Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/6. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 lipca 2013

Cinder - Marissa Meyer


Tytuł oryginału: Cinder
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Saga księżycowa
Tom: 1
Gatunek: science-fiction
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 437


Przyszłość. Po IV Wojnie Światowej, która ogromnie wyniszczyła naszą planetę, państwa połączyły się we wspólnoty, by nie dopuścić do kolejnego konfliktu zbrojnego. Jednak na Ziemię spadły nowe zagrożenia – nieuleczalna epidemia w błyskawicznym tempie dziesiątkująca ludność oraz wizja walki z Lunarami – mieszkańcami Księżyca. We Wspólnocie Wschodniej mieszka Cinder – nastoletnia mechanik. Jest cyborgiem – wmontowano jej na stałe różne części mechaniczne, które zastępują jej własne narządy. Z tego powodu należy do najniższej warstwy społecznej, ludzie nie uznają takich jak ona za równych sobie. Pewnego dnia jej stragan na targu odwiedza sam książę Kai – przyszły następca tronu, który prosi ją by naprawiła jego robota, który zawiera w sobie niezwykle ważne tajemnice państwowe, mogące doprowadzić do przełomu w pertraktacjach z królową Lunarów. Jednak w wyniku pewnych tragicznych zdarzeń opiekunka prawna Cinder decyduje się oddać ją do badań mających na celu znalezienie antidotum na zarazę. To dla dziewczyny wyrok śmierci, jednak zdarza się rzecz niespodziewana przez nikogo, która może wywabić ją z opresji...

Bardzo polubiłam Cinder. Spodobała mi się postać, która w mózg miała wbudowany komputerowy interfejs i mogła we własnej głowie oglądać telewizję, czy przeglądać strony internetowe. Przydałoby mi się coś takiego. :) Jednak najlepsze było w niej to, że umiała radzić sobie sama i nie dawała sobą pomiatać. Ona i książę Kai to chyba najlepsza literacka para. Z całego serca im kibicowałam, a zawirowania, które przeżywali wzbudzały we mnie ogromne emocje.

Fabuła powieści jest oparta na znanej wszystkim baśni o Kopciuszku. Z tego powodu jest też bardzo, czasem wręcz do bólu przewidywalna, jednak te niedostatki całkowicie pokrywa kreacja postaci oraz świata, w którym żyją bohaterowie. Choć czasem brakowało mi takich najbardziej podstawowych opisów - przede wszystkim wyglądu Cinder - nie mam na przykład pojęcia, jaki kolor miały jej włosy, czy też budowy miasta - czy miało coś wspólnego z dawnym Pekinem, czy też powstało od podstaw z nowych, lepszych materiałów? Miałam wrażenie, że sama autorka wyobraziła sobie te szczegóły, ale w trakcie pisania zapomniała, że to, co dla niej jest oczywiste, niekoniecznie będzie takie dla czytelnika. Jednakże z drugiej strony taki zabieg, daje też pole dla naszej wyobraźni - jak dla mnie Cinder ma czarne włosy, jednak moja siostra dała jej blond tak jasny, że prawie biały. Czyli poniekąd sami także możemy uczestniczyć w tworzeniu bohaterów oraz ich otoczenia.

 To jedna z lepszych powieści młodzieżowych, jakie ostatnio zdarzyło mi się czytać. Całe szczęście, że jej drugi tom miałam już na półce, bo chyba nie zniosłabym oczekiwania na niego. Teraz czekam na trzeci i mam nadzieję, że wyjdzie już niedługo.

Apeluję do każdego miłośnika fantastyki – sięgnięcie po tę serię to konieczność! Po prostu nie możecie jej ominąć. Spodoba się nie tylko nastolatkom, ale też i starszym osobom, bo któż z nas nie lubi bajek?

Moja ocena:
5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Egmont.

wtorek, 16 lipca 2013

Nowy przywódca - Julianna Baggott

Tytuł oryginału: Fuse
Wydawnictwo: Egmont
Cykl: Świat po wybuchu
Tom: 2
Gatunek: science-fiction
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 558


Kilka miesięcy temu miałam okazję czytać pierwszy tom cyklu. Nie spodobał mi się on zbytnio, o czym pisałam tutaj. Miałam zastrzeżenia, co do kreacji świata przedstawionego, stopień ludzi z przedmiotami i innymi ludźmi. Napawało mnie to odrazą. Mimo wszystko postanowiłam dać serii jeszcze jedną szansę i sięgnęłam po kolejną część. I ze zdumieniem muszę przyznać, że tym razem się nie zawiodłam, a wręcz przeciwnie. Autorka oszczędza nam już opisów straszliwych deformacji, które choć czasem się trafiają, są jakby łatwiejsze do przebrnięcia. Może to też kwestia tego, że przyzwyczaiłam się już do nich i aż tak mnie nie szokują. Krótko mówiąc nie wzbudzały one już u mnie takiej sensacji jak poprzednio. Dzięki temu mogłam przede wszystkim skupić się na fabule, która obfitowała w ogromną ilość wydarzeń.

Zacznijmy od tego, że Patridge i Lyda oddzielili się od Pressi, Bradwella i El Capitana i zostali pod opieką Matek. Willux nie ustawał jednak w próbach sprowadzenia swego syna z powrotem do Kopuły. Wysłał pająki – bomby, które wczepiały się w ciała ludzi i tworzyły z nich zakładników. Bomby mają zaprogramowane różne czasy wybuchów i praktycznie co kilka minut ktoś przez nie ginie. Aby zapobiec dalszym tragediom Patridge będzie zmuszony podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji w swoim życiu. Pressia i reszta szukają tajemniczej formuły, dzięki której będzie można odwrócić skutki wtopień bez efektów ubocznych takich zabiegów. Poszukiwania prowadzą ich za ocean. Pressia zdaje sobie sprawę ze swojej miłości do Bradwella, ale boi się, że gdy pozwoli sobie okazać uczucia, straci go. Czy będzie w stanie się otworzyć?

Nie dało się tej książki odłożyć. A gdy już musiałam koniecznie zrobić sobie przerwę, to cały czas myślałam, co też się tam dalej wydarzy. Jestem ogromnie zdumiona, że drugi tom aż tak mnie wciągnął i na poważnie rozważam przeczytanie jeszcze raz pierwszego – z nowym spojrzeniem i nastawieniem. Na pewno kiedyś wrócę jeszcze do całej serii, gdy już ukarze się ostatnia część.

Spodobało mi się rozbudowanie wątków miłosnych. Mi, która zawsze gardziłam wszelkimi romansami! To nieprawdopodobne, jak z wiekiem gust się zmienia, muszę wam wyznać, że zauważyłam w sobie pokłady romantyzmu, o które wcześniej nigdy bym siebie nie podejrzewała. No ale dosyć już o mnie, bo coś się ta recenzja niezamierzenie w pamiętniczek zaczyna przemieniać – o zgrozo!!! Wracamy do książki. Nie będę wam zdradzać, kto z kim, kiedy i po co zacznie kręcić, bo wam spsuję niespodziankę i podnietę przy czytaniu, jaką ja sama miałam. Powiem tylko, że zadzieje się, oj zadzieje...

Niech już ukarze się ten kolejny tom... Od paru dni nie myślę o niczym innym tylko o tym by jak najszybciej dostać go w swoje łapki. Ale na to przyjdzie mi jak zwykle trochę poczekać. Niestety! Osobiście jestem zwolenniczką czytania serii parę lat po ich premierze, jak już wszystkie części są wydane. Nie znoszę oczekiwania. Jak na przykład rok dzieli poszczególne części, to zazwyczaj zapominam, co było w poprzedniej, muszę sobie przypominać, nie wiem, o co chodzi... Zdecydowanie lepiej by było mieć już całość podaną na tacy :) . Ale coś tak myślę, że to pragnienie podziela większość moli książkowych. Ech. Znów odjechałam od tematu. Co się dzisiaj ze mną dzieje?

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła w powieści jakiegoś dyskusyjnego fragmentu. Tym razem są to operacje, jakie El Capitan przeprowadzał na ludziach, w których ciała wszczepiły się bomby, oraz usuwanie z mózgu podsłuchów i kamer wbudowanych w oczy. Czy to nie przesada? Może człowiek bez jakiegokolwiek przeszkolenia medycznego usunął by od biedy jakieś słabo wszczepione bomby, ale operacja na otwartym mózgu wydaje się być już lekką przesadą. No chyba, że się nie znam i rzeczywiście jest to dziecinna igraszka, a sześcioletnie studia medyczne tak naprawdę do niczego nie są potrzebne, bo każdy może być znachorem... No tak, przy takich fragmentach w mojej głowie pojawia się zazwyczaj sarkastyczne pytanie „i co jeszcze?”. Czasami pomysły autorów potrafią naprawdę zadziwić czytelnika. Zawsze się zastanawiałam, czy oni sami nie zdają sobie sprawy z tego typu głupot, czy mają ludzi za naiwniaków, którzy wszystko łykną?
Chyba nie będzie mi dane poznać odpowiedzi na to pytanie...

No, poza tym drobnym mankamentem powieść prezentowała się świetnie, zajęła mi miło czas, wywołała wiele emocji (w zasadzie co chwila to się ekscytowałam, to bałam, to wzruszałam, więc można powiedzieć, że nie było ani chwili uczuciowego wytchnienia). Jeśli ktoś jeszcze nie sięgnął po cykl „Świat po wybuchu” to gorąco polecam a tych, którzy tak jak ja byli nieco zniesmaczeni pierwszym tomem, zachęcam do sięgnięcia po kolejny, bo różnica między innymi jest naprawdę spora, tak że czasami nachodziło mnie aż wrażenie, że pisały je dwie odmienne osoby. Tak jak już wspominałam, czekam z utęsknieniem na trzeci tom i kolejne godziny emocjonalnej burzy. A spadającą gwiazdę proszę o to by to wyczekiwanie nie trwało zbyt długo :).

Moja ocena:

5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Egmont.

środa, 10 lipca 2013

Gdzie leży granica? (Gwiazdozbiór psa - Peter Heller)

Tytuł oryginału: The Dog Stars
Wydawnictwo: Insignis
Gatunek: literatura postapokaliptyczna
Ilość stron: 368


Wyobraźcie sobie świat po epidemii grypy, gdzie większość ludzkości nie przeżyła choroby, a reszta walczy o podział skromnych zasobów jedzenia i przetrwanie z innymi ocalonymi.
Na dawnym lotnisku żyją dwaj mężczyźni Hig i Bangley oraz pies Higa Jasper. Hig codziennie patroluje teren, lecąc nad nim swoim samolotem. Każdy nieproszony gość dostaje natychmiast kulkę w łeb, w myśl zasady Bangleya, że „negocjując, negocjujesz własne życie”. Hig pomaga rodzinom, które cierpią na powikłania po grypie. Bangley zaś to samotnik, który trzyma się Higa i Jaspera, ponieważ są mu potrzebni i wie, że sam nie da rady obronić lotniska przed intruzami. Pewnego dnia Hig i Jasper wyruszają na polowanie w góry. Tam Higa spotyka tragedia, po której nic nie jest już takie samo jak wcześniej. Mężczyzna postanawia opuścić bezpieczne miejsce i polecieć w nieznane w poszukiwaniu innych ludzi oraz lepszego świata... W poszukiwaniu utraconego sensu życia i nadziei...

To interesująca ale też trudna i wymagająca przemyśleń książka. Hig w wyniku epidemii stracił żonę i dziecko, nie ma już nikogo bliskiego oprócz psa, z Bangleyem dzieli ich różnica poglądów.
Nie lubi zabijać, woli najpierw rozmawiać, choć gdy grozi mu niebezpieczeństwo, nie waha się bronić swojego życia wszelkimi możliwymi sposobami. Fajny facet, powiecie. W tym całym chaosie zachował jeszcze jakieś zasady. Ja też tak z początku myślałam i nawet darzyłam go sympatią, lecz w miarę rozwoju akcji nie byłam już wcale tego taka pewna. Bez skrupułów zastrzelił gwałciciela, pomagał chorym rodzinom, nie zważając na to, że sam może się zarazić, ale z drugiej strony patroszył ludzkie zwłoki, by przyrządzić mięso dla swojego psa. Tak jakby ten nie mógł jeść sarniny. Coś mi się tu zaczęło gryźć i w miarę czytania takie dysonanse stały się coraz częstsze. Po skończeniu lektury rodzi się pytanie o to „gdzie leży granica między dobrem a złem?”. Co możemy uznać za zło konieczne, a co już nie uchodzi u mężczyzny, który w tym okrutnym świecie chce pozostać taki jak dawniej?

Powieść wywołała u mnie mnóstwo pytań. Długo nad nią myślałam i usiłowałam dojść do jakichś wniosków. Obecnie uważam, że w świecie po epidemii grypy nie ma już ludzi z zasadami. Moralność jest tylko przeżytkiem, bo każdy stara się przede wszystkim przetrwać kolejny dzień. Sądzę, że autor nie chciał przedstawić Higa, jako kogoś innego, specjalnego wśród ocalałych, ale jak jednego z nich, który, choć może mu się to nie podobać, bez mrugnięcia okiem przystosowuje się do nowych warunków, bo inaczej zginie. Smutna jest wizja świata, gdzie nikt nikomu nie ufa, widzi w nim tylko wroga, albo osobę, którą może wykorzystać do własnych celów.

Szybko czyta się tę powieść, jednakże w miarę przerzucania kolejnych stron ich treść budzi coraz większe zdziwienie. Ktoś inny mógłby powiedzieć, że mimo wszystko jej zakończenie budzi nadzieję, ale moim zdaniem, choć sytuacja Higa nieco się zmienia, to nie sądzę, by wpłynęło to jakoś szczególnie na jego zachowanie i otwartość wobec innych obcych, które ośmielą się przekroczyć teren lotniska.

Polecam wam tę powieść, a sama nadal pozostaję z mieszanymi uczuciami i pytaniami, na które nie sposób znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi. Jestem bardzo ciekawa opinii innych, którzy ją przeczytali, proszę podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami. Na zakończenie powiem wam tyle – dawno już nie spotkałam powieści, która by mnie tak poruszyła i na tak długo zajęła moje myśli.

Moja ocena:
5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie AIM Media.  

wtorek, 25 czerwca 2013

Recepta na miłość - Barbara O'Neal

Tytuł oryginału: How to Bake a Perfect Life
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Gatunek: literatura piękna
Ilość stron: 528
Z okładki:

Ramona Gallagher znalazła się na rozdrożu. Piekarni, którą prowadzi, grozi bankructwo, matka doprowadza ją do szaleństwa, a córka, Sophie, będąc w zaawansowanej ciąży, podejmuje ryzykowną podróż do szpitala w Niemczech, dokąd przetransportowano jej męża, żołnierza rannego w Afganistanie. I jeszcze Katie, zbuntowana nastolatka, której Ramona ma zastąpić matkę. Jak wybrnąć z tych problemów i ułożyć życie na nowo?

Czy wiecie, że recepta na udane życie przypomina przepis na dobry chleb? O obu trzeba czasu, cierpliwości, pracy i … szczypty soli. A śmiech, który przychodzi po łzach, jest pełniejszy…


Moje wrażenia:

Bardzo przyjemnie czytało mi się tę powieść. To było moje pierwsze zetknięcie się z twórczością autorki i jestem pozytywnie zaskoczona. Przede wszystkim dlatego, że jest to tak zwana "mądra" książka. Opowiada o trzech silnych kobietach, które potrafią radzić sobie z przeciwnościami losu, wierzą, że jutro będzie lepiej i nie załamują się, gdy dotknie je nieszczęście.

Ramona w młodym wieku zaszła w ciążę i wbrew rodzinie postanowiła zatrzymać dziecko. Poradziła sobie z wychowaniem córki i nauką. Teraz jest dojrzałą kobietą, jej córka Sofia oczekuje dziecka, którego ojciec służy w Afganistanie. Pewnego dnia kobiety dostają telefon, że miał on wypadek i jest ciężko poparzony. Sofia, pomimo ósmego miesiąca ciąży, udaje się do Niemiec, gdzie jej mąż jest leczony. Na barki Ramony spada zaś opieka nad pasierbicą Sofii Katie, której matka wylądowała w więzieniu. Nie jest łatwo zajmować się zbuntowaną i w zasadzie obcą nastolatką. A to dopiero początek, w piekarni Ramony dojdzie do awarii, długi kobiety będą się mnożyć w zastraszającym tempie, na horyzoncie pojawi się dawny przyjaciel, a Katie postanowi... No właśnie, co? Tego moi mili musicie dowiedzieć się już sami.

Na początku powieść lekko mnie nudziła, ale kiedy do domu Ramony przybyła Katie zrobiło się naprawdę ciekawie. Może dlatego, że oprócz Ramony i Sofii, jest ona jedną z narratorek i wniosła swoje młodzieńcze przemyślenia. Swoją drogą autorka świetnie wczuła się w jej sytuację, przedstawiła wybujałe emocje nastolatki, jej kiepskie nastroje i humory. Jest super, gdy w powieściach dzieci i nastolatki nie zachowują się i nie wypowiadają jak dorośli, ale by tak wykreować te postacie trzeba posiadać już jakiś kunszt pisarski.

To naprawdę wspaniała, pełna ciepła i miłości powieść, na której atmosferę dodatkowo wpływają opisy pieczenia chleba i przepisy. Człowiek czytając ją, czuje się jak w domu. Koniecznie muszę sięgnąć po inne książki pisarki. Ciekawe czy opowiadają o tych samych bohaterkach, czy też o kimś zupełnie innym?

Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Każdemu. To fantastyczna lektura, która zostaje w pamięci na długo.

Moja ocena: 
5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie księgarni Merlin.

***
Przypominam o moim konkursie. Już tylko dziś możecie się zgłaszać, jutro drugi etap. Zapraszam TUTAJ. 

piątek, 14 czerwca 2013

Dogonić szczęście - Lucy Gordon

Tytuł oryginału: The Italian's Wife by Sunset,
The Mediterranean Rebel's Bride,
 The Millionaire Tycoon's English Rose

Wydawnictwo: Harlequin
Rok wydania: 2013
Gatunek: romans
Ilość stron: 459

"Czasami jedynym sposobem na pokazanie komuś, jak bardzo go kochasz, jest pozwolić mu odejść."

Trzej bracia Rinucci - Carlo, Ruggiero i Francesco poszukują swojej jedynej miłości. Pewnego dnia Carlo spotyka Dellę, która wydaje się być dla niego stworzona, lecz przeszkodą dla ich związku jest to, że kobieta jest starsza od niego prawie o dziesięć lat. Czy różnica wieku stanie im na drodze do szczęścia? Ruggiero nie może się pogodzić ze zniknięciem ukochanej - tajemniczej Sapphire. Kiedy testuje nowy motocykl, wydaje mu się, że widzi ją i dochodzi do wypadku. Podczas rekonwalescencji dowiaduje się, że to nie Sapphire do niego wróciła, lecz jej kuzynka przyjechała by powiedzieć mu o jej śmierci oraz o tym, że ma syna. Czy Ruggiero pogodzi się ze stratą i będzie w stanie pokochać małego sierotę? Francesco jest na zabój zakochany w Celii. Jedyny problem polega na tym, że ona jest niewidoma. Mężczyzna robi wszystko, by otoczyć ją opieką, co samodzielnej dziewczynie niezbyt się podoba i postanawia z nim zerwać. Jednak oboje wiedzą, że są dla siebie stworzeni i nie mogą bez siebie żyć. Czy uda im się odbudować związek?

Pewnego wieczoru sięgnęłam sobie po "Dogonić szczęście", zaczęłam czytać i zanim się zorientowałam już kończyłam i był środek nocy. Bracia Rinucci dostarczyli mi mnóstwa niezapomnianych wrażeń. Przeżywałam z nimi ich rozterki i problemy miłosne, cieszyłam się gdy wszystko zmierzało ku dobremu.
Wiadomo, że powieść jest przewidywalna, ale nie o fabułę tu chodzi, lecz właśnie o emocje, które wywołuje. Przyznam, że gdy doszłam do zakończenia, żałowałam, że nie ma dalszego ciągu. Ostatnio najlepiej mi się czyta właśnie tego typu miłe i spokojne książki. Muszę koniecznie załatwić sobie ich więcej.

Dawniej nie lubiłam romansów, ale ostatnio w miarę czytania coraz bardziej się do nich przekonuję. To jednak świetna, lekka i niezobowiązująca rozrywka. Zabiorę ze sobą na pewno na wakacje nad morze kilka pozycji.

To była pierwsza powieść Lucy Gordon, jaką miałam okazję przeczytać i stwierdzam, że z przyjemnością sięgnę po inne jej dzieła. Pisze bardzo dobrze, językiem, którego wszyscy używamy na co dzień, bez zadęcia, czy nadmiernego patosu.

Co tu więcej jeszcze mówić? Chyba tylko jedno - polecam, polecam i jeszcze raz polecam!

Moja ocena:
5/6

Za możliwość przeczytania fantastycznej książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Harlequin.

środa, 5 czerwca 2013

Sufi - Elif Shafak

Tytuł oryginału: Pinhan
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2013
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Ilość stron: 329

Elif Shafak to znana i ceniona turecka pisarka, autorka takich pozycji jak "Bękart ze Stambułu", "Pchli pałac", "Lustra miasta", czy "40 zasad miłości". "Sufi" to jej powieściowy debiut, zdobywca Nagrody Rumiego.

Już od kilku dni zasiadam do laptopa z zamiarem napisania tej recenzji, a po kilku minutach rozmyślań odkładam to na później. Ale basta! Dziś czas wreszcie podzielić się z wami moją opinią. Na wstępie muszę od razu zaznaczyć, że dawno nie miałam do czynienia z książką, o której tak ciężko byłoby mi się wypowiedzieć. "Sufi" jest z całą pewnością bardzo nietypowa.

Opowiada o chłopcu - Pinhanie, który urodził się z dwoistą naturą, jego ciało miało cechy zarówno męskie, jak i damskie. Od maleńkości dbał by jego sekret nie wyszedł na jaw i zastanawiał się, dlaczego właśnie jego to spotkało. Pewnego dnia trafił do świątyni derwiszów, gdzie pozwolono mu pozostać. Przez następne lata powoli godził się z tym, jaki jest, lecz nie rozumiał, dlaczego derwisze nie chcą mianować go jednym z nich. Przy pomocy jednego z przyjaciół zrozumiał, że jeszcze nie przeżył jeszcze nic takiego, o czym mógłby opowiadać. Pinhan wyruszył zatem do Stambułu, by tam odnaleźć swoją własną historię...

"Pojął, że życie będące stałą ucieczką, ukrywaniem się, pełne strachu i nie kończących się obaw, nie jest życiem."

Jest to powieść pełna symboliki i metafor, gdzie nic nie jest oczywiste. Trzeba czytać ją bardzo uważnie, nie można pominąć żadnego zdania. Momentami treść wręcz przytłacza czytelnika, można się w niej pogubić.
Zachwyciło mnie piękno języka z jakim jest napisana. To nie jakieś tam zwykłe czytadło, lecz wspaniała proza.

Historia Pinhana, choć miejscami dziwna, jest także wzruszająca i pełna emocji. Wprowadza w stan melancholii, z której ciężko się szybko otrząsnąć. Gdy zamknęłam książkę, byłam na granicy płaczu i nie mogłam przestać o niej myśleć jeszcze przez długie godziny.

"Nic bowiem nie jest na wskroś złe, tak jak nic nie jest na wskroś dobre. Największe zło czasem działa na niektórych kojąco jak cudowny balsam zasklepiający jątrzące się rany. I choć trudno w to uwierzyć, katastrofa dla jednych będąca końcem świata dla innych może stać się źródłem szczęścia."

Nie jest to powieść dla wszystkich. Wiele osób porzuci ją w trakcie czytania, lecz ci, którzy dotrwają do końca staną się w pewien sposób bogatsi. Najważniejsze to nie zrażać się na początku. Rzadko już spotyka się takie książki, to prawdziwy skarb, wart przeczytania i przemyślenia.

Moja ocena:
5/6

Za możliwość przeczytania niesamowitej książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Literackiemu.

czwartek, 23 maja 2013

W cieniu kaplicy - Melvin R. Starr

Tytuł oryginału: A Corpse at St Andrew's Chapel
Wydawnictwo: PROMIC
Rok wydania: 2013
Cykl: Hugh z Singleton
Tom: 2
Ilość stron: 356


Przed chwilą skończyłam lekturę drugiego tomu cyklu przygód średniowiecznego chirurga Hugh z Singleton. Tym razem nasz bohater musi rozwikłać zagadkę śmierci nadzorcy folwarcznego Alana. Wszystko wskazuje na to, że zabił go dziki zwierz, tyle, że w hrabstwie nie widziano ich od wielu lat, a w dodatku ktoś ukradł buty zmarłego, a tego na pewno nie zrobiłby wilk, czy niedźwiedź. Ślady prowadzą Hugh do jednego z kmieci, lecz wkrótce lekarz zostaje napadnięty, co każe mu przypuszczać, że sprawa jest jednak znacznie poważniejsza, niż mu się wcześniej zdawało. Jego domysły szybko się potwierdzają, gdy zostaje odnalezione kolejne ciało...

Drugi tom serii w niczym nie ustępuje poprzedniemu. Jest nawet lepszy, bo... dłuższy ;) 
Akcja toczy się wartko, razem z Hugh śledzimy postępy w śledztwie i usiłujemy domyślić się, kto za tym wszystkim stoi. Obserwujemy też jego rozterki miłosne i próby znalezienia żony. Jego ukochana lady Joan Talbot wyszła za innego. Hugh stara się o niej zapomnieć i jego oczy zwracają się ku młodej pomywaczce. Lecz tak, jak w przypadku lady Joan, która była wyższego stanu niż on, tak służąca jest niższego, więc małżeństwo i tak jest niemożliwe. Jednak wkrótce chirurg poznaje w sąsiednim mieście dziewczynę, która... No właśnie, co? Tego moi mili wam nie wyjawię, jak chcecie się dowiedzieć, jak zakończą się rozterki miłosne bohatera, musicie sami sięgnąć po powieść. 

Hugh z Singleton jest bohaterem jedynym w swoim rodzaju. Inteligentny, wykorzystuje z powodzeniem nowatorskie metody leczenia. Potrafi logicznie myśleć, dzięki czemu jest dobry w rozwiązywaniu zagadek zbrodni. Ale, co chyba jest jego największą zaletą, potrafi też przyznać się do błędu, nie cechuje go nadmierna pycha z powodu wysokiego stanowiska, jakie pełni. Pomaga mu w tym głęboka wiara i dogłębna znajomość Pisma Świętego, z którego bierze przykład. 

Tak, jak i poprzednia część, ta też zakończyła się tak, że chce się natychmiast sięgnąć po kontynuację. Ale zapewne przyjdzie nam jeszcze na nią sporo poczekać. To nic, będziemy mieli okazję poćwiczyć naszą cierpliwość :) Polecam wszystkim tę powieść. Spodoba się na pewno miłośnikom kryminału,  historii średniowiecza, jak i tym, którzy lubią książki z wątkiem religijnym. Naprawdę warto po nią sięgnąć. 

Moja ocena:
5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu PROMIC.

piątek, 26 kwietnia 2013

"Słodkie słówka" - Susan Mallery

Tytuł oryginału: Sweet Talk
Wydawnictwo: Harlequin/MIRA
Gatunek: romans
Cykl: Siostrzyczki
Tom: 1
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 348



Claire Keyes ma wielki talent – potrafi wspaniale grać na pianinie, odwzorować dopiero co zasłyszane melodie. Dzięki nauce od najmłodszych lat stała się osobą sławna i zarabiającą miliony. Ale jak wiadomo za sukcesy trzeba płacić. Claire od lat nie dogaduje się z siostrami, które winią ją o to, że odeszła z domu w dzieciństwie oraz odebrała im matkę. W życiu uczuciowym także kicha, choć dziewczyna ma już dwadzieścia osiem lat, to jak dotąd ani razu nie była z facetem.
Do tego dochodzą nagłe ataki paniki, które ni z tego ni z owego zaczynają męczyć ją w czasie koncertów i prowadzą do duszności. Kiedy więc nagle dzwoni do niej młodsza siostra Jesse z prośbą, by przyjechała zaopiekować się swoją bliźniaczką Nicole, która będzie przechodzić operację, Claire od razu rzuca wszystko i już następnego dnia przybywa do rodzinnej mieściny. A tam okazuje się, że Nicole wcale nie chce jej widzieć i posyła ją do diabła. Claire postanawia jednak się nie poddawać i odnowić dawno utracone relacje z najbliższymi. Czy uda jej się osiągnąć cel?

Pewnego ranka usiadłam do czytania tej książki... i nie ruszyłam się z miejsca dopóki jej nie skończyłam. :) Wciąga. I to jak! Jest to kolejna idealna na wiosnę powieść, po którą miałam przyjemność sięgnąć. Bohaterki przeżywają miłosne perypetie, niczym w „Modzie na sukces”. I nie jest to bynajmniej zniewaga. Chodzi mi o to, że związki zmieniają się jak w kalejdoskopie. Jesse wyrywa męża Nicole, Nicole jest w bardzo zażyłych relacjach z Wyattem, a on sam ogląda się za Claire. Cały czas jest zatem ciekawie i ekscytująco.

Podobała mi się postać Nicole. To kobieta z krwi i kości, która walczy o swoje i nie da sobie w kaszę dmuchać. Claire przy niej jest niczym sierotka, nie potrafi wyrazić swojego zdania i zamiast powiedzieć stanowczo „nie”, kiedy coś jej nie pasuje, tworzy nieprawdopodobne historie i sytuacje, które mają sprawić, że rzeczy będą się toczyły po jej myśli, a jednocześnie nikogo nie urażą. Fajnie było obserwować, jak w trakcie fabuły powoli się przeobraża i „dorasta”.

„- Kim ty naprawdę jesteś? - zapytał mimowolnie.
- Słucham?
- Ty nie jesteś z tego świata.
- Ale chcę być. Ten inny wcale nie jest taki przyjemny.”

Ogromnie się ucieszyłam, gdy dowiedziałam się, że „Słodkie słówka” są pierwszą częścią trylogii o siostrach Keyes. Premiera drugiego tomu „Słodka wolność” 24 maja, przyznam szczerze – nie mogę się doczekać. Koniecznie muszę poznać dalsze losy bohaterek, które już zdążyły podbić moje serce.

Cóż mogę jeszcze rzec? Chyba tylko gorąco polecić wam wszystkim tę powieść. Spędzicie z nią kilka godzin pełnych wzruszeń, podniecenia i wielu innych czytelniczych uniesień. Naprawdę warto po nią sięgnąć! :)

Moja ocena: 
5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Harlequin/Mira. 

czwartek, 4 kwietnia 2013

Crysis. Eskalacja - Gavin Smith

Tytuł oryginału: CRYSIS: Escalation
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2013
Gatunek: science-fiction
Ilość stron: 295

Z okładki: 
Rok 2020. Pierwszy kontakt z Cepidami. Pod wodzą majora Barnesa, kryptonim Prorok, na wyspy Lingshan wyrusza oddział żołnierzy w nanoskafandrach. Przeżywa niewielu. Ale zagrożenie ze strony obcych zostaje odparte.
Rok 2023. Cepidzi zajmują Nowy Jork. Umierający Prorok przekazuje swój nanoskafander żołnierzowi marines o ksywie Alcatraz. Po raz kolejny potężna technologia ratuje sytuację.
Teraz do ruin Nowego Jorku powróciła śmierć. Miasto, osłonięte olbrzymią Kopułą Wolności i kontrolowane przez skorumpowaną megakorporację CELL, zaczyna przypominać pobojowisko. Żołnierze CELL, bojownicy ruchu oporu i śmiercionośni Cepidzi walczą na ulicach niegdysiejszej metropolii, która skrywa tajemnicę zdolną zniszczyć cały świat.

 „Crysis. Eskalacja” to zbiór opowiadań science-fiction nawiązujących do serii gier komputerowych Crysis. Z pozoru każde z nich traktuje o czym innym, lecz w miarę dalszego czytania zaczynają łączyć się w całość. Razem z bohaterami znanymi z gry czytelnik zagłębia się w świecie po inwazji wrogich Cepidów, ogarniętym przez korporację, w którym zaczyna kiełkować ruch oporu.

Nigdy nie miałam okazji grać w Crysis, ale po lekturze tej książki bardzo bym chciała kiedyś to zrobić. Zaintrygowała mnie wykreowana w książce rzeczywistość oraz  główne postacie takie jak Prorok, Alcatraz, Psycho, czy Chino.  

Pomimo tego, że opowiadania wydają się na początku dość chaotyczne, bardzo szybko łapie się kontekst. Wszystko składa się w spójną i zarazem dość przerażającą całość.

Bardzo ciekawie spędzało mi się przy niej czas, choć czasem denerwowało mnie specjalistyczne słownictwo dotyczące nazw broni, pojazdów wojskowych itp. , które nic mi nie mówiło, bo się na tym nie znam i nie mogłam sobie wyobrazić, jak te sprzęty wyglądają i do czego tak dokładnie służą.
Po jakimś czasie zaczęłam po prostu je ignorować, ale szkoda, że nie mogłam mieć pełnego obrazu scen. Myślę, że fajnie b y się oglądało film na podstawie książki, wtedy wszystko byłoby dokładnie widoczne.

„- Chcę z powrotem swoje ciało.
- Ty nie żyjesz.
- Czyli jesteśmy sobie równi. Widziałem, jak wpakowałeś sobie kulkę w łeb, tyle że trup, którego zająłeś, narodził się z moim umysłem. Nie twoim.”

Intrygującymi postaciami są Prorok, Alcatraz i Psycho, którzy zdają się jakby przenikać i łączyć, gdyż wszyscy noszą nanoskafander. Prorok i Alcatraz po pewnym czasie naprawdę stają się jednym. Świetnie się czyta ich wspólne dialogi i obserwuje wewnętrzną walkę o dominację. Tego typu wątki o dwóch umysłach  w jednym ciele od dawna mnie ciekawiły i byłam przyjemnie zaskoczona, gdy spotkałam je też w tej książce.

Powieść mogę stanowczo polecić wielbicielom SF, ponieważ nie trzeba wcześniej grać w grę, by zrozumieć o co w niej chodzi, a lektura jest naprawdę interesująca.  Na pewno nie mogą przejść obok niej obojętnie wszyscy, którzy wcześniej zetknęli się z jej komputerowym odpowiednikiem.

Moja ocena:
5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie AIM Media. 

wtorek, 26 marca 2013

Wielki Północny Ocean. Morze - Katarzyna Szelenbaum

Wydawnictwo: G+J
Rok wydania: 2013
Cykl: Wielki Północny Ocean
Tom: 1
Gatunek: fantasy
Ilość stron: 460

Życie Rina od małego składało się tylko z wypełniania poleceń innych ludzi. Najpierw słuchał się swego ojca grabarza, potem żołnierza, który go od niego kupił, a następnie nauczycieli w szkole wojskowej. Chłopak rozumiał tylko rozkazy, wszelkie inne relacje międzyludzkie takie jak przyjaźń, wdzięczność , czy miłość stanowiły dla niego zagadkę. Ta niezwykła właściwość oraz to, że z jego zimnych stalowych oczu nie da się odczytać żadnych emocji, sprawiły, że stał się idealnym kandydatem na ucznia słynnego żołnierza Wolnego Kruka. Czy jednak uda mu się pokonać dwóch innych kandydatów?

„Morze” to pierwsza część pięciotomowego cyklu, debiutancka powieść polskiej pisarki Katarzyny Szelenbaum. Autorka wykreowała świat przypominający nieco ten z „Sagi o Wiedźminie”, choć pozbawiła go czarów , magii i koszmarnych kreatur. Tutaj największym potworem jest człowiek.

Rin obserwuje otaczającą go rzeczywistość, wszystkie skierowane do niego słowa tłumaczy sobie na język rozkazów, stara się za długo nie rozmyślać nad tym, czego nie rozumie, choć z biegiem czasu przestaje mu się już to udawać.  

Sprzedaż własnego dziecka, szykany, bicie, tortury, gwałty… To wszystko jest w tej powieści na porządku dziennym. Nikogo nie dziwią zwykłe morderstwa, dopiero rozwłóczenie flaków ofiary po całym pomieszczeniu może zrobić na bohaterach jakieś wrażenie.

Książka jest trudna. Trudna do czytania, trudna do szybkiego pojęcia. Już po skończeniu nie opuszcza myśli czytelnika, cały czas powraca w najmniej oczekiwanych chwilach.  Dochodzi do tego, że jakieś zwykłe życiowe sytuacje przywołują jej fragmenty, zaczynają się z nią kojarzyć i tak dalej. Jak któregoś wieczoru rozmyślałam sobie o tym, że chcę jak najszybciej poznać dalsze losy Rina, to do głowy przyszło mi coś takiego „nie mogę się doczekać kolejnego sezonu tego serialu”. Dopiero po chwili skojarzyłam, że ja przecież czytałam książkę, a nie oglądałam film. I tu ukłon w stronę autorki za opisy, które czasem zajmują nawet po kilkanaście stron, ale pomimo tej rozwlekłości są ciekawe i potrafią tak zaprezentować daną sytuację, że czytelnikowi wydaje się, że ogląda obrazy.

Jak już wspomniałam wcześniej powieść ciężko się czyta. Trzeba to robić dokładnie, nie można opuścić żadnego zdania. Często kolejne rozdziały zawierają całkiem nieoczekiwane niespodzianki, jak przeskok do innych bohaterów, czy też parę dni do przodu i o tym co wydarzyło się w międzyczasie dowiadujemy się ze wspomnień lub rozmów bohaterów. Mniej więcej w połowie zaczęłam odczuwać pewne znużenie, czy też przytłoczenie całą tą fabułą, chciałam już jak najszybciej dobrnąć do końca, choć i tak nie było sposobu by zwiększyć prędkość czytania. Nie pomaga w żwawym przyswojeniu treści także (jak dla mnie) zbyt mała czcionka. Wolałabym już nieco grubszą książkę, ale większe litery.

Spotkałam się gdzieś z opinią, że czytanie tej powieści to masochizm. To raczej zbyt duże określenie, choć na pewno nie jest łatwo. Polecam jednak „Morze”, gdyż jest to z całą pewnością perełka w polskiej fantastyce ostatnich lat. Z utęsknieniem czekam na kolejną część, która z tego, co wiem, ukaże się już 17 kwietnia.  

Moja ocena: 
5/6

Za możliwość przeczytania ksiażki dziekuję serdecznie Księgarni Merlin. 
Książkę możecie nabyć TUTAJ

piątek, 8 marca 2013

Mroczna toń - Tricia Rayburn

Tytuł oryginału: Dark Water
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2013
Cykl: Syreny
Tom: 3
Gatunek: paranormal romance
Ilość stron: 389


Wierzycie w stworzenia z baśni, mitów i legend? Wyobrażaliście sobie kiedyś, że syreny istnieją naprawdę? Czy żyją w oceanie a może na lądzie wśród nas? Jak wyglądają? A przede wszystkim - czy stanowią zagrożenie?

Syreny w świecie wykreowanym przez Tricię Rayburn nie są istotami z bajek dla dzieci. Nie posiadają łusek i rybiego ogona. Jedyną cechą, która łączy je z ich baśniową wersją, jest nieziemskie piękno. Żyją na lądzie i żeby przetrwać muszą stale nawadniać się, jeść sól, morskie rośliny i brać kąpiele w oceanie. Lecz to niewystarcza, by były w pełni sił. Stanowią realne zagrożenie dla mężczyzn, ponieważ kuszą ich, przywołując syrenim śpiewem.

„Mroczna toń” autorstwa Tricii Rayburn to ostatnia część cyklu „Syreny”. Po raz pierwszy miałam z nim styczność podczas ubiegłych wakacji nad morzem. Historia Vanessy tak mnie porwała, że jeszcze na tym samym wyjeździe sięgnęłam po następną część „Głębia”. Na ostatnią książkę tej serii długo czekałam i wiele od niej wymagałam. Czy „Mroczna toń” spełniła moje oczekiwania?

Już od pierwszego spojrzenia na okładkę widzimy, że historia zawarta w książce związana jest z wodą. Tak samo jak w poprzednich częściach oddaje ona klimat i nastrój. Osobiście uwielbiam wszystkie okładki tego cyklu, lecz ostatnia jest już prawdziwym arcydziełem. Z całą pewnością zachęca do kupna.

„Mroczna toń” zawiera kontynuację historii Vanessy. Dziewczyna po ostatnich przeżyciach musi poukładać swoje życie na nowo. Lecz mroczna tajemnica, którą ukrywa przed światem, skutecznie przeszkadza jej w powrocie do normalności. Na szczęście może ona liczyć na swoich rodziców, a także na najlepszą przyjaciółkę Paige.

Wszystko na nowo komplikuje powrót do Winter Harbour, gdzie wracają przykre wspomnienia oraz ból po rozstaniu z Simonem – byłym chłopakiem Vanessy. Dziewczyna mimo swojego „nowego ja” nadal go kocha i nie chce go zranić. Jednak obawia się wyjawić mu prawdę.

Vanessa dostaje pracę u Paige w restauracji, gdzie dziewczyny mogą być razem i okazywać sobie wsparcie. Razem także próbują na nowo rozkręcić interes, który ostatnimi czasy trochę podupadł. W Winter Harbour natomiast nastał spokój po ostatnich tragicznych wydarzeniach. Jak się okazuje jest to jedynie „cisza przed burzą”. Anonimowe zdjęcia, ostrzeżenia, groźby, a w końcu tajemnicze morderstwa kobiet zmuszają Vanessę do podjęcia współpracy z Simonem, by wyjaśnić te kolejne dziwne wydarzenia. Czy dawni wrogowie powrócili? A co ma z tym wszystkim wspólnego nowo poznany Colin? Czy cała ta sytuacja na nowo zcali Vanessę i Simona? Czy dziewczyna poradzi sobie ze swoją syrenią naturą?

„Mroczna toń” to tak jak dwie poprzednie części idealna lektura na wakacyjny wyjazd, szczególnie nad morze! Miło po nią sięgnąć także w zimowy wieczór z kubkiem kakao. Jej klimat przenosi czytelnika w nieco cieplejsze miejsce, dzięki czemu mróz i śnieg za oknem nie są już tak straszne.

Polecam tę część jak i cały cykl „Syrena” wszystkim osobom kochającym fantastykę i tęskniącym za wakacjami i zapachem morskiej wody. „Mroczna toń” zawiera w sobie tajemnicę, dramat i miłość. Trzyma w napięciu od samego początku do ostatniej strony, nie pozwala czytelnikowi na oderwanie się i chwilę wytchnienia. Polecam serdecznie.

Moja ocena:
5/6
Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Grupie Wydawniczej Publicat.

poniedziałek, 4 marca 2013

Droga Dziewiątego - Pittacus Lore

Tytuł oryginału: The Rise of Nine
Wydawnictwo: G+J
Rok wydania: 2012
Cykl: Dziedzictwo Lorien
Tom: 3
Gatunek: science-fiction
Ilość stron: 343

W ostatnich dniach miałam przyjemność rozpocząć przygodę z serią "Dziecictwo Lorien". I choć zaczęłam dość nietypowo, bo od trzeciego (najświeższego) tomu, to i tak bez reszty wciągnęłam się w historię młodych Loryjczyków. 

Kilkanaście lat temu na planetę Lorien napadli Mogadorczycy i zajęli ją całą, dziesiątkując mieszkańców. Starszyzna wybrała dziwięcioro dzieci, którym przekazała swoje moce i odesłała wraz z opiekunami w różne zakątki naszej planety, by chronić ich przed najeźdźcą. Ich zadaniem jest odkrycie i rozwinięcie darów, które otrzymali, odnalezienie się nawzajem i pokonanie złego przywódcy Mogadorczyków Setrakusa Ra. Oczywiście wrogowie nie śpią i usiłują niedopuścić do tego by nastoletni Loryjczycy zdążyli się spotkać. 

W tym tomie Szósta, wraz z Siódmą oraz Dziesiątą (która została później dodatkowo wybrana przez Starszyznę) i jej opiekunem udają się do Indii by odnaleźć Ósmego. Tymczasem Czwarty i Dziewiąty grają w kotka i myszkę z agentami FBI, którzy zawarli sojusz z Mogadorczykami. Loryjczycy mają coraz więcej przeciwników i już praktycznie w żadnym zakątku Ziemii nie mogą czuć się bezpiecznie. Czy uda im się wypełnić swoje zadania, zjednoczyć się i zniszczyć Setrakusa Ra w walnej bitwie?

Na początku powieść zbytnio mi nie podchodziła przez to, że nie miałam bladego pojęcia, o co chodzi z tą walką między Mogadorczykami a Loryjczykami. Przynam, że przez jakieś pierwsze sześćdziesiąt stron wszystko wydawało mi się nie mieć zupełnego sensu, ale potem stopniowo bohaterowie we wspomnieniach zdradzali, co zdażyło się wcześniej i co doprowadziło ich do takiego położenia. Gdy już poznałam te szczegóły reszta stron w zasadzie przeleciała mi przez palce nie wiadomo kiedy. Jedno muszę od razu pochwalić - w powieści cały czas coś się dzieje. Bohaterowie w ekspresowym tempie zmieniali miejsca pobytu, uciekali, walczyli, zostawali schwytani itede... W zasadzie nie mieli czasu na chwilę oddechu, a przy tym i ja nie miałam czasu na chwilę przerwy, bo lektury zwyczajnie nie chciało mi się odkładać. 

Przez kilka pierwszych rozdziałów nie mogłam ogarnąć, kto jest kim, przez te numery zamiast imion, choć niektórzy mieli i numer i imię i robił sie straszny miszmasz, jak zwracali się do siebie raz tak raz siak... Myślę, że jakbym czytała poprzednie tomy, to nie miałabym takiego problemu, bo byłabym zwyczajnie lepiej obeznana z postaciami. 

W powieści było trzech narratorów - Czwarty, Szósta i Siódma, a ich rozdziały przeplatały się wzajemie. To, z czyjego punktu widzenia obserwowaliśmy sytuację poznawało się po zmianie czcionki. I tu muszę skrytykować czcionki narracji Szóstej i Siódmej, które były bardzo do siebie podobne i wprowadzały dodatkowy zamęt. Moim zdaniem, różnica powinna być bardziej wyraźna, by czytelnik nie miał wątpliwości, kto teraz opowiada. 

Jednak mimo wszystko wpadłam po uszy. Muszę koniecznie przeczytać poprzednie tomy cyklu oraz dwa dodatki. Nie mogę się już doczekać kolejnej części (oby wyszła jak najszybciej!). "Drogę Dziewiątego" stanowczo mogę polecić młodzieży, miłośnikom fantastyki oraz wszystkim tym, którzy uwielbiają powieści akcji. Możecie zacząć od tego tomu, bo da radę ogarnąć, co się działo wcześniej, ale mimo wszystko polecam rozpocząć czytanie tak jak należy od części pierwszej ;)

Moja ocena:
5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie ksiegarni Merlin.

środa, 27 lutego 2013

Mick. Szalone życie i geniusz Jaggera - Christopher Andersen

Tytuł oryginału: Mick: The Wild Life and Mad Genius of Jagger
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 399
Chyba nie ma na świecie osoby, która nie słyszałaby o Micku Jaggerze, wokaliście brytyjskiego zespołu The Rolling Stones. Nawet, jeśli nie jesteśmy fanami rocka, to na pewno obiły nam się o uszy takie piosenki jak na przykład "Angie" czy "(I can't get no) Satisfaction". Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak doszło do powstania zespołu? Nie nurtowało was, kim był Mick zanim stał się sławny i jak udało mu się dojść na sam szczyt?

Jeśli choć raz naszły was takie myśli, to sugeruję wam sięgnąć po książkę "Mick. Szalone życie i geniusz Jaggera". W zawartych w niej dziesięciu rozdziałach znajdziecie wiele istotnych informacji. Przygodę z poznawaniem Micka zaczniecie od relacji z nadania mu tytułu szlacheckiego. Poznacie odpowiedź na pytanie dlaczego królowa Elżbieta właśnie tego dnia udała się na operację, choć mogła to zrobić kiedy indziej, i nie chciała osobiście pasować Micka? Potem zapoznacie się z nieco bliżej z historią jego dzieciństwa i młodości oraz zdobędziecie wiedzę o tym, jak powstał legendarny zespół i co doprowadziło go na szczyty popularności. Aby dodać nieco pikanterii zdradzę też, że nie oszczędzone wam zostaną liczne relacje ze związków Jaggera, między innymi z Angeliną Jolie, czy Carlą Bruni. 

Książka została napisana w bardzo fajnym stylu. Nie są to tylko suche, chronologicznie przedstawione fakty z życia Jaggera, lecz nieco zbeletryzowane scenki, zawierające dialogi oraz zabawne anegdotki. Dzięki temu lektura wciąga, a także bawi. Życie Micka Jaggera, osoby bardzo rozrywkowej, obfitowało w wiele zabawnych momentów, które odpowiednio przedstawione, rozśmieszają także czytelnika. Co ciekawe, już teraz obrósł legendą - wystarczy wspomnieć o jego domniemanych czterech tysiącach kobiet (a może było ich więcej?).

Biografia jest naprawdę świetna, bo przede wszystkim nadaje się dla takiego laika, jak ja. Nie jestem pasjonatką muzyki Stonesów, kilka ich piosenek zasłyszałam w radiu i na tym moja ich znajomość się kończy. Po książkę sięgnęłam przede wszystkim dlatego, że zawsze fascynowały mnie osoby niezwykłe oraz zawiłe koleje losu i przeznaczenia, które sprawiły, że doszły do czegoś praktycznie z niczego. 
Polecam zatem ksiązkę, zarówno miłośnikom Stonesów, jak i tym którzy chcą po prostu poznać historię Micka lub też spędzić wieczór z dobrą lekturą (że tak się wyrażę, opartą na faktach, a nie fikcyjną ;).

Moja ocena:
5/6

Za możliwość przeczytania ksiązki dziękuję serdecznie AIM Media. 

A na koniec... "Angie"!
P.S. Jesteście ciekawi kim lub czym jest tytułowa bohaterka piosenki? Zajrzyjcie do książki! :D

poniedziałek, 25 lutego 2013

PRZEDPREMIEROWO! - "Prowincja pełna smaków" Katarzyny Enerlich

Wydawnictwo: MG
Cykl: Prowincja
Tom: 4
Ilość stron: 300
Premiera: 6 marca

Za mną cudowny weekend lutowy z nową książką pani Kasi Enerlich. Tym razem autorka wraca na swoje ukochane Mazury by snuć opowieść o czasach przeszłych i teraźniejszości wysyconej wspomnieniami w smakowitym towarzystwie potraw regionalnych (i nie tylko).

Najnowsza powieść Katarzyny Enerlich to kontynuacja trzytomowej „Prowincji”. Poznajemy dalsze losy dzielnej Ludmiły, jej eksmęża Martina oraz partnera Wojtka. Akcja tym razem dzieje się wyłącznie w Mrągowie i okolicach. Ludmiła urządziła już swój dom na wsi, pisze powieść, a w międzyczasie uprawia ogród i gotuje z produktów wyłącznie naturalnych. Powieść jest okraszona licznymi przepisami kulinarnymi. Mnie najbardziej spodobał się przepis najprostszy, to jest sposób na kiszenie buraków. Na pewno skorzystam. Wręcz dziwię się sobie, że dotąd w swoich kuchennych poszukiwaniach nie natrafiłam na coś tak łatwego.

Wracając do fabuły. To opowieść o tych, których wzrusza najmniejsze trawy źdźbło. Życie u Ludmiły toczy się bez pośpiechu. Znaczenie ma każdy łyk wypitej herbaty i każdy kęs chleba. Bohaterka – kobieta po przejściach, na każdej ze stronic książki udowadnia prostą rzecz, że w życiu najbardziej chodzi o to żeby … żyć. Zgodnie z naturą, niespiesznie, z dala od jazgotu karier w korporacji i wyścigu szczurów. Ludmiła jest doświadczoną kobietą i ten bagaż życiowy potrafi przekuć w swój niezwykły potencjał. Dlatego udaje jej się to, co większości z nas się nie udaje. Ma wspaniałą romantyczna relację z aktualnym partnerem, potrafi przyjaźnić się z byłym mężem, akceptuje jego nową dziewczynę. Pomaga wszystkim naokoło i ta pomoc zwraca jej się po trzykroć. To jej świadomy wybór pewnej koncepcji życia i konsekwentnej jego realizacji. Bohaterka potrafi postawić na swoim, nikogo nie raniąc. Piękne, aż momentami nieprawdopodobne. Ale bardzo, bardzo terapeutyczne.

Teraz nieco o autorce. Po przeczytaniu tej powieści dostrzegam ewolucję jej pisarstwa w kierunku jeszcze większego nastawienia na otaczającą rzeczywistość i ludzi. To ich losy autorka zgrabnie przenosi na karty swojej książki, czasem cytując je wprost, czasem wkładając wysłuchane relacje w usta swoich bohaterów. Tym samym czuje się, ze pani K. Enerlich po prostu umie słuchać i doskonale wie, że każdy człowiek swoją historię niesie...

Jak zwykle w „Prowincji” dodatkową atrakcję stanowią fotografie i wspomnienia. Gdybym miała źródło dostępu do tychże, tak jak ma niewątpliwie autorka, w następnej powieści poszłabym w kierunku trudnego losu powojennego Mazurów. Pani Katarzyno, serdecznie namawiam. Posiada Pani ciekawy styl narracji, potrafi bardzo zgrabnie budować wątki i wiązać je ze sobą. Powieść chłonie się jednym tchem.

A tak na marginesie: w niedzielę na moim stole gościły własnej roboty precle drożdżowe i karkówka zapiekana pod pierzyną z kapusty z ziemniakami – doskonałe dania na przedwiośnie.

Moja ocena:
5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu MG.

sobota, 16 lutego 2013

Dar wilka - Anne Rice

Tytuł oryginału: The Wolf Gift
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2012
Gatunek: fantasy
Ilość stron: 520
Czym jest dla was wolność? Możliwością robienia tylko tego, co naprawdę chcecie? Brakiem ograniczeń względem zachowań, ubioru, czy norm społecznych? Czy może odpowiedzialnością tylko za siebie i za nikogo  innego?

Wyobraźcie sobie moc, która da wam całkiem inny rodzaj wolności - możliwość przebywania blisko natury i życia w zgodzie z nią, wyczuwania harmonii między wszystkimi istotami. Ta moc to dar wilka.
Przez przypadek otrzymuje ją główny bohater najnowszej powieści Anne Rice - Reuben. Od tej pory co noc zmienia się w człowieka-wilka. Dzięki nadnaturalnie wyczulonym zmysłom widzi i słyszy znacznie więcej niż ktokolwiek inny. Jest w stanie wychwycić każdy szmer nawet najdrobniejszego zwierzęcia w puszczy. Wzrokiem może przeniknąć nawet najgęstszą ciemność. To wszystko wydaje się wspaniałe, ale jest coś jeszcze -  Reuben potrafi wyczuć, kiedy komuś dzieje się krzywda, a wtedy jakaś nieznana siła każe mu udzielić ofierze pomocy. Przez kilka takich akcji, wkrótce zaczynają się nim  interesować media i policja i usiłują go schwytać. Teraz Reuben musi być już znacznie ostrożniejszy. Wciąż dręczą go pytania o pochodzenie tajemniczego daru i jego następstwa. Razem z przyjaciółką Laurą chcą znaleźć dawnego właściciela rezydencji, która teraz należy do Reubena i choć ten mężczyzna rzekomo od dawna nie żyje, to para ma przeczucie, że w rzeczywistości jest inaczej i także jest on wilkołakiem. Jednakże oprócz policyjnej nagonki, po piętach depcze im dwoje rosyjskich lekarzy, którzy koniecznie chcą zrobić Reubenowi jakieś dziwne testy...

Anne Rice należy do grona moich ulubionych pisarek. Oczarowała mnie pierwszymi tomami serii "Kroniki wampirze", czytałam też kilka innych jej powieści. Muszę przyznać, że dostrzegłam pewną istotną zmianę, jaka zaszła w jej pisarskim stylu na przełomie kilku ostatnich lat. Mianowicie jej nowe książki straciły nieco na... pikanterii. Dawniej zadziwiały czytelnika mocną, emocjonującą fabułą, dziś są raczej lekkimi czytadełkami. Weźmy na przykład ostatnią serię "Czas aniołów", która generalnie traktuje o wierze, Bogu i nawróceniu. Dawniej nie uswiadczył by u niej takiej tematyki. Zresztą sama Anne Rice powiedziała gdzieś, że jej wcześniejsze powieści były bluźniercze. Może i tak, ale pozostaje faktem, że to właśnie one przyniosły jej największą sławę.

"Dar wilka" plasuje się gdzieś pomiędzy jej starym a nowym stylem. Mamy tu człowieka, który otrzymał zdolności paranormalne, starą tajemniczą rezydencję, rodzinny sekret, i nie do końca umotywowane płomienne uczucie. Ale mamy też księdza, filozoficzne książki, rozważania bohatera, czy to co robi jest słuszne i jakie plany ma wobec niego Bóg, a także spowiedzi i modlitwy. Czy takie połączenie wyszło powieści Rice na dobre? Trudno to jednoznacznie określić, ale jedno trzeba przyznać, autorka nie przedobrzyła z religijnymi wtrętami, a skupiła się bardziej na fantastycznym aspekcie historii i to zdecydowanie podnosi wartośc ksiażki. Aczkolwiek nieco żenuje urocze, milutkie zakończenie, które nie pozostawia w czytelniku ani krztyny grozy i pomimo, że to przecież fantasy, to i tak wydaje się niewiarygodne...

Nie można tutaj nie wspomnieć o niezwykłym talencie pisarki do kreowania świata bohaterów. Kiedy czytałam opisy rezydencji Reubena, czy sekwojowego lasu, czułam się jakbym sama tam była, przyglądała się zabytkowym meblom i pamiątkom, wdychała zapach liści. Anne Rice tworzy plastyczne i wizualne opisy, których czytanie jest największą przyjemnością w tej pozycji.

"Dar wilka" jak dla mnie jest zdecydowanie lepszy od "Czasu aniołów", choć "Kronikom wampirzym" nie dorasta do pięt. Jednakże ma swoje zalety i uroki. Jeśli nie męczą was religijne dywagacje i lubicie lekkie opowiastki z happy endem (nieco wręcz cukierkowym), to ta historia będzie w sam raz dla was. Muszę gdzieś ustalić, czy ta książka otwiera jakis nowy cykl, czy jest to tylko jednotomowa powieść (ze względu na otwarte zakończenie, bardziej pasuje mi to pierwsze). Jeśli powstanie jej kontynuacja z chęcią po nią siegnę.

Dla miłośników twórczości autorki ta pozycja jest wręcz obowiązkowa, myślę, że spodoba się ona też tym, którzy cenią sobie opisy, oraz wszystkim, którzy mają ochotę odprężyć się przy niezobowiązującej lekturce.

Moja ocena:
pomimo kilku drobnych wad i przede wszystkim, za to, że mogłam odbyć tę podróż razem z bohaterami
5/6
Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Rebis.

piątek, 25 stycznia 2013

Treecards - Human Being

Poziom: A1
Zakres materiału: człowiek
Zawartość:
- 250 kolorowych kart z rysunkami ułatwiającymi zapamiętywanie 
- 50 kart z ćwiczeniami utrwalającymi materiał 
- 50 minut nagrań gwarantujących opanowanie wymowy

Przedstawiam Wam nowe wydanie fiszek. Zapakowane w białe pudełko z czerwonawymi wstawkami, zostały wzbogacone w obrazki ilustrujące zawarte na nich słówko, czy też zdanie. 

Ten design wydaje mi się nieco bardziej przejrzysty i czytelny, szczerze mówiąc znudziły mi się już nieco niebieskości. Białe pudełka znacznie lepiej przyciągają wzrok na półce sklepowej i jakoś tak od razu chce się mieć te fiszki dla siebie. ;)

Oprócz tradycyjnych kartek ze słówkiem i jego tłumaczeniem na odwrocie, mamy przeróżne łamigłówki, rebusy i krzyżówki, które ułatwiają powtórzenie materiału. 

Mi bardzo przypadło do gustu to, że do wielu pojęć dodane są na karteczkach typowe dla nich kolokacje, które później możemy wykorzystać podczas rozmowy. 

Aby wygodnie się uczyć samemu polecam zakupienie specjalnego pudełka treebox, dzięki któremu będziemy mogli segregować słówka, które właśnie powtarzamy, z tymi które już trochę umiemy, czy też opanowaliśmy w całości. 

Ale nie od dziś wiadomo, że najzabawniej jest uczyć się w grupie. Razem z siostra i mamą podzieliłyśmy się fiszkami i wypytywałyśmy siebie nawzajem oraz liczyłyśmy punkty za prawidłowe odpowiedzi. Nie pytajcie, kto wygrał... ;) Miałyśmy przy tym sporo śmiechu, zwłaszcza, gdy któraś z nas podawała zupełnie niewłaściwą definicję pojęcia . :P

Z tej serii można się jeszcze spotkać z następującymi zestawami tematycznymi: codzienne życie, świat i podróże oraz praca i edukacja. Po korzystaniu z Human Being, jestem bardzo ciekawa pozostałych. Fiszki, z których miałam przyjemność się uczyć, polecam każdemu, nie tylko osobom, które dopiero zaczynają naukę języka angielskiego, ale także tym, którzy są na nieco wyższym poziomie i chcą przypomnieć sobie podstawy. 

Ja teraz czekam na kolejne edycje fiszek, mam nadzieję, że niedługo pojawią się na rynku zestawy słownictwa na wyższym poziomie. 

Tymczasem ogromnie zachęcam do zapoznania się z Human Being, jestem pewna, że dzięki nim szybko opanujecie słówka i nie będziecie się nudzić przy nauce :D

Moja ocena:
5/6

Za możliwość korzystania z zestawu dziękuję serdecznie wydawnictwu Treecards. 





środa, 9 stycznia 2013

Prowincja pełna słońca - Katarzyna Enerlich


Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2011
Gatunek: literatura kobieca
Cykl: Prowincja
Tom: 3
Ilość stron: 304


Trzeba mieć dużo czasu , żeby posmakować książek, które autentycznie się lubi. A dla mnie bardzo ważny jest klimat, jaki unosi się znad przeczytanych stron, kawka, pledzik , dyskretne światło, stojącej przy fotelu lampy z ciepłym światłem o zmroku. Jeżeli do tego dodam oszałamiający jak co roku zapach i blask choinki to niechybnie oznacza, że…. w Święta Bożego Narodzenia sięgnęłam po ostatnią część „Prowicji” mojej ulubionej w ostatnie wakacje autorki Katarzyny Enerlich. Tyle o  sprzyjających okolicznościach przyrody…… a o książce?

 Nie zawiodłam się. Pierwsze, drugie i kolejne wrażenie jest takie; ma autorka potwierdzony swoimi powieściami autentyczny talent do tworzenia fabuły . Pięknie czerpie z życia swojego i przyjaciół, a może też i dalszych znajomych, wątki, niteczki życiorysu, które misternie zaplata w scenki rodzajowe na kartach swojej powieści. Tym razem wędrujemy z główną bohaterką …do Włoch. Za pracą . A jak praca to oczywiście  w przepięknym pensjonacie. Jak zwykle nasza ulubienica potrafi w szybkim tempie zjednać sobie ludzi. Potrafi też natychmiast, jako człowiek, któremu nie jest obojętny los innych, wplątać się w międzynarodową aferę z wątkiem egzotycznym w tle. Co tam jej mąż  - Niemiec? Było minęło!!! Życie jest po to, żeby żyć.  Zatem niech żyją emocje!!!. Chwilo trwaj!!!!! Ale oczywiście to jedna strona medalu. Poza nią - wewnętrzne zagubienie , niewiara, skrajne odczucia bohaterki.  Jakie ? Proszę zajrzeć na karty powieści.

Z Włoch wrócimy oczywiście do Polski. Bedzie wątek leśniczówki i przystojnego leśniczego . Niniejszym powiadam Wam, że czyta się jednym tchem. Żeby dodać odrobinę poświątecznego dziegciu, przyznam tylko, że iż tempo akcji w III części odrobinę mnie zmęczyło. Z całym szacunkiem dla autorki -  jestem z prowincji i dla mnie życie nie może toczyć się szybciej aniżeli w założonym przeze mnie tempie. Nawet w książce. Inaczej – szczególnie w książce, która jest o  takiej tematyce. No dobra,  pewnie czepiam się, albowiem powróciłam po świątecznej labie do pracy i jedyne co czytam to wysokospecjalistyczna literatura fachowa. Nie będę jej recenzować na blogu. Obiecuję. Szanuję osoby, odwiedzające mój zakątek książkowy i nie chcę zrazić opisem lektur czytanych bynajmniej nie na fotelu pod pledzikiem. Trochę jestem zdyszana , zatem pora na weekend z jakąś dobra książką w fotelu, kawka jest, choinka jeszcze stoi…..

Moja ocena:

5/6

Na cykl "Prowincja" składają się:
3. Prowincja pełna słońca <----
4. Prowincja pełna smaków - premiera 20 lutego 2013!!!  - wiadomość z ostatniej chwili! :D

Za możliwość przeczytania książki dziekuję serdecznie Wydawnictwu MG

wtorek, 8 stycznia 2013

Dobre maniery w przedwojennej Polsce - Maria Barbasiewicz

"Dobre maniery w przedwojennej Polsce" 
Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2012
Gatunek: literatura obyczajowa
Ilość stron: 336


Nastał czas karnawału . A z nim bale, zabawy, szaleństwa taneczno-gastronomiczne. Nie ciekawi was jak to było przed wojną ? Mnie bardzo , bardzo, bardzo. Dlatego z wielką radością sięgnęłam w świąteczny czas po książkę pani Marii Barbasiewicz zatytułowaną  „Dobre maniery w przedwojennej Polsce. Savoir-vivre. Zasady. Gafy”.

Jest to solidna pozycja z zakresu historii obyczajów . Autorka przenosi  nas w świat międzywojnia. Dopiero co odzyskana niepodległość  przyniosła odrodzenie  każdej z form życia społecznego we wszystkich  częściach  scalonego państwa. Maria Barbasiewicz pochyla się nad zasadami panującymi w każdym środowisku. Śledzimy zwyczaje w kręgu wojskowym i kupieckim. Obserwujemy ziemiaństwo i mieszczaństwo. Opisane są zwyczaje przy stole i wszelkie możliwe meandry savoir- vivre’u. Fantastyczny jest opis procedury związanej z honorowymi pojedynkami. Autorka garściami czerpie z kodeksu Boziewicza, a czytelnik może się przekonać jakże poważny był to rytuał.

Okazuje się że zasady dobrego wychowania były w Polsce przedwojennej bardzo istotną kwestią, powstawały na ten temat pokaźne publikacje. Grzeczność postrzegana była jako podstawa życia społecznego. Z cytowanych opracowań źródłowych dowiadujemy się o bardzo szczegółowych rozwiązaniach jakie obowiązywały na ulicy, w lokalu ,kinie, teatrze, na raucie i wszystkich innych miejscach. Usadzenie gościa  w określonym miejscu wyznaczała jego pozycja w danym towarzystwie. Nie było możliwości tego obejść , czy pomyśleć, ze można inaczej.

A te fotografie…. Książka jest bardzo bogata w zdjęcia ukazujące ludzi i ich otoczenie. Dzięki temu mamy możliwość przez chwilę być na przykład  świadkami na ślubie w majątku Stadnickich. Mamy  też niepowtarzalną okazję obejrzeć zdjęcia ze zaślubin  w synagodze. Jakąż nowoczesną suknię włożyła panna młoda!!!!  Jak jest autentycznie piękna!!!!!  Nieodmiennie nasuwa się pytanie – jak dalej potoczyło się jej życie?

 Fotografie i ryciny towarzyszą czytelnikowi szczególnie w aspekcie przedstawionej elegancji poszczególnych sfer. Wraz ze szczegółowym opisem jak wypadało się ubrać, a co absolutnie nie uchodziło, mamy możliwość zapoznać się z panującymi wówczas trendami. Jeśli ktoś nie wie , czym różniła się zasadnicza linia krawiectwa damskiego w latach 20-stych w porównaniu z następną dekadą – tu znajdzie odpowiedź . Jeśli ktoś kocha stylizacje sprzed wojny, zapraszam do przeczytania i obejrzenia ilustracji w  tej książce.

Autorka, jak wspomniała, sięga w swoim opracowaniu do wszystkich grup społecznych. I tak  dowiadujemy się, że dzieciaki też nie miały lekko . Od małego uczone kindersztuby,  a wszystko po to by zawsze i wszędzie zachować naturalność i umiar, a także i dobry smak – kwintesencje  dobrego  wychowania.
 Opracowanie Marii Barbasiewicz posiada bardzo bogatą bibliografię od wspominanego „Polskiego Kodeksu Honorowego ” Boziewicza po „Karierę Nikodema Dyzmy” Tadeusza Dołęgi –Mostowicza. Rewelacyjne teksty źródłowe dla miłośników tej epoki.

Koniecznie należy przeczytać. Wiem, że lata dwudzieste i trzydzieste przeminęły,  ich czarujący klimat został  zmieciony ponurą  godziną okupacji , a następnie manierą ludowej rzeczywistości.  I choć nikt już zapewne nie kraje owoców nożykiem srebrnym czy rogowym,  jak to zalecano w podręczniku Mieczysława Rościszewskiego , to w gruncie rzeczy szkoda , ze przy okazji zapomniano o wielu miłych i prostych  dla codziennego życia zasadach, dzięki którym  relacje międzyludzkie chociaż odrobinę otarłyby się o prawdziwy szyk i elegancję.

Moja ocena:

5/6
Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Księgarni Merlin. 

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Gorączka 1 - Dee Shulman

Tytuł oryginału: Fever
Wydawnictwo: Egmont 
Roku wydania: 2012
Cykl: Gorączka
Tom: 1
Gatunek: powieść młodzieżowa
Ilość stron: 428


„Ona i on, odlegli w czasie, bliscy duchem, uratować świat mogą tylko razem.”

Gdy po raz pierwszy ujrzałam „Gorączkę”, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. A wszystko to za sprawą pięknej okładki, która skradła moje serce. Oklaski dla grafików, którzy idealnie oddali charakter powieści poprzez nadanie oprawie zimnych barw. Poza tym zwróciłam uwagę na grubość książki. Jest ona bowiem całkiem spora, dzięki czemu wiedziałam, że nie będzie to lektura „na jedną noc”.

„Gorączka” autorstwa Dee Schulman jest pierwszym tomem cyklu o tej samej nazwie. Opowiada ona historię dwóch osób, żyjących w innym miejscu, czasie, można rzec, że nawet „przestrzeni”.
Pierwszą z nich jest Ewa, zbuntowana nastolatka z Anglii. Dziewczyna zostaje właśnie wyrzucona z kolejnej szkoły za swoją niepokorność i niezależność. Jest jednak bardzo inteligentna i ma naprawdę wielką wiedzę. Ewa nie poddaje się, dzięki czemu szybko trafia do następnego liceum, jakim jest St. Magdalene's. Nastolatka już od pierwszej chwili jest zauroczona nową szkołą, doskonale radzi sobie na lekcjach i szybko znajduje nowych znajomych.

Drugim bohaterem jest Sethos Leontis, gladiator. Chłopak żyje w Londinium w 152 roku. Jest niezwyciężony, wygrywa wszystkie walki. Aż do momentu, gdy poznaje niezwykłą dziewczynę – Livię. Podczas jednej z walk zauważa ukochaną na widowni, co wytrąca go z równowagi i zostaje poważnie ranny. Niestety, wiedza lekarska jego przyjaciela Matta nie jest wystarczająca, by móc go uleczyć. Jedynym sposobem na ratunek jest przeniesienie Sethosa do prywatnego domu, gdzie leczenie zostanie sfinansowane przez rodzinę Livii. Seth zakochany jest w niej bez pamięci, mimo że nie może się z nią związać, ponieważ dziewczyna jest zaręczona z mężczyzną, który posiada majątek i jest wybrany przez jej matkę.

Zarówno Ewę, jak i Sethosa łączy dziwna więź. Nastolatka przez niebezpieczne eksperymenty, zapada na tajemniczą gorączkę i trafia do szpitala. Seth także zna tę niebezpieczną chorobę i żeby odkryć jej pochodzenie, trafia do współczesnego świata, gdzie od razu natyka się na Ewę.
Nie znają się, a jednak czują się powiązani ze sobą. Dlaczego? Jeśli chcecie rozwiązać tę zagadkę, to koniecznie sięgnijcie po „Gorączkę”!

Mi osobiście ta książka bardzo przypadła go gustu. Wciąga, dzięki czemu czyta się ją dość szybko, mimo że na rozwinięcie akcji trzeba trochę poczekać. Historia Ewy i Sethosa wzruszyła mnie. Powieść zakończona jest w taki sposób, że czytelnik czuje niedosyt i już wypatruje następnej części.

Polecam nastolatkom szukającym powieści, która zawiera elementy science-fiction, tajemnicy, miłości i dramatu jednocześnie! Jeśli interesujecie się historią, to motyw walk gladiatorów z całą pewnością przypadnie Wam do gustu.

Moja ocena:
5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Egmont.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Dolina zabójców. Zamach w Teheranie - Leo Kessler

Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Rok wydania: 2012
Gatunek: powieść historyczna
Ilość stron: 280


W Teheranie ma odbyć sie tajne spotkanie największych przywódców państw alianckich - Roosvelta, Churchilla i Stalina. A skoro to tajemnica, to dosyć szybko dowiadują się o tym szpiedzy Adolfa Hitlera i zaplanowany zostaje zamach na Wielką Trójkę. Ma go wykonać grupa szturmowa Edelweiss. Zostają zrzuceni na tereny Rosji, skąd mają przez góry przedrzeć się do Doliny Asasynów i prosić miejscowych o pomoc. Dla takich profesjonalistów wydaje się to być dość prostym zadaniem, gdyby nie żołnierze radzieccy, którzy stale deptają im po piętach oraz potężna ochrona przywódców. Misja przeradza się w niezwykle trudną do wykonania, a prawdopodobieństwo, że strzelcom alpejskim uda się zachować życie bliskie jest zeru...

Z grupą szturmową Edelweiss spotkałam się już w książce "Operacja Leopard". Kolejny tom ich przygód jak dla mnie jest jeszcze bardziej ciekawszy i emocjonujący od poprzedniego. Strzelcy nie tylko muszą sprostać niezwykle trudnemu, czy też awykonalnemu zadaniu, ale także jakimś cudem uciec potem z pełnego żołnierzy wroga miasta.
Powieści nie czyta się szybko. Ją się wręcz pochłania. Akcja toczy się bardzo sprawnie i gdy już wydaje się, że wszystko pójdzie jak z płatka, autor uracza czytelnika zupełnie nieprzewidywalnymi zwrotami akcji.

Tak jak w poprzedniej części, największym atutem ksiązki są jej bohaterowie - opanowany w każdej sytuacji pułkownik Sturmer, fanatyczny nazista Greul, czy też Jo i Jap, którzy z pogodą ducha i lekkością podchodzą do każdego niebezpieczeństwa. Tym razem poznajemy też nowe postacie - pół-żydowskiego profesora Horsta, który służy oddziałowi za przewodnika i chce udowodnić, że jest przede wszystkim Niemcem, agenta Abwehry Sandersa, czy przerażającego wodza Asasynów - Czaszkę. Wszyscy oni są wyraziści, pełni charakteru i temperamentu, gotowi oddać życie za sprawę i swoją ojczyznę.

"Strzelcy alpejscy Edelweiss" to jeden z lepszych cykli o II Wojnie Światowej, jaki zdarzyło mi się do tej pory czytać. I choć napisany z punktu widzenia Niemców, nie razi uczuć patriotycznych, jest zaś wyśmienitą, trzymającą w napięciu i pokazującą nieznane przeciętnym osobom fakty historyczne serią. Jej plusem jest to, że poszczególne tomy można czytać wbrew kolejności, a i tak nic się nie straci.

W stu procentach mogę "Dolinę zabójców. Zamach w Teheranie" polecić każdemu miłośnikowi historii i powieści wojennej, a także osobom, które mają ochotę na emocjonującą powieść.

Moja ocena:

5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Instytutowi Wydawniczemu Erica.



***
Wybaczcie, że ostatnio mnie tyle nie było, Święta nie sprzyjały mi jakoś w blogowaniu. Teraz wracam, będę dodawać posty i komentować nowe notki na Waszych blogach. Zaglądam na nie cały czas, ale ze względu na to, że teraz jestem na wyjeździe i mam bardzo słaby internet, nie jestem w stanie zostawiać komentarzy, bo to po prostu za długo trwa... Poprawię się od środy, bo wtedy będę już w domu :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Uwaga!

Wszystkie teksty zawarte na niniejszym blogu chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.