niedziela, 14 października 2012

Podwodny świat. Mroczny dar - Kat Falls

Tytuł oryginału: Dark Life
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Przekład: Agnieszka Klonowska
Gatunek: powieść młodzieżowa
Cykl: Podwodny świat
Tom: 1
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 295
Czas czytania: jeden dzień

Tay od urodzenia mieszka pod wodą. Ale nie myślcie sobie, że jest jakimś syrenem, pół-rybą, czy mutantem ze skrzelami. Poza tym, że jego skóra świeci się od spożywania bioluminescencyjnych roślin, jest to człowiek z krwi i kości, taki, jak każdy z was... Oczywiście do momentu, gdy ujawniają się jego specjalne talenty, zapowiedziane przez tytuł powieści...
Pewnego dnia podczas jednej ze swoich wypraw znajduje opuszczony statek, a na jego pokładzie dziewczynę z powierzchni - Gemmę, która przybyła do jego świata, by odnaleźć brata.
Powinniście wiedzieć, że ludzie nie osiedlili się na dnie oceanu dla zabawy. Zostało to spowodowane katastrofą - przez efekt cieplarniany podniósł się poziom wody i większość lądów zatonęła. Na nielicznych skrawkach ziemi tłoczą się ocaleni ludzie, lecz ci, którzy bardziej cenią sobie przestrzeń postanowili zasiedlić nieznane podwodne czeluści.

Odkąd pierwszy raz ją ujrzałam, powieść wydała mi się niezwykle interesująca, ze względu na pomysł umieszczenia ludzi pod wodą. I rzeczywiście z ciekawością czytałam o pięknie flory i fauny oceanicznej głębi i sposobach budowania domostw, przemieszczania się, czy hodowli zwierząt.

Jeśli chodzi o fabułę to przyznam, że właśnie ze względu na wyimaginowane tło jest ona bardzo oryginalna, choć cała historia to raczej banał. Ma się wrażenie, że autorce zabrakło trochę pomysłu, bo można by to wszystko nieco lepiej rozegrać. To trochę tak, jakby chciała nam przede wszystkim pokazać wymyślony przez siebie świat, a opowieść o Tayu i Gemmie stanowiła tylko do tego znakomitą okazję. Świadczą o tym nieścisłości na przykład to, że Gemma na początku płynęła (a może chodziła po dnie?) z łodzi podwodnej do swojego batyskafu razem z Tayem, a po kilkudziesięciu stronach, gdy musiała znów zrobić coś podobnego, wyznała mu, że nie umie pływać i rzeczywiście w ogóle sobie nie radziła. Czyli pani Falls zapomniała, co wcześniej wymyśliła? Bo nie rozumiem...

Książkę czyta się szybciuteńko. Po jakimś czasie akcja zaczyna bardziej wciągać i przestaje się zwracać uwagę na powyższe błędy. Jednak zdecydowanie nie jest to jakieś wielkie arcydzieło. Sama idea była dobra, jednak gorzej z wykonaniem. Autorka mogła stworzyć na tej kanwie o wiele więcej, ale niestety ograniczyła się do minimum.

Uważam, że powieść nadaje się do czytania, gdy chcemy się zrelaksować, odpocząć po trudnym dniu pełnym ciężkiego wysiłku intelektualnego. Plusem, który może dodatkowo zachęcić są opisy podwodnego życia, bo tutaj akurat autorka się popisała. W sumie polecam tę powieść, bo każdy z nas potrzebuje czasami czegoś lekkiego i niewymagającego, by oderwać się na chwilę od codzienności. Myślę, że jak wpadnie mi w ręce kolejna część, to się z nią zapoznam, choć nie wiem, co tu jeszcze można wymyślić.

Moja ocena:
4/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Księgarni Merlin.


piątek, 12 października 2012

Ty, ja i fejs - Jay Asher & Carolyn Mackler

Tytuł oryginału: The Future of Us
Wydawnictwo: Rebis
Przekład: Maria Smulewska
Gatunek: powieść młodzieżowa
Rak wydania: 2012
Ilość stron: 357
Czas czytania: dwa wieczory

Jest rok 1996. Emma dostaje w prezencie od przyjaciela Josha płytę a AOL-em, czyli innymi słowy internetem. Instaluje program i wyświetla jej się strona facebook. Zaskoczona dziewczyna zauważa na niej posty podpisane przez kogoś jej nazwiskiem, a gdy zaczyna oglądać profil tej osoby, okazuje się, że są na nim zdjęcia jej za piętnaście lat. Emma na początku uważa, że to wszystko to głupi dowcip kumpla, ale wkrótce okazuje się, że nie ma on o tym zielonego pojęcia. Potem już razem zaczynają sprawdzać, jak będzie wyglądało ich życie i odkrywają, że każda zrobiona przez nich rzecz w teraźniejszości ma swoje odzwierciedlenie w przyszłości. Poszukując przyszłego szczęścia, zaczynają zawzięcie zmieniać to, co dzieje się teraz, nie mając świadomości, że tylko wszystko coraz bardziej niszczą...

Ciekawie mi się czytało powieść o życiu nastolatków, gdy nie było jeszcze powszechnego dostępu do internetu, nie mówiąc już o tym, że tylko nieliczni szczęśliwcy mieli własne komórki. Pamiętam jeszcze coś takiego z mojego bardzo wczesnego dzieciństwa, gdy przy połączeniu z siecią blokował się telefon stacjonarny, a ja przez maksimum dziesięć minut (bo przecież to tyle kosztowało!) mogłam pograć sobie w mojego ulubionego wtedy Mario. To były czasy... :)

W skrócie więc, książka wprowadziła mnie w pewien stan rozrzewnienia i sprawiła, że przypomniałam sobie kilka zatartych wspomnień. A to bez wątpienia już samo w sobie można uznać za jedną z jej zalet.

Autorzy bardzo dobrze zobrazowali fakt, jak facebook wpływa na życie ludzi. Chodź przypadek jest nieco inny, wszak Emma i Josh poznają dzięki niemu swoją przyszłość, a nie umieszczają informacje o teraźniejszości, to w gruncie rzeczy chodzi o to samo. Młodzi nie są w stanie już normalnie żyć, cały czas zastanawiają się, co nowego pojawi się na stronie, gdy znów ją otworzą. Emmie nie podoba się to, co tam widzi i postanawia zatroszczyć się o swoje szczęście. Robi rzeczy, dzięki którym zmienia się jej przyszły mąż, praca, znajomi. Josh z kolei przyspiesza pewne wydarzenia, tak aby wszystko pasowało do informacji na fejsie. Przez to zaniedbują przyjaciół, rodzinę i opuszczają się w nauce. Nie wiedzą, czego naprawdę chcą i nie potrafią cieszyć się każdą przemijającą chwilą.

Powieść szybko się rozwija, nawarstwiają się kłopoty spowodowane przez proroczego facebooka. Perypetie Emmy i Josha zdecydowanie wciągają i kolejne strony wręcz niepostrzeżenie przelatują między palcami.Czytelnik w pewnym momencie zaczyna się coraz bardziej ciekawić, jak to wszystko się zakończy. Mi się akurat rozwiązanie akcji zbytnio nie podobało, nie mówię, że nie pasowało do całości, ale jakoś tak wyszło trochę zbyt ckliwie i słodko. Ale mam wrażenie, że niewiele osób podzieli moją opinię, ja po prostu czytam zazwyczaj innego typu książki i spodziewałam się czegoś mocniejszego.

"Ty, ja i fejs" polecam wszystkim. Dzięki zgrabnemu połączeniu przeszłości, teraźniejszości i przyszłości czytelnik w każdym wielu będzie w stanie znaleźć tu coś dla siebie. Na pewno nie jest to powieść przeznaczona tylko dla młodzieży. Pobudza do refleksji nad tym, jak wiele wolnego czasu spędzamy w internecie, zajmując się przeglądaniem wpisów na fejsie i dodawaniem własnych. Ja bym się jeszcze pokusiła o stwierdzenie, że niektóre udzielające się tam osoby żyją bardziej "na pokaz" niż dla siebie. Co o tym sądzicie? No ale wracając do głównego tematu, zachęcam gorąco do przeczytania książki, bo na pewno nie będzie to czas stracony.

Moja ocena:
4,5/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Księgarni Merlin. 





wtorek, 9 października 2012

PRZEDPREMIEROWO: Świat bez bohaterów - Brandon Mull

Tytuł oryginału: Beyonders. A World Without Hero
Wydawnictwo: MAG
Przekład: Małgorzata Strzelec
Gatunek: fantasy
Ilość stron: 530

Pewnego, niczym nieróżniącego się od innych dnia, nastoletni Jason ulega dziwnemu wypadkowi. Zwabiony piękną muzyką wpada do basenu z hipopotamem, który pożera go żywcem, po czym chłopak przenosi się do nieznanej krainy. Absurdalne, nie? Ale to tylko zawrotny wstęp do jego kolejnych przygód i misji, w jaką niechcący się wplącze. Los zrządzi, że weźmie na siebie zadanie obalenia czarnoksiężnika Maldora i stanie się jedyną nadzieją na wybawienie dla mieszkańców od lat ciemiężonego Lyrianu. Dołączy do niego Rachel, także pochodząca z naszego świata i razem będą starali się skompletować magiczne słowo, które wypowiedziane przy tyranie,  zniszczy go. Poszczególne sylaby rozsiane są po całej krainie, a naszych bohaterów będą nieustannie ścigać i śledzić ludzie wroga, gotowi pokrzyżować im plany. Czy parze uda się obalić najpotężniejszą personę w Lyrianie? Czy znajdą sprzymierzeńców? I najważniejsze - czy uda im się spełnić marzenie na powrót do domu? 

Książka naprawdę wspaniale się zaczyna. Najpierw w prologu mroczne klimaty wprowadzają nutkę grozy i jednocześnie zaciekawienia, kim jest więziony mężczyzna. Potem w pierwszym rozdziale Jason zostaje przeniesiony do Lyrianu w ogromnie zabawny sposób. To świetny zabieg stanowiący doskonały kontrast dla poważnego i dość przerażającego wstępu, przyznam szczerze, że zupełnie się czegoś takiego nie spodziewałam. Dalej też jest świetnie. Niby bohaterowie wykonują bardzo ważną misję, ale nie ma takiego nadęcia i powagi, wszystko jest opowiedziane jakby z przymrużeniem oka, pełno jest komicznych sytuacji, a także ironicznych dialogów. To sprawia, że powieść świetnie się czyta, historia nie nudzi się i nie ma wrażenia sztuczności. Kto czytał "Władcę Pierścieni" pewnie wie, co mam na myśli, bo tam odruchy i rozmowy bohaterów były wręcz momentami nienaturalne. W książce Mulla tego nie ma, główne postacie są przede wszystkim ludźmi  ze swoimi wątpliwościami i lękami, a ich nadrzędnym celem jest powrót do domu, a nie heroiczne ratowanie nieznanej krainy. Tylko przypadek sprawia, że właśnie to są zmuszeni robić. 

Powieść czytało mi się bardzo szybko, wciągnęła mnie od pierwszej strony, niejednokrotnie doprowadziła do śmiechu, a także obaw o dalsze losy bohaterów. Miała parę zgrabnych zwrotów akcji, których nie przewidziałam. Aczkolwiek umiejscowienie poszczególnych fragmentów słowa i sposoby w jaki Jason i Rachel je zdobywali, nakazało mi w pewnym momencie pomyśleć, że "hej, coś tu jest nie tak!", jednak końca się nie domyśliłam i był dla mnie dość sporym zaskoczeniem. 

Podobało mi się, że autor usiłował przedstawić w książce uniwersalne wartości. Pokazał, że postępowanie zgodnie z właściwymi zasadami moralnymi zależy od każdego indywidualnego człowieka, oraz, że nawet jeśli coś zostało nam narzucone, musimy starać się działać zgodnie z własnym sumieniem. To nie heroiczne i odważne czyny świadczą o bohaterstwie, ale postępowanie wobec innych ludzi. Powieść uczy, że nie można żyć tylko przyjemnościami, ponieważ to człowieka wyniszcza i sprawia, że nie jest w stanie się niczym zainteresować. 


"Pobłażanie sobie to pustka. Nie ma prawdziwego spełnienia w nic nieznaczącej pogoni za przyjemnościami. Próbujesz ukryć pustkę za większą ekstrawagancją tylko po to, żeby odkryć, że doznania stają się coraz mniej ekscytujące i coraz bardziej ulotne. Większość przyjemności najlepiej się sprawdza jako przyprawy, a nie danie główne."

Podsumowując, powieść bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Nastawiałam się tylko na zwykłą relaksującą przygodówkę, a dostałam również zabawną historię, przekazującą ważne życiowe prawdy. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić, to częste powtórzenia tych samych słów i określeń w położonych blisko siebie zdaniach, ale to zdecydowanie można wybaczyć, bo inne zalety przeważają. Polecam wszystkim tę książkę, dzięki której na kilka godzin oderwiecie się od rzeczywistości i ruszycie wraz z bohaterami w niezwykłą podróż do nieznanej krainy.  Uważam, że to perełka dla miłośników gatunku, a także doskonały prezent dla nastolatka. Mi pozostaje tylko z utęsknieniem czekać na kolejną część i mieć nadzieję, że pojawi się ona na polskim rynku wydawniczym jak najszybciej. A w międzyczasie zapoznam się z inną serią tego autora - "Baśnioborem". 


Moja ocena:
5,5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu MAG. 

poniedziałek, 8 października 2012

Pocałunek anioła - Elizabeth Chandler

Wydawnictwo: Dolnośląskie
Tytuł oryginału: Kissed by an Angel
Przekład: Dorota Strukowska
Cykl: Pocałunek anioła
Tom: 1
Ilość stron: 224



Wierzycie w anioły? Nastoletnia Ivy wierzy. Ostatnio w jej życiu zaszło wiele zmian. Jej matka wzięła ślub, przez co Ivy i jej młodszy brat musieli przeprowadzić się do domu ojczyma, zaaklimatyzować się w nieznanym miejscu, a także zaakceptować przyrodniego brata.
Dziewczyna dość szybko odnajduje się w nowej sytuacji, mimo że musi także oddać swojego ukochanego kota. Dodatkowo pomaga jej jej chłopak – Tristan. Historię, jak się poznali, a także jak rozkwitło między nimi uczucie poznajemy równolegle z innymi wydarzeniami.

Ivy jest szczęśliwa – zmiany w rodzinie już jej nie przeszkadzają, nie musi się martwić o swojego młodszego brata, u boku ma osobę, którą kocha. Niestety, spokój ten przerywa nieszczęśliwy wypadek i na zawsze rozrywa więzi między Ivy, a Tristanem.
Tristan, który dotychczas nie rozumiał wiary swojej dziewczyny w boskie istoty, sam gwałtownie zostaje utwierdzony w przekonaniu, że istnieją.
Ivy utraciła całą radość z życia, ma koszmary, wizje wypadku ją prześladują. Dziewczyna przestaje wierzyć w anioły, stara się oderwać od ostatnich traumatycznych wydarzeń poprzez normalne życie – spotyka się z przyjaciółmi, chodzi do szkoły.
Tristan stara się za wszelką cenę pokazać Ivy, że jest przy niej i nad nią czuwa. Sam z kolei nie rozumie, jaką ma misję.
Czy Tristan dowie się co kryje się za splotem ostatnich wydarzeń? Czy Ivy uwierzy, że nie została sama?

Dawno już nie spotkałam się z tak zaskakującą i nieprzewidywalną powieścią.  Przede wszystkim zaczyna się wybuchowo, co sprawia, że czytelnik od razu chce czytać dalej, by poznać przyczyny zaistniałych faktów.  Dodatkowo mała objętość sprawia, że lektura trwa jeden wieczór.

Czas spędzony z książką obfituje w wiele gwałtownych emocji. Następujące po sobie wydarzenia sprawiają, że człowiek wprost nie może usiedzieć w miejscu z nadmiernej ekscytacji i podniecenia. Przyczyną takiego stanu jest świetny styl autorki, która barwnie i obrazowo opisuje poszczególne sceny, a także sprawia, że jej bohaterowie prowadzą interesujące dialogi. 

Wiele momentów w pierwszej części cyklu przyprawiło mnie o dreszcze i wypieki na twarzy. A kiedy po kilku niespokojnych i niezapomnianych godzinach zamknęłam książkę, me serce ogarnął żal, że nie mam od razu pod ręką kolejnych tomów. Bo po początkowym zdecydowanie stwierdzam, że seria zapowiada się na taką, z którą można spędzić całą noc i nie zmrużyć oka ani na chwilę. Czy mam rację? Będę to mogła potwierdzić tylko przez zapoznanie się z dalszym ciągiem tej niesamowitej historii. 

Polecam wszystkim gorąco sięgnięcie po cykl "Pocałunek anioła". Jest wręcz idealny dla tych, którzy uwielbiają emocjonować się lekturą, jak i tych, którzy chcą choć na małą chwilę oddalić się od codzienności i zagłębić w niesamowitą opowieść o miłości. 

Moja ocena:
5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Dolnośląskiemu.


czwartek, 4 października 2012

Prowincja pełna marzeń - Katarzyna Enerlich

Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2009
Gatunek: powieść kobieca
Ilość stron: 368

Tak jak obiecałam sięgnęłam wreszcie po następne książki Katarzyny Enerlich - tryptyk o prowincji. Aktualnie jestem świeżo po lekturze pierwszej części, zatytułowanej romantycznie przez autorkę - "Prowincja pełna marzeń". Wchodzimy tym razem w klimat współczesnego Mrągowa. Odkrywamy zatarte upływem czasu i działaniem ludzkim ślady przebogatej i trudnej historii Mazur. 

Bohaterką powieści jest ponad trzydziestoletnia, długowłosa i atrakcyjna Ludmiła. Mimo znakomitej powierzchowności i niebanalnego wnętrza jest kobietą samotną. Samotną po przejściach. Związek z Jackiem zakończył się. Ludmiła wiedzie życie, mieszkając w dużym mieszkaniu w centrum Mrągowa. Jej aktywność zawodowa koncentruje się wokół pracy w charakterze dziennikarki lokalnej gazety. 

I oto pewnego pięknego dnia spotyka na swojej drodze, a konkretnie na ulicy przed swoją kamienicą, przystojnego, błyskotliwego, młodego Niemca imieniem Martin. Mężczyzna zagaduje kobietę zupełnie przypadkiem, czy nie mogłaby sfotografować go na tle kamienicy. Tak się zaczyna historia ognistej, temperamentnej miłości tych dwojga. 

Wydarzenia będą toczyły się błyskawicznie. Ludmiła straci pracę w gazecie, zajmie się rękodziełem. W międzyczasie w jej życie będzie usiłował się wkręcić niejaki Piotr. Zbombarduje ją mailami nieznana Hanka. A w jakiej sprawie to przeczytajcie. :)

W tle tego splotu wątków zostanie naszkicowana bogato ilustrowana historia Mrągowa i okolic.
Książkę pochłonęłam właściwie w dwa wieczory, zaczytując się nią do późna (prawdę mówiąc wczoraj spóźniłam się przez nią na zajęcia). Te przygody zawdzięczam bardzo lekkiemu stylowi pisania autorki. "Prowincja pełna marzeń" to zdaje się jej pierwsza poważna pozycja wydawnicza. Może nie tak błyskotliwa, jeżeli chodzi o sposób zazębiania wątków, jak toruńska opowieść "Studnia bez dnia", ale bardzo bardzo obiecująca. Polecam!

Moja ocena:
5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu MG. 


środa, 3 października 2012

Podsumowanie września

Moje wakacje się skończyły :( Od trzech dni studiuję język angielski i szczerze mówiąc jest dosyć nudnawo... Z niecierpliwością czekam na koniec wykładów i szybki powrót do domu i lektury. 
W ostatnim wolnym miesiącu udało mi się przeczytać 13 powieści i jest to na razie tegoroczny rekord!

Były to:
"Bez przebaczenia" - Agnieszka Lingas- Łoniewska <337 str.> [5,0] - moje pierwsze bardzo pozytywne spotkanie z twórczością tej autorki. W stu procentach zachęciło mnie do sięgnięcia po inne jej powieści. 
"Dwukrotna śmierć Daniela Hayesa" - Marcus Sakey <408> [3,0]
"Requiem dla młodego żołnierza. Monte Cassino" - Renee Bonneau <120> [5,0]
"Inkwizytor" - Mark Allen Smith <374> [5,0]
"Zamieniona" - Amanda Hocking <301> [5,5] - jedna z najlepszych serii dla młodzieży, jaką zdarzyło mi się czytać. Po prostu świetna, wszystkie wydarzenia potoczyły się dokładnie tak, jak chciałam.
"Rozdarta" - Amanda Hocking <320> [5,5] - j.w.
"Przywrócona" - Amanda Hocking <304> [5,5] - j.w.
"Sekta" - Robert Muchamore <352> [5,0] - wróciłam do Cheruba. Ta i kolejne części trzymają w napięciu, dotykają ważnych współczesnych problemów. (Dzieci biorą udział w misjach dotyczących prostytucji nieletnich, wojny gangów, czy handlu narkotykami.) Jedyne, co jak zwykle razi to to, że wszystko tak dobrze się kończy. No ale to książka dla nastolatków (idealnie w wieku 10-15 lat), a nie potworny, krwawy thriller...
"Bojownicy" - Robert Muchamore <294> [5,0] - j.w.
"Wpadka" - Robert Muchamore <316> [5,0] - j.w.
"Gangster" - Robert Muchamore <384> [5,0] - j.w. Zostało mi chyba jeszcze jakieś trzy, czy cztery tomy i skończę całą serię. No ale to na pewno jeszcze nie w tym miesiącu, bo mam nawał innych rzeczy do czytania. 
"Ślad krwi" - Kitty Sewell <431> [3,5] - to raczej rozczarowanie. Spodziewałam się czegoś lepszego. Opis sugerował, że będzie to thriller o dręczącej rodzinę klątwie, czarach i zbrodniach. Poniekąd tak było, choć zdecydowanie nie było strasznie, a morderstwo pojawiło się na ostatnich 50 stronach. Poza tym od pewnego momentu zrobiło się przewidywalnie, a koniec to już był taki sielski i anielski, że wręcz żenujący. Jednakże plus za dobrą psychologię. 
"Dzień miodu" - Annia Ciezadlo <442> [5,0]

Ten miesiąc obfitował w wiele świetnych pozycji, a najlepsze z nich były te, składające się na trylogię Trylle. Za najgorszą książkę uznaję "Dwukrotną śmierć Daniela Hayesa", a największym rozczarowaniem były "Dwukrotna..." i "Ślad krwi".

Przeczytałam 4383 stron, co daje 146 stron dziennie. 
W wyzwaniu Book z nami osiągnęłam 28,6 cm
Nawiązałam współpracę z Bukowym lasem

To by chyba było wszystko. Na dzień dzisiejszy na zapoznanie się z nimi i recenzję czeka 18 książek i 1 film. Idę się za nie zabrać :)

wtorek, 2 października 2012

Dzień miodu - Annia Ciezadlo

Tytuł oryginału: Day of honey. A memoir of food, love and war
Przekład: Dominika Cieśla-Szymańska
Rok wydania: 2012
Gatunek: wspomnienia
Ilość stron: 496

W tej dość obszernej powieści, zapraszającej czytelnika do lektury przepiękną okładką, Annia dzieli się z nami wspomnieniami ze swojego życia -  jak wyglądała jej młodość, jak poznała swego przyszłego męża  libańczyka Mohamada i będąc już jego żoną, odbyła podróże do Bagdadu i Bejrutu. Na kanwie tej historii opowiada o codziennym życiu w Iraku i Libanie - krajach ogarniętych wojną.

Na pierwszy plan nie wysuwa się życie autorki. To tylko tło, które pozwala wspaniale ukazać najważniejsze fakty historyczne, kulturę, zwyczaje oraz tradycję kulinarną obu krajów. Te liczne dygresje są bardzo sprytnie wplecione w fabułę, pasują do kontekstu, co sprawia, że czytelnikowi nie obeznanemu z tematem łatwo jest się odnaleźć w nawale informacji.

Wartość tej książki jest ogromna, przede wszystkim pod względem dydaktycznym. Nigdy nie byłabym w stanie przyswoić tylu ciekawych informacji, czytając na przykład pozycje naukowe, czy artykuły z wikipedi. Annia ma do wszystkiego, o czym pisze, stosunek emocjonalny, nie podaje tylko suchych faktów. To sprawia, że tekst staje się także bliższy odbiorcy. Mieszkając przez wiele lat w tych zupełnie odmiennych kulturowo krajach, dziennikarka (z zawodu) prowadziła dokładne obserwacje, z których potem mogła zdać rzetelną relację.

"Dzień miodu" to także opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości. Annia przez prawie całe życie nigdzie nie mogła zagrzać miejsca, nie było takiego kraju, czy miasta, z którym mogłaby się identyfikować i nazywać je domem. Kiedy w końcu przywiązuje się do Bejrutu i jego mieszkańców, upiorna wojenna rzeczywistość zmusza ją do podjęcia kolejnej tułaczki. 


"Dom to jest coś, co się tworzy, a nie miejsce, w którym się mieszka"

Muszę przyznać, że lektura tej powieści była prawdziwą literacką ucztą, która na długo pozostanie w mojej pamięci. Na pewno będę jeszcze do książki wracać, bo przeczytanie jej tylko jeden raz to stanowczo za mało, by odkryć wszystkie sekrety i tajemnice. To właśnie powieść z gatunku tych, które zyskują przy każdym kolejnym czytaniu. Polecam ją gorąco wszystkim tym, którzy lubią poznawać kulturę i historię innych państw i mają ochotę odbyć razem z bohaterką niezwykłą i niezapomnianą podróż do krajów arabskich. 



Moja ocena:
5/6

Za możliwość przeczytania niezapomnianej powieści dziękuję serdecznie Księgarni Merlin.






LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Uwaga!

Wszystkie teksty zawarte na niniejszym blogu chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.