesjonalistów wydaje się to być dość prostym zadaniem, gdyby nie żołnierze radzieccy, którzy stale deptają im po piętach oraz potężna ochrona przywódców. Misja przeradza się w niezwykle trudną do wykonania, a prawdopodobieństwo, że strzelcom alpejskim uda się zachować życie bliskie jest zeru...

Z grupą szturmową Edelweiss spotkałam się już w książce "Operacja Leopard". Kolejny tom ich przygód jak dla mnie jest jeszcze bardziej ciekawszy i emocjonujący od poprzedniego. Strzelcy nie tylko muszą sprostać niezwykle trudnemu, czy też awykonalnemu zadaniu, ale także jakimś cudem uciec potem z pełnego żołnierzy wroga miasta.
Powieści nie czyta się szybko. Ją się wręcz pochłania. Akcja toczy się bardzo sprawnie i gdy już wydaje się, że wszystko pójdzie jak z płatka, autor uracza czytelnika zupełnie nieprzewidywalnymi zwrotami akcji.

Tak jak w poprzedniej części, największym atutem ksiązki są jej bohaterowie - opanowany w każdej sytuacji pułkownik Sturmer, fanatyczny nazista Greul, czy też Jo i Jap, którzy z pogodą ducha i lekkością podchodzą do każdego niebezpieczeństwa. Tym razem poznajemy też nowe postacie - pół-żydowskiego profesora Horsta, który służy oddziałowi za przewodnika i chce udowodnić, że jest przede wszystkim Niemcem, agenta Abwehry Sandersa, czy przerażającego wodza Asasynów - Czaszkę. Wszyscy oni są wyraziści, pełni charakteru i temperamentu, gotowi oddać życie za sprawę i swoją ojczyznę.

"Strzelcy alpejscy Edelweiss" to jeden z lepszych cykli o II Wojnie Światowej, jaki zdarzyło mi się do tej pory czytać. I choć napisany z punktu widzenia Niemców, nie razi uczuć patriotycznych, jest zaś wyśmienitą, trzymającą w napięciu i pokazującą nieznane przeciętnym osobom fakty historyczne serią. Jej plusem jest to, że poszczególne tomy można czytać wbrew kolejności, a i tak nic się nie straci.

W stu procentach mogę "Dolinę zabójców. Zamach w Teheranie" polecić każdemu miłośnikowi historii i powieści wojennej, a także osobom, które mają ochotę na emocjonującą powieść.

Moja ocena:

5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Instytutowi Wydawniczemu Erica.



***
Wybaczcie, że ostatnio mnie tyle nie było, Święta nie sprzyjały mi jakoś w blogowaniu. Teraz wracam, będę dodawać posty i komentować nowe notki na Waszych blogach. Zaglądam na nie cały czas, ale ze względu na to, że teraz jestem na wyjeździe i mam bardzo słaby internet, nie jestem w stanie zostawiać komentarzy, bo to po prostu za długo trwa... Poprawię się od środy, bo wtedy będę już w domu :)

sobota, 3 listopada 2012

Bohatyr. Żelazny kostur - Juraj Červenák

Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Rok wydania: 2012
Gatunek: historical fiction / fantasy
Seria: Bohatyr
Tom: 1
Ilość stron: 484



"Żelazny kostur" to powieść otwierająca nowy cykl "Bohatyr" autorstwa czeskiego pisarza Juraja Cervenaka. W Polsce nakładem Instytutu Wydawniczego Erica ukazał się jeszcze "Władca wilków" - pierwszy tom serii "Czarnoksiężnik". Powieściopisarz ma już na swoim koncie około dwudziestu książek, ale na język polski zostały przełożone dopiero dwie.

Opowieść o kijowskich rycerzach rozpoczyna się najazdem Czeremisów na Karaczarow, ojczystą wioskę głównego bohatera Ilji. Bandyci zabierają w niewolę młode dziewczęta i silnych mężczyzn, zaś resztę mieszkańców wymordowują, a ciała wrzucają do rzeki. Ich przywódca Styrwit zostawia przy życiu tylko Ilję (który od urodzenia jest kaleką), aby opowiedział władyce sąsiedniego grodu Murom, że najeźdźcy zabiją wszystkich, którzy ośmielą się ruszyć za nimi w pościg.
Ilja zostaje sam w spalonej wiosce pełnej trupów i usiłuje wyłowić z rzeki ciała, by urządzić swoim bliskim godny pogrzeb. Tak zastają go Wołch, Mikuła i Jegor - członkowie kijowskiego zwiadu, którzy za sprawą czarów wyglądają jak żebracy. Mikuła lituje się nad biedakiem i usiłuje przekonać swoich towarzyszy, by pomogli mu grzebać zmarłych. Jednak Wołch zamiast tego postanawia zdjąć z niego klątwę, która sprawiła, że jest częściowo sparaliżowany. Czarnoksiężnikowi udaje się tego dokonać i odtąd Ilja staje się silny i sprawny. Postanawia ruszyć za najeźdźcami, by zemścić się za wyrządzone krzywdy i uwolnić swoich współplemieńców, a przede wszystkim Dinarę, piękną dziewczynę, w której od dawna się podkochiwał.
Jednak bogowie mają dla niego specjalne zadanie, zamierzają zetknąć go jeszcze raz z jego dobroczyńcami i przewrotnie sprawić, że przyjdzie mu z nimi walczyć...

Powieść z początku niemrawa, bardzo szybko się rozwinęła i porwała mnie w wir niesamowitych wydarzeń. Autor nie pozwolił mi się choćby przez chwilę nudzić, gdyż Ilja cały czas przeżywał coraz to nowsze i bardziej ekscytujące przygody. I pomimo tego, że niektóre z nich wydawały mi się czasami zupełnie nieprawdopodobne, to książka składała się w logiczną całość i nie raziła wydumanymi wydarzeniami.

Ogromnie przypadli mi do gustu bohaterowie - Ilja, a przede wszystkim kijowscy bohatyrzy Wołch, Mikuła, Jegor, a także ich przywódca książę Światosław. Stanowili interesującą grupkę, gdyż każdego z nich cechował odmienny charakter, wiara i podejście do życia, a mimo tych różnic byli oddanymi przyjaciółmi. Już dawno nie miałam przyjemności obcować z lekturą, której postacie tak bardzo bym polubiła. Aż żal mi było na końcu się z nimi rozstawać, ale na szczęście cykl jeszcze się nie kończy.

Powieść zachwyca stylem i językiem. Przede wszystkim należy tu wspomnieć o świetnych dialogach, pełnych ironii i humoru, które wynikają zapewne z różnych osobowości bohaterów, o czym już wcześniej wspominałam. Wiele momentów przyprawiło mnie o napady śmiechu, szczególnie zaś opowieść o "polewce z topora". W książce ukazane zostało bez ubarwień pełne trudów rycerskie życie, kiedy trzeba całe dnie spędzać w siodle, a wieczorem po marnej kolacji spać na gołej ziemi. Do tego dochodzą jeszcze pełne realizmu opisy bitew, rzezi i gwałtów.

Historia Ilji przyprawia czytelnika o ogromne emocje. Jest wiele stresujących scen, gdy człowiek siedzi jak na szpilkach i czeka w napięciu na to, co się dalej stanie (a także żałuje, że nie potrafi czytać szybciej!), czy też komicznych momentów, pełnych wręcz opętańczego śmiechu.

"Żelazny kostur" zachwycił mnie znacznie bardziej niż "Władca wilków". Bardzo możliwe, że stało się tak dlatego, że więcej jest w nim powieści historycznej niż fantasy. Oczywiście znajdują się w nim także wątki o bogach, pradawnych wierzeniach i niesamowite postacie, czy czyny, ale na pierwszy plan wybija się raczej wojenny żywot bohaterów. Myślę  że wielbiciele obu gatunków znajdą w niej coś dla siebie. Spodoba się ona też osobom, które lubią przygodę i opowieści o przyjaźni. Gorąco polecam!

Moja ocena:

5,5/6

Za możliwość przeczytania świetnej książki dziękuję serdecznie Instytutowi Wydawniczemu Erica.




poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Królestwo piekieł. Powstanie Warszawskie - Sven Hassel


Tytuł oryginału: Reign of hell
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Przekład: Joanna Jankowska
Rok wydania polskiego: 2011
Ilość stron: 347 

Warszawa rzuca wyzwanie okupantowi, szukając odwetu za kilka lat upokorzeń i mordów. Hitlerowcy postanawiają utopić ją w morzu krwi i zetrzeć z powierzchni ziemi, aby kolejne pokolenia wspominały ze zgrozą to, co się stało. Otwierają więc drzwi do Królestwa piekieł...
Karny batalion Wehrmachtu zostaje przerzucony z frontu wschodniego do okupowanej stolicy Polski, w której szaleje demoniczny Oskar Dirlewanger, Oberführer SS, znany ze swego sadyzmu i bezwzględności. Naziści, zdając sobie sprawę, że wojna jest już przegrana, nie mają nic do stracenia i pogrążają się w szaleństwie zabijania.

Bohaterów poznajemy, kiedy przebywają w obozie w Sennelager, razem z nimi jesteśmy świadkami brutalności i okrucieństwa, z jakim traktowani są nowi rekruci. Do karnego batalionu numer 999 brani są ludzie wyjęci spod prawa, mordercy, pedofile, złodzieje, czy też przeciwnicy polityczni, którzy powinni zostać rozstrzelani albo odsiadywać wyroki w więzieniu, jednak w zamian za to zaoferowano im służbę wojskową, która pozwoli im odkupić dawne winy.

Wkrótce potem razem ze Svenem, Portą, Starym, Legionistą i Małym wyruszamy na front, by walczyć z Rosjanami. Dalej akcja toczy się już szybko. Każdego dnia towarzyszą nam huki eksplozji, odgłosy strzelanin, jęki rannych i wrzaski żywych. Zawierucha wojenna rzuci nas w końcu na tereny Polski, gdzie będziemy świadkami walk powstańców w Warszawie.

Postanowiłam napisać wstęp w formie „my”, gdyż może to pomoże mi uzmysłowić Wam, jak ogromną siłę oddziaływania ma na czytelnika ta powieść. Czytając ją, miałam wrażenie, jakbym sama brała udział we wszystkich zawartych w niej wydarzeniach.  Ta książka wręcz powala na kolana swoją autentycznością, świetną kreacja bohaterów, czy też dokładnymi opisami. Daje się odczuć fakt, że jej autor brał udział w wojnie i opisuje częściowo także swoje doświadczenia.

„Do rzeczywistości przywołał mnie dopiero wybuch pocisku. Teren wokół nas był wypełniony dymem i panicznie biegającymi ludźmi z miskami w rękach.
- No i, w pizdu, po kolacji – stwierdził wściekły Porta.
Jakiś przypadkowy pocisk wylądował na środku skwerku. Kucharz leżał rozerwany na kawałki. Ale co tam on, znikło bouillabaisse*. Patrzyliśmy z przerażeniem pod nogi. Gęsta lepka ciecz z rybną wkładką płynęła obok nas do studzienki ściekowej. „
*bouillabaisse – zupa rybna

W powieści bardzo szokował mnie fakt, jak nisko na wojnie ceniono ludzkie życie. Dowódcy bezmyślnie posyłali na śmierć w z góry przegranej bitwie kolejne kompanie. Jeńcy i ranni byli bezlitośnie zabijani, mordowano całe setki niewinnych cywilów, przeważnie kobiety, dzieci i starców. Dla prostego żołnierza najważniejsze było tylko przetrwanie i zaspokojenie własnych potrzeb, a dobroć i pomoc innym właściwie znikały ze sceny.
Podczas czytania powieść wydawała mi się miejscami dość chaotyczna np. w jednym rozdziale zagubiony Sven dostał kulkę w kark i nie pomógł mu żaden lekarz, a w następnym już jest razem z przyjaciółmi i nie ma mowy o żadnej ranie. W tym momencie czułam się tak, jakby ktoś wyciął z książki cały rozdział. Innym razem, bohaterowie poznają dwójkę Polaków, którzy przez jakiś czas towarzyszą im w drodze, a potem nagle znikają i nie wiadomo, co się z nimi stało. Takich sytuacji jest więcej – wprowadzeni zostają jacyś epizodyczni bohaterowie, po czym bez słowa wyparowują. Nigdy nie mogłam się też doliczyć, ile osób było w kompanii Svena, bo jak wychodzili na akcję, to wydawało się na przykład, że idą w piątkę, a potem niespodziewanie odzywał się ktoś, o kim myślałam, że go tam nie ma…

Myślę, że takie prowadzenie narracji wynika z tego, o czym już wcześniej wspomniałam, że dla opowiadającego całą historię Svena po prostu takie drobiazgi nie były wystarczająco ważne i możliwe, że będąc na wojnie wcale nie zwracał na nie uwagi. A to tylko pokazuje, jak bardzo wojna może uniewrażliwić człowieka na los będących obok ludzi…

„Królestwo piekieł. Powstanie Warszawskie” to zdecydowanie jedna z lepszych powieści wojennych, jakie zdarzyło mi się przeczytać, nie ma w niej koloryzowania, bezsensownej odwagi, czy bohaterstwa, jest tylko brutalna walka o przetrwanie i nadzieja na rychły koniec wojny i powrót do domu. Książka zdecydowanie jest godna polecenia, po prostu trzeba ją przeczytać.

Moja ocena:
>>5,5/6<<

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Instytutowi Wydawniczemu Erica. 

niedziela, 19 sierpnia 2012

Pijana wojna - Kamil Janicki


Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 336

W książce pod tytułem „Pijana wojna” jej autor Kamil Janicki sięga po temat historyczny z kręgu tabu. Chodzi o nadużywanie alkoholu przez żołnierzy walczących na frontach  II Wojny Światowej. Żołnierzy wszystkich nacji i wszystkich dystynkcji. Jest to temat z gatunku wrażliwych, trudnych. Odziera z patosu walczących, rysuje na ich nieskalanych obliczach bohaterów rysę. A jeśli chodzi o przeciwników to pogrąża ich do reszty. Kamil Janicki opiera swoja prace o solidne źródła historyczne, jakie stanowią wspomnienia uczestników II Wojny Światowej,  wywiady, listy i opracowania historyczne. Po lekturze tej książki nie ma wątpliwości, że ponad frontami królował w każdym z obozów alkohol, który lał się strumieniami. Wódką dodawano sobie animuszu i odwagi, zagłuszano nią fizyczny ból ran, opijano klęski i zwycięstwa. Pili wszyscy – Anglicy, Francuzi, Rosjanie, Niemcy, Amerykanie, Polacy. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z opisem tak demaskującym zarówno prostego żołnierza jak i oficera. Należy zwrócić uwagę, że alkohol poza wprawianiem w stan nietrzeźwości, wyzwalał w żołnierzach także prymitywne instynkty. W książce znajdziemy opisy agresji, gwałtów. Wojna od tej strony zdejmuje nimb bohaterstwa z jej uczestników. Patrzymy na nich  jak na zwykłych ludzi, którzy na dodatek nie potrafią się uporać z losem, który przyszło im wieść.

Książka może budzić skrajne oceny, właśnie ze względu na okoliczność iż odziera żołnierzy z waloru nadludzkiej odwagi i wytrzymałości. To bardzo trudne uwierzyć, że bohatera wojennego pcha na front nie absolutna wiara w zwycięstwo i miłość do ojczyzny, ale zamroczenie alkoholowe. To jest prawda trudna do udźwignięcia i może nawet nie chciałabym jej znać.
Autor może spotkać się z zarzutem, iż na podstawie wybranych źródeł wyciąga uogólnione wnioski, dotyczące wszystkich żołnierzy podczas II Wojny Światowej, ale jak to w życiu bywa prawda może leżeć pośrodku. Przecież na wojnie jeden naiwnie tracił życie w walce, a drugi w tym czasie myślał, jaki towar za jakie pieniądze przemycić do getta. Ktoś kierowany ludzkim odruchem narażał życie, ażeby przechować dziecko żydowskie, a ktoś zbił majątek na obietnicy wyprowadzenia kogoś ze strefy zagrożenia, po czym nie wywiązał się z tego. Na takiej podstawie nie należy budować jedynie obowiązujących prawd o tamtych czasach. Dlatego na prace Kamila Janickiego, człowieka zapewne młodego, bez wojennych obciążeń, ale i bez doświadczenia traktującego o życiu w tamtych trudnych czasach można patrzeć niejednoznacznie...  No, ale ja książkę przeczytałam i będę cenić tego autora za absolutny brak hipokryzji.    

Polecam ją zarówno laikom, jak i osobom, które bardziej interesują się czasami II Wojny Światowej. To naprawdę cenne źródło wiedzy o zachowaniach i zwyczajach ludzi, biorących udział w tej walce.

Moja ocena:
>>5/6<<
 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Instytutowi Wydawniczemu Erica.  
              


środa, 8 sierpnia 2012

Władca wilków - Juraj Červenák


Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Tytuł oryginału: Vladca Vlkov
Przekład: Agata Mickiewicz-Janiszewska
Seria: Czarnoksiężnik
Tom: 1
Rok I wydania zagranicznego: 2009
Rok I wydania polskiego: 2012
Ilość stron: 368


Awarowie zabrali mu wszystko to, co najbardziej kochał. Od tamtej pory Rogan poprzysiągł im krwawą zemstę. Walczył na wojnach i przyczynił się do rozbicia imperium wroga. Teraz zostały tylko Krwawe Psy – najbrutalniejszy, nieznający strachu oddział. Rogan ściga ich w mrocznych lasach położonych za Hronem. Jego celem jest Kirt – kryjówka Awarów. Dotarcie do niej to jednak nie łatwizna, bo nikt dokładnie nie wie, gdzie się znajduje. Los stawia na drodze wojownika wiedźmę Mirenę, która postanawia pomóc mu osiągnąć cel. Czy im się to uda? Czy tylko we dwójkę dadzą sobie radę z całą armią? A może dołączy do nich ktoś jeszcze?

„Władca wilków” przenosi w czasy dawnych wierzeń, obrzędów pełnych magii, bóstw, którymi żądzą ludzkie namiętności i pragnienia.

Książka ma wielka siłę oddziaływania na wyobraźnię i podświadomość. Nie zdawałam sobie z tego do końca sprawy, dopóki wydarzenia w niej zawarte nie przyśniły mi się w nocy! To był naprawdę piękny sen, pełen wyrazistych barw i dzikiej przyrody. Przedstawiał zawarty w powieści świat bogów, który szczerze mówiąc spodobał mi się najbardziej. Należy w tym miejscu pochwalić autora za wyraziste i plastyczne opisy, których w powieści nie brakowało.

Fabuła została bardzo dobrze nakreślona. Wydarzenia wciągały, nie chciało się od nich oderwać. Niektóre rzeczy udało mi się przewidzieć, ale nie miało to specjalnie wpływu na zakończenie, stanowiło tylko jego ułamek.

Momentami wydawało mi się, że postaci używają zbyt współczesnego języka, jak na tamte czasy. Udało mi się jakoś do tego przyzwyczaić, choć na początku nie było to łatwe, a niektóre odzywki wręcz mnie irytowały.

Rzadko mi się to zdarza, ale w tej powieści żaden bohater tak naprawdę nie przypadł mi do gustu na tyle, żebym drżała o jego los i ekscytowała się tym, co robi. Wszystkie postacie były mi raczej obojętne. Nie wiem, dlaczego tak się stało, może dlatego, że, jak dla mnie, ich charaktery były raczej dosyć schematyczne, a czyny przewidywalne. Chodzi tu też o to, że gdy na przykład wyznawali swoje motywy, które sprawiają, że ścigają Awarów, to to, co mówili zawsze było prawdą i z góry wiedziało się potem, jak będą postępować. Zdecydowanie za dużo szczerości…  Jedynie Morena ( nie mylić z Mireną!) mnie zafascynowała, ale niestety pojawiła się na krótko.

Jednak sposób, w jaki skonstruowana jest cała historia i świetnie wykreowana boska kraina, o czym już wcześniej wspominałam, całkowicie nadrabiają inne drobne braki.

Należy jeszcze zwrócić uwagę na idealny rozmiar czcionki. We wszystkich książkach właśnie taka powinna być używana. To prawdziwa przyjemność dla oczu.

Podsumowując, „Władca wilków”, to bardzo interesująca powieść z gatunku fantasy, wykorzystująca w tle także historyczne wydarzenia. Ma w sobie klimat niezapomnianej „Starej baśni”, a przy tym jest nowatorska i oryginalna. Cieszę się, że to tylko wstęp do kolejnych tomów i mam nadzieje, ze ukarzą się one szybko, bo naprawdę mam na nie ochotę. „Władcę…” mogę polecić, jako miłą odmianę, zarówno miłośnikom książek fantastycznych, jak i innym czytelnikom, którzy szukają nowych wrażeń.  

Moja ocena:
>>5/6<<

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Instytutowi Wydawniczemu Erica.





czwartek, 26 lipca 2012

Carska roszada - Melchior Medard


Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 392

Z okładki:
Koniec XIX wieku, Warszawa. Miasto niespokojne, dopiero co spacyfikowane po kolejnym spisku antycarskim. Miasto wielkich interesów i ekskluzywnych hoteli, ale też dzielnic biedy i zawszonych burdeli.
Miasto, w którym ktoś w okrutny sposób morduje kobiety...
Estar Pawłowicz Van Houten, tajny urzędnik do zadań specjalnych, przyjeżdża ze stolicy Imperium, by wyjaśnić sprawę zabójstw młodych kobiet. Musiał radzić sobie już z podobnymi wyzwaniami, nie tylko w Rosji. W pracy śledczego wykorzystuje najnowsze zdobycze nauki i techniki. Czasem wywołuje to podziw, a czasem niesmak kolegów z policji.
Dopiero w Warszawie Van Houten orientuje się, że sprawa ma drugie, a nawet trzecie dno. Zaczyna się rozgrywka sięgająca szczytów władzy i europejskich dworów monarszych. Szpiedzy, mordercy, zboczeńcy, piękne kobiety, spiski, zabójstwa – oto świat tajnego radcy Estara Pawłowicza.

Moja recenzja:
Od pierwszego wejrzenia książka mnie intrygowała. Najpierw ciekawość wzbudziła bardzo ładnie wykonana grafika na okładce, a potem króciutki opis zawarty nad tytułem – „Opowieść prawie sensacyjna, momentami romansowa, częściej zagadkowa, niekiedy erotyczna.”  Kiedy zaczęłam przewracać pierwsze strony ilość wydarzeń wręcz we mnie uderzyła. Ale niestety tak było tylko przez moment, bo dalej wszystko się jakoś rozlazło.  Fabuła z ciekawej zmieniła się na przeciętną, nie była ani porywająca ani nudna, ot taka sobie. Autor miał naprawdę fajny pomysł, który chyba jednak trochę go przerósł.

Na jakość czytania bardzo źle wpłynęła przede wszystkim dość chaotyczna narracja. W powieści liczne były przeskoki na innych bohaterów, wtrącane spore retrospekcje. Jednak te przejścia zostały słabo zaakcentowane. Do tego w środku jakiejś ciekawszej akcji pojawiały się ni z gruszki ni z pietruszki fragmenty jakichś listów i dzienników, które bez wątpienia miały wzbudzić w odbiorcy emocje, jednak w moim przypadku niestety tak nie było.

Inną sprawą była duża liczba bohaterów, którzy mieli wymyślone długie i dziwaczne imiona, nazwiska i tytuły, co sprawiło, że najzwyczajniej w świecie mi się mylili. Często też zapominałam, ze dana postać została już wcześniej przedstawiona i dziwiłam się, skąd nagle się wzięła.

Do tego wszystkiego doszły też wątki wypełniacze, jak na przykład spotkanie po latach dwóch dawnych kochanek, które zakończyło się szczegółowo opisaną sceną miłosna, czy też występy hinduskiej tancerki.  Autor z całą pewnością usiłował nadać swojemu dziełu nieco pikanterii, ale przede wszystkim dzięki temu nabrała ona większej objętości.

No dobra, dotąd wyłuszczałam same wady, teraz zaś czas na jakąś zaletę. A tą jest na pewno język powieści. Opisy obfitują w detale, epitety, zagraniczne powiedzenia i idiomy. Można chyba powiedzieć, że jest to taki „kwiecisty” styl pisania, przyznam, że nigdy się jeszcze z czymś takim nie zetknęłam. Kiedy czytałam książkę miałam wrażenie, że pan Medard musi być zapalonym gadułą, czy też krasomówcą. I to właśnie ta cecha jego prozy przekonuje mnie do zapoznania się z przyszłymi utworami, które (mam nadzieję) wyjdą jeszcze spod jego ręki. 
Kiedyś czytałam książki tylko dla ciekawej fabuły i akcji, ale teraz nauczyłam się zauważać także inne cechy. Musze przyznać, że w znacznej mierze wpłynęło na to rozpoczęcie blogowania.

Tak więc, dzięki wspaniałemu warsztatowi pisarskiemu powieść wybroniła się. Nie żałuję czasu, który spędziłam, czytając ją. Polecam Wam ją z tego względu, ale na wstępie ostrzegam, że wymaga ona skupienia i uwagi przy lekturze.

Moja ocena:
>>4-/6<<

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica.

czwartek, 19 lipca 2012

Niezwykłe bitwy i szarże husarii - Radosław Sikora


Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 189

Z okładki:
„Niezwykłe bitwy i szarże husarii” to książka poświęcona najciekawszym starciom tego rycerstwa, a w szczególności jego spektakularnym zwycięstwom, osiąganym nad wielokrotnie liczniejszym przeciwnikiem. Można w niej przeczytać m.in. o szarżach husarii, które rozbiły kilkunastokrotnie silniejszych nieprzyjaciół, czy też o heroicznej obronie przed około stokrotnie liczniejszym wrogiem.
Nie zabrakło także epizodów przegranych, które pokazują, że sama obecność husarii na placu boju nie wystarczała, aby wygrać walkę. Często ważniejsze okazywały się okoliczności, w których do niej doszło. Omówiono także bitwy, wokół których narosło wiele nieporozumień i które wciąż, niesłusznie, funkcjonują w literaturze jako symbole kryzysu tej kawalerii.

Moja recenzja:
Już od dawna pasjonuje mnie husaria. Ci wspaniali rycerze w lśniących zbrojach, dosiadający rączych rumaków. To moje zainteresowanie zaczęło się, gdy po raz pierwszy obejrzałam film „Ogniem i mieczem”, a miałam wtedy około dziesięciu lat. Od tamtej pory zawsze z radością powracam do tej wspaniałej ekranizacji słynnej powieści Henryka Sienkiewicza. Oglądałam już ją tyle razy, że znam większość dialogów na pamięć, a mimo to nadal mi się nie nudzi i oczarowuje.

Gdy tylko zobaczyłam książkę „Niezwykłe bitwy i szarże husarii” uznałam, że warto by pogłębić wiedzę na temat dokonań moich bohaterów młodości. Z zapartym tchem czytałam opisy przebiegu bitew, które rozegrały się w miejscach takich jak: Kircholm, Chocim, Mitawa, Smoleńsk, Domany, Wiedeń, czy Hodów, a także wielu, wielu innych… Dzięki temu opracowaniu dowiedziałam się, co je spowodowało,  ile osób brało w nich udział, czy jakim wynikiem się zakończyły.


W pełnym zrozumieniu strategii pomogły mi liczne mapy, gdzie rozrysowane zostały ruchy wojsk, a także inne zestawienia i tabele, zawierające na przykład rozkład sił i szyk jazdy, czy straty poniesione przez Polaków. W książce znajdziemy tez wkładkę z kolorowymi ilustracjami i rycinami, ukazującymi husarię, jej dowódców, czy szyk bitewny. Bardzo miło urozmaicają one lekturę.

Książka stanowi bardzo interesujące źródło wiedzy historycznej, pełne wyczerpujących opisów i cennych informacji. Styl autora jest łatwo przyswajalny dla każdego czytelnika, nienajeżony przesadnie naukowymi pojęciami. Bardzo podobało mi się sięganie przez pisarza do opisów i tekstów źródłowych, które pozwalały mi spojrzeć na bitwy z perspektywy ludzi, żyjących w tamtych czasach.

„Niezwykłe bitwy i szarże husarii” były bardzo przyjemną i pouczającą lekturą, która z całą pewnością zadowoli każdego laika. Jestem pewna, że nie pogardzi nią także czytelnik obeznany nieco w temacie. Polecam te książkę  wszystkim. Zdecydowanie jest ona pozycją, z którą powinien się zapoznać każdy Polak.

Moja ocena:
>>5/6<<

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Instytutowi Wydawniczemu Erica.

Ilustracje:
1) Kadr z filmu "Ogniem i mieczem"
2) Husarz - Józef Brandt
3) Atak husarii w Bitwie pod Kłuszynem 1610 - obraz Szymona Boguszowicza z 1620

*** 
Pragnę Was poinformować, że jutro wyjeżdżam nad morze i wracam w środę. Nie wiem jeszcze, czy przez ten czas pojawią się jakieś recenzje, może coś ustawię, ale nie obiecuję. 

piątek, 6 lipca 2012

Operacja Leopard. Gorzkie zwycięstwo - Leo Kessler

Tytuł oryginału: Storm troop
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Przekład: Joanna Jankowska
Seria: Edelweiss Strzelcy Alpejscy
Rok wydania polskiego: 2012
Ilość stron: 231

Z okładki: 

Kapitulacja Włoch, wrzesień 1943 rok. Brytyjczycy postanawiają opanować wyspy Dodekanezy, leżące niedaleko wybrzeży Turcji. Ten niewielki archipelag wysp greckich pozwalał kontrolować trasy żeglugowe do Turcji. Niemcy nie mogą pozwolić sobie, aby neutralny kraj dostał się pod wpływy aliantów. Dlatego postanawiają przeprowadzić operację "Leopard". Zdobycie wyspy Leros, górzystej i mocno zalesionej, wymaga użycia wyspecjalizowanych jednostek spadochronowych i górskich. Rolę tej ostatniej znakomicie wypełnił wydzielony elitarny oddział korpusu Strzelców Górskich Edelweiss.

____________________________

Moja recenzja:

Od zawsze pasjonowały mnie powieści historyczne. Opowieści rozgrywające się na tle dawnych wydarzeń nabierały w moich oczach szczególnej barwy. Tym razem postanowiłam sięgnąć do czasów II Wojny Światowej. "Operacja Leopard" to moje pierwsze spotkanie z twórczością pana Kesslera. 

Główni bohaterowie to żołnierze elitarnego niemieckiego korpusu alpejskiego, którzy zostają wysłani przez Adolfa Hitlera na ryzykowną, czy wręcz samobójczą misję przejęcia wyspy Leros, pozostającej w rękach Aliantów. Grupa musi zdobyć szczyt góry Clidi i spacyfikować stacjonujące tam włoskie jednostki. Zanim jednak do tego dojdzie muszą dopłynąć do wyspy i nie dać się zauważyć i zabić wrogom. Rejs statkami udającymi kutry rybackie na początku idzie jak po maśle, jednak po jakimś czasie pojawiają się niespodziewane problemy, znacznie gorsze niż dokuczająca mężczyznom choroba morska. Losy misji wiszą na włosku, zanim się jeszcze na dobre rozpoczęła. Czy mimo wszystko uda się wypełnić zadanie?

Szczerze mówiąc, to z początku byłam raczej negatywnie nastawiona do postaci. Nie umiałam sympatyzować z Niemcami, którzy wszak nie należeli na tej wojnie do naszych przyjaciół. Cały czas miałam nadzieję, że w końcu szczęście przestanie się do nich uśmiechać. Nie potrafiłam spojrzeć na wydarzenia obiektywnie. Jednak w toku powieści i szybko rozwijającej się akcji zapomniałam o uprzedzeniach i w pełni rozkoszowałam się lekturą. 

Bardzo podobały mi się dobrze wykreowani bohaterowie. Różnili się charakterami i zwyczajami, nie byli tylko zwykłą żołnierską masą. Dowodzący jednostką pułkownik cechował się wrażliwością, cenił życie ludzkie, potrafił myśleć perspektywicznie i dostrzegać zło, szerzące się w niemieckiej armii. Zaś jego zastępca Greul stanowił kompletne przeciwieństwo dowódcy - był fanatykiem nazizmu, ślepo podporządkowywał się rozkazom oraz czerpał przyjemność z przemocy i bezmyślnego mordowania. Ciekawymi postaciami byli także Jap i Byk Jo, którzy każdą przerwę między misjami wykorzystywali na picie i szaleństwa z panienkami. Te ich perypetie opisane w książce stanowią miły przerywnik pomiędzy potworną rzeczywistością walk, a zabawne dialogi potrafią rozśmieszyć i rozładować najbardziej napięte sytuacje. 

To bardzo interesujące, jak odrobina taktyki, sprytu a przede wszystkim psychologii wroga potrafią doprowadzić do przechylenia szali zwycięstwa. Żeby to dokładnie przedstawić musiałabym zdradzić Wam koniec, co byłoby totalną katastrofą, bo to właśnie na niego się z niecierpliwością czeka przez cały czas czytania. Powiem tylko, że jest naprawdę zaskakujący i zupełnie nieprzewidywalny. 

Powieść czytało mi się bardzo szybko, można powiedzieć, że wręcz ją pochłonęłam. Myślę, że oprócz świetnej fabuły, jest to także zasługa dobrego rozmiaru czcionki. Dla moich oczu jest ona wręcz idealna, gdyż nie męczy wzroku. Miłym zaskoczeniem po skończeniu powieści był dla mnie bonus w postaci sześciu pierwszych rozdziałów kolejnej części serii, który od razu przeczytałam. Chcę mieć jej kontynuację!

Bardzo podobała mi się ta książka i mogę ją Wam z czystym sumieniem polecić.

Moja ocena:

>>4,5/6<<


(Piątki nie dałam ze względu na patriotyzm, jaki w sobie podczas tej lektury odnalazłam, poza tym małym mankamentem, że jest to powieść o niemieckich, a nie polskich żołnierzach, to nie ma żadnych innych wad. :)

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica. 

piątek, 29 czerwca 2012

Smolar. Piłkarz z charakterem - Jacek Perzyński

Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Rok wydania 2012
Stron: 491

Włodzimierz Smolarek to legenda polskiego futbolu. Bardzo charakterystyczna postać. Pomnik. Wszyscy, absolutnie wszyscy z pokolenia moich czterdziestoletnich rodziców, kobiety i mężczyźni, pamiętają jego sylwetkę i ruchy na boisku. Opowiadają o tańcu z piłką, a szarżach na bramkę, o słynnych polskich „kontrach” w jego mistrzowskim wykonaniu. Podkreślają, że dał się zapamiętać jako piłkarz skromny, pozbawiony cech tak wszechobecnego w dzisiejszych czasach gwiazdorstwa i epatowania zewnętrznymi oznakami zamożności, czy jak kto woli pieniędzmi.

Biografia wydana siłami Instytutu Wydawniczego Erica autorstwa Jacka Perzyńskiego, zdaje sie tę legendę potwierdzać. Napisana jest w pierwszej osobie. Przez bogato ilustrowane fotografiami karty książki, Włodzimierz Smolarek zatem snuje opowieść o swoim piłkarskim, bardzo atrakcyjnym życiu. Wspomina początki, pierwszych trenerów. Opisuje „pot i łzy”, jakie trzeba było wycisnąć, aby dojść do prawdziwej formy.
Poznajemy łódzkie kluby piłkarskie z jego młodości, zasady na jakich funkcjonowały w dobie PRL-u.
Czas służby wojskowej Smolarka przeniesie nas z kolei do klubu warszawskiej Legii, gdzie poznamy reguły uprawiania piłki nożnej w wojsku.

Oddzielne, bardzo obszerne miejsce zajmuje opis zmagań o pierwszoligowe mistrzostwo klubu Widzew Łódź w czasach jego największej świetności. Poznajemy życzliwie wspominanych kolegów Smolarka. Wśród nich są nazwiska – legendy, na przykład Zbigniew Boniek.
Jest coś charakterystycznego w toku narracji sportowca. Do wszystkich odnosi się przyjaźnie. Nawet z jeżeli z jakimś piłkarzem na swojej drodze popadł w konflikt, i to opisuje, to na końcu zawsze odnajdzie w tej osobie coś pozytywnego.

Dla kompletnego laika, do których grona niewątpliwie się zaliczam, zadziwiająca jest nasuwająca się refleksja, jak bardzo gra zespołowa, jaką jest piłka nożna, wymaga przemyśleń, strategii i elastyczności koncepcji gry w zależności od przebiegu meczu. Jak jeden gol, strzelony w pierwszych minutach, rzutuje na rzeczywistość spotkania i jego dalszy przebieg. Niesamowite.

Wiele uwagi Włodzimierz Smolarek poświęca polskiej reprezentacji. Przypominam – piłkarz był w ścisłym jej składzie między innymi podczas Mistrzostw Świata w 1982 roku w Hiszpanii. Wtedy Polacy odnieśli ostatni znaczący triumf – zdobyli trzecie miejsce, a cała Polska śpiewała:

„Entliczek pętliczek,
co zrobi Piechniczek,
tego nie wie nikt.
Czy nas zmartwi, czy rozerwie, 
czy przed przerwą, czy po przerwie? 
Tego jeszcze nie wie nikt.
Kłopotów, radości,
czy smutku, czy żalu, czego będzie więcej?
To tajemnica mundialu,
mundialu to tajemnica.
Ja jednak wierzę,
że nie będzie źle: E viva Espania Ole!”

W tym miejscu przypomnę, że Antoni Piechniczek był wówczas selekcjonerem polskiej drużyny.
W książce odnajdziemy wiele wspomnień z tamtego okresu. Smolarek pokusi się o analizę, dlaczego nie zdobyliśmy pucharu świata, co zainteresuje zapewne znawców piłki nożnej. Z kolei lubiący badać obyczaje, zostaną wtajemniczeni w wiele smaczków z tamtych lat.

Smolarek w bardzo przystępny sposób podejmuje się próby odpowiedzi na pytanie, dlaczego trzecia drużyna świata w ciągu kilku następnych lat spadła rangą w przepaść. Wszystkie jego uwagi są zaskakująco aktualne.

Po książkę miałam okazję sięgnąć już po zakończeniu występów „naszych” na EURO 2012. Nie jestem kibicem sportowym, ale przyznam – porwała mnie euforia związana z występami Polaków. Obejrzałam wszystkie polskie mecze, wierzyłam i trzymałam kciuki. Gdybym sięgnęła po „Smolara” przed mistrzostwami, wiedziałabym, że mogę sobie darować kibicowanie. Rzecz w tym, iż z wywodów piłkarza jasno wynika, jak nie powinna być budowana kadra narodowa. Że piłkarzom nie służy udział w wyczerpującej lidze zagranicznej, albo tylko uczestnictwo w postaci „grzania” ławki rezerwowych, bo wtedy nie ma formy. Że piłkarze w kadrze nie mogą być tylko młodzi i niedoświadczeni, że najważniejszy jest trening wytrzymałościowy, który w Polsce słabo się przyjmuje.

Smolarek nie mógł przewidzieć, jak będzie wyglądać i grać drużyna polska na EURO 2012. A jednak… Wszystko się sprawdziło, czyli wyszło jak zwykle ostatnio.
Jaka szkoda, że na melodię przeboju z 1982 roku nie można zaśpiewać pieśni pochwalnej na rzecz Lewandowskiego tak, jak to wówczas śpiewano:

„Uliczkę znam w Barcelonie,
W uliczkę wyskoczy Boniek,
Będzie słychać na stadionie,
Brawo Polonia, brawo ten pan…”

Kończąc, mimo wszystko polecam lekturę książki miłośnikom futbolu… I nie tylko. Szczególne uznanie składam autorowi za użycie zastosowanie narracji pierwszoosobowej. Książka bardzo zyskała na autentyczności przekazu.

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Instytutowi Wydawniczemu Erica.




XXX
W związku z tym, że dzisiaj muszę niespodziewanie wyjechać to wyniki konkursu będą ogłoszone w poniedziałek. Przedłużam czas zgłaszania do północy w niedzielę. Przepraszam Was, ale o tym zadecydowały czynniki wyższe...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Uwaga!

Wszystkie teksty zawarte na niniejszym blogu chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.