środa, 29 sierpnia 2012

PRZEDPREMIEROWO: Pożądanie mieszka w szafie - Piotr Adamczyk


Wydawnictwo: Dobra Literatura
Ilość stron: 288
Premiera: 17.09.2012

Oczy wyszły mi z orbit, gdy otwierając pocztę mailową ujrzałam wiadomość od Piotra Adamczyka. Pierwsza myśl – o mój Boże to ten sławny aktor! Potem moje emocje nieco opadły, ale wyobraźcie sobie, że tak na brzmienie i widok tego nazwiska reaguje większość kobiet w Polsce. Nie napisał do mnie jednak „papież”, lecz dziennikarz i pisarz, debiutujący swoją pierwszą powieścią „Pożądanie mieszka w szafie”. Zgodziłam się zapoznać z jego dziełem i teraz ogromnie się cieszę, że dostałam szansę na spędzenie odrobiny czasu z tak wspaniałą lekturą!

W książce ukazane zostało życie ponad czterdziestoletniego mężczyzny, redaktora naczelnego poczytnej wrocławskiej gazety, nazwiskiem Piotr Adamczyk. Bohater poznaje kasjerkę Magdalenę i po jakimś czasie zaczynają być sobie coraz bardziej bliscy. Jednak ich związek zaczyna się walić, gdy na jaw wychodzą prawdziwe intencje dziewczyny. Przez cały czas Piotr otrzymuje pełne czułości i uczucia maile od tajemniczej Miriam, która wydaje się go dobrze znać. Przywołuje mu ona wspomnienia dawnej ukochanej Marysi Jezus, do której wciąż tęskni.

Powieść była bardzo interesująca, obfitowała w wiele zabawnych wydarzeń. Ilustrowała to, jak media, reklamy i Internet wpływają na nasze życie. Przyznam się, że pewnie nigdy nie zwróciłabym na nią uwagi, gdyby nie propozycja autora, a to byłoby ogromną stratą. Tę książkę po prostu należy przeczytać. Świetnie ukazuje, jak wirtualna rzeczywistość może zastąpić zwykłe kontakty międzyludzkie. Szczerze mówiąc, to wręcz zatrważające, ale niestety prawdziwe, wystarczy przywołać wypowiedzi moich znajomych – „Nie ma cie na fejsie – nie żyjesz!”.

Dużo czasu minęło, zanim zabrałam się za pisanie tej recenzji, ale lektura pozostawiła mi w głowie tak ogromny mętlik, że musiałam sobie to wszystko poukładać i przemyśleć najważniejsze sprawy.

Akcja szybko rozwija się w miarę czytania, wciąga i nie można się od niej oderwać (czego dowodem może być między innymi fakt, że skończyłam ją gdzieś o drugiej w nocy, a zwykle nic nie jest w stanie zająć mnie o tej porze na tyle bym zrezygnowała ze snu ;). Podobał mi się styl pisania autora, który w dość lekki i zabawny sposób przedstawił samotną i w sumie smutną egzystencję bohatera. Swoją drogą ciekawe, ile w nim jest z samego autora, czytając w zasadzie nieustanie się nad tym zastanawiałam.

„Pożądanie mieszka w szafie” to bardzo dobrze napisana, pobudzająca do refleksji powieść, podsumowująca współczesne społeczeństwo, zachłanne i skupione tylko na konsumpcji oraz preferujące internetowe kontakty nad te „w realu”.
Polecam ją wszystkim, jak już wcześniej napisałam, uważam, że jest bardzo pouczająca i każdy powinien się z nią zapoznać.

A tak na marginesie to Marysia Jezus to świetne imię dla bohaterki, gratuluję autorowi błyskotliwego pomysłu.

Moja ocena:
>>5/6<<

Za możliwość przeczytania książki dziękuję jej autorowi – Piotrowi Adamczykowi.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Kleo i ja - Helen Brown

Tytuł oryginału: Cleo. How an Uppity Cat Helped Heal a Family
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Przekład: Maciejka Mazan
Rok wydania zagranicznego: 2009
Rok wydania polskiego: 2012
Ilość stron: 327

Myślicie, że to Marley był mistrzem świata w demolce? W takim razie poznajcie Kleo... Helen Brown nigdy nie była kociarą. Ale co z tego? Koty po prostu zjawiają się tam, gdzie są potrzebne, i to w najmniej spodziewanym momencie. Helen odkrywa tę prawdę po śmierci synka, gdy musi przyjąć pod swój dach nieproszonego gościa - czarne jak diabeł i równie pomysłowe stworzonko. Złamany fikus, potłuczone naczynia, oberwane firanki? No i dobrze! Człowiek, który biega za kotem, nie ma czasu na łzy. Prawdziwa historia Helen i Kleo podbije serca tych, którzy kochają koty. Oraz tych, którzy jeszcze o tym nie wiedzą...

W pewien zwykły, słoneczny, niczym nie różniący się od innych dzień Helen i jej rodzinę dotknęła potworna tragedia… Ich ukochany syn i brat Sam zginął potrącony przez samochód. Poukładane i szczęśliwe życie w jednaj chwili zmieniło się w nieopisaną rozpacz. I kiedy bohaterka i jej bliscy nie mogą wydobyć się z wszechobecnej czerni i wrócić do świata, do drzwi puka niespodziewany gość. To znajoma, która przynosi im czarnego kotka – urodzinowy prezent dla zmarłego już Sama. Początkowo Helen nie chce przyjąć niespodzianki, lecz ulega namowom swego młodszego syna i zwierzątko zostaje z nimi. Okazuje się być jednak bardzo psotne…

Wbrew pozorom nie jest to wcale banalna historyjka o kocich wybrykach, lecz trudna, wzruszająca i pouczająca powieść o tym, jak pogodzić się ze stratą, tęsknotą i powracającym codziennie od nowa bólem. Kiedy rozpoczynałam lekturę, zupełnie nie spodziewałam się takiej opowieści, bardzo pozytywnie mnie to zaskoczyło.

Książka była dla mnie prawdziwym lekarstwem, na dziwną czytelniczą zapaść, która mnie ostatnio dotknęła, polegającą na tym, że żadna książka tak naprawdę nie była w stanie mnie zainteresować i wzbudzić jakieś emocje. Sądziłam, że skutecznym antidotum na to będą thrillery, ale myliłam się. Wystarczyła tylko zwykła, z życia wzięta historia, aby wydobyć mnie z marazmu. Na koniec aż się popłakałam…

Ta powieść to prawdziwa perła wśród wydanych ostatnio książek. Choć niepozorna, kryje w sobie mnóstwo ważnych wartości. Ukazuje, że w życiu trzeba wykorzystywać każdą chwilę i cieszyć się z niej, bo jesteśmy krusi i nigdy nie wiadomo, co może przydarzyć się następnego dnia. Uczy też, że nie można się bać i trzeba wykorzystywać nadarzające się okazje, nawet jeżeli oznacza to zmianę środowiska i wszystkich dotychczasowych przyzwyczajeń. Przede wszystkim pokazuje, jak bardzo ważne są uczucia takie jak miłość, przyjaźń i samozadowolenie.

Gorąco polecam tę powieść wszystkim, zarówno miłośnikom kotów, czy też psów, kanarków, błazenków i innych uroczych stworzeń, jak i tym, którzy w ogóle fauny nie znoszą. Jestem pewna, że każdy znajdzie w niej coś ciekawego tylko dla siebie.

Moja ocena:

>>5,5/6<<


Za możliwość przeczytania wspaniałej książki dziękuję serdecznie księgarni internetowej Merlin. 


Książkę możecie nabyć tu.







piątek, 24 sierpnia 2012

Smak hiszpańskich pomarańczy - Kim Lawrence, Kathryn Ross, Chantelle Shaw

Wydawnictwo: Harlequin
Seria: Opowieści z pasją
Rok wydania polskiego: 2012
Ilość stron: 400

Ach, jakże trudno uwierzyć, że wakacje się powoli kończą... Pogoda robi się coraz gorsza, za oknem szarość i plucha. Postanowiłam osłodzić sobie te ostatnie dni opowieściami ze słonecznej i ciepłej Hiszpanii. Zapraszam Was do zapoznania się z relacją z tej niezwykłej przygody. :)
Wino, słońce, Barcelona
Carrie pracuje w agencji reklamowej w Barcelonie. Właśnie dostała zadanie przygotowania kampanii promującej słynne wina Santos. To dla niej szansa, by zaistnieć w branży. Przypadkiem w samolocie poznaje przystojnego prawnika. Tak dobrze im się rozmawia, że Carrie nieopatrznie zdradza mu szczegóły projektu. Gdy przyjeżdża do winnicy, by zaprezentować swoje propozycje, okazuje się, że jej klientem jest poznany wcześniej prawnik, Maks Santos. Zaskoczona sądzi, że z powodu swej niedyskrecji już straciła zlecenie. Jednak Maks od razu akceptuje projekt, ale stawia warunki…

I tak się zaczyna przewrotna historia miłości od pierwszego wejrzenia. Sprytnie napisana z wartką akcja lekko przewrotna opowieść z dzieckiem w tle. Bardzo pochłania. Aż chce się jechać do Hiszpanii. Pod warunkiem, że firma turystyczna organizująca podróż i pobyt zapewni taki standard, jak w powieści, bez ryzyka, że splajtuje w ostatniej chwili. Bo wtedy to już byłoby jak zwykle, a w tej książce jak zwykle to nie jest… Dlaczego czytanie o życiu w komforcie i luksusie tak pochłania?
Wakacje w Andaluzji
Lily spędza wakacje na południu Hiszpanii. Chce zapomnieć o zdradach i kłamstwach męża. W śródziemnomorskich miasteczkach odzyskuje spokój i radość. Czuje, że może zacząć wszystko od nowa. Gdy poznaje Santiaga, postanawia zaryzykować. Przystojny Hiszpan odkrywa przed nią nieznane smaki życia. Może wreszcie los się do niej uśmiechnął? Jednak romans niespodziewanie się kończy, a Lily musi stawić czoło zaskakującym wydarzeniom…

Z tej powiastki usiłuje płynąć wniosek, iż nieprawdą jest, że nic dwa razy się nie zdarza. Tyle, że ja w to nie wierzę. Niemniej ten przystojny Hiszpan wprowadza w fabule takie napięcie, że wszystko, przynajmniej na czas trwania w iluzji spowodowanej lekturą jest możliwe. Czy pod polską prastarą gruszą można osiągnąć podobne napięcie? Ot dylemat… Jakże to opowiadanie wciąga…
Tylko w Madrycie
Tylko dwa miesiące zostały Javierowi Herrera, żeby się ożenić. W przeciwnym razie, według zapisu testamentu dziadka, straci rodzinny bank. Tylko kto zgodzi się na ślub w tak krótkim czasie? Niespodziewanie w jego posiadłości pojawia się Grace Beresford, o której słyszał, że jest kapryśna i rozpieszczona. Prosi go o prolongatę spłaty długu ojca. Javier wpada na pomysł, jak rozwiązać swój problem. Proponuje jej fikcyjny ślub w zamian za anulowanie długów. Już kilka godzin po tym jak umilkły dźwięki weselnego przyjęcia, Javier przekonuje się, że Grace jest zupełnie inna, niż się spodziewał…

Ach te życie w Madrycie. Piękna i odważna Grace jest w gruncie rzeczy nieustraszoną córką swojego ojca, gotową dla niego na wszystko. Wzruszające. Pozostaje nadzieja, iż spadkowy bank Javiera daje lepsze gwarancje powodzenia, aniżeli nasze parabanki. Jeśli tak nie jest, to po ostatnich doniesieniach prasowych trudno bohaterce zazdrościć. Ale oczywiście czyta się świetnie. Znakomity wakacyjny przerywnik.

Wszystkie mini powieści posiadają niesamowity urok i czar. Przeniosły mnie z burej rzeczywistości wprost w gorące promienie słońca i na jakiś czas odsunęły ponure myśli o rychłym powrocie do pracy i nauki. Z całą pewnością mogę polecić tę książkę wszystkim, którzy chcą przeżyć jeszcze jedną niezapomnianą przygodę podczas tych ostatnich dni wakacji.

Moja ocena:
>>5/6<<
Za możliwość przeczytania książki dziękuje serdecznie Wydawnictwu Harlequin. 



czwartek, 23 sierpnia 2012

Tajemnica Abigel - Magda Szabo


Tytuł oryginału: Abigel
Wydawnictwo: Bona
Przekład: Alicja Mazurkiewicz
Rok I wydania zagranicznego: 1970
Rok wydania polskiego: 2012
Ilość stron: 351

Nie wiem dlaczego, ale gdy pierwszy raz ujrzałam tę książkę, moją uwagę przykuła okładka. Dla przeciętnej osoby, która na nią spojrzy, nie ma w sobie nic szczególnego. Lecz spoglądając na klucz, później autora i tytuł, wiedziałam, że „tajemnica Abigel” wycieka już na samą obwolutę. Więc nie zwlekając ani chwili i, z całą pewnością, nie zwracając uwagi na opis książki z tyłu, postanowiłam poznać sekrety w niej ukryte.

Bohaterką „Tajemnicy Abigel” jest czternastoletnia Georgina Vitay. Dziewczyna żyje jakby nie zdawała sobie sprawy, że wokół jest wojna - ma czas dla przyjaciółek, szkołę, zabawy, tańce, spotkania i… pierwsze zauroczenia. Mieszka w Peszcie, na Węgrzech razem z ojcem. Jej matka zmarła, gdy Gina miała dwa lata. Od tamtej pory opiekuje się nią francuska guwernantka – Marchelle. Mimo, że kobieta otrzymuje stałe wynagrodzenie, dla dziewczynki jest kimś więcej niż służbą. Skutecznie zastępuje jej matkę, daje jej wsparcie i zrozumienie. Niestety, beztroskie życie Giny zostaje zburzone w chwili, gdy Marchelle musi wrócić do Francji z powodu wojny.  Nastolatka zostaje bez opieki, dlatego też jej ojciec, będący wysoko postawionym wojskowym, jest zmuszony do wywiezienia córki na prowincję na pensję. Mała tego nie rozumie, przecież nie sprawia problemów, a opiekować może się nią ciotka Mimo. Jej ojciec jest jednak nieugięty. Z dnia na dzień Gina opuszcza luksusy i trafia do Arkordu – czarno-białej krainy,  w której mieści się pensja biskupa Matuli z internatem. Szkołą zarządza dyrektor, opiekunkami są diakonisy. Opiekę nad klasą piątą, do której trafia Gina sprawuje siostra Zuzanna, która nie od razu przypada do gustu nowej uczennicy. Zaraz potem dziewczyna poznaje nowe koleżanki,  nauczycieli, tradycje i historie pensji. Szczególnie jedna wydaje jej się wydumana i nieprawdopodobna – ta o tytułowej Abigel. Abigel jest to posąg czyniący cuda, usytuowany w kącie ogrodu przy szkolnym budynku. Nijaka Mici Horn kilkanaście lat temu wypłakiwała swoje smutki i żale na temat jej narzeczonego u stóp rzeźby. Następnego razu przechodząc obok Abigel spostrzegła list, który jak się okazało był wiadomością od jej ukochanego. Od tamtej pory wszystkie dziewczęta w razie problemów zwracają się do Abigel z prośbami o pomoc i zawsze otrzymują odpowiedź.

Georgina uznaje to za stek bzdur i wymysłów jej nowych koleżanek. Jakiś czas później dziewczyna traci dobry kontakt z całą klasą – a wszystko to przez głupią zabawę i nieuzasadnioną urazę Giny. Od tamtej pory przebywanie na pensji staje się już nie okropne, lecz nie do zniesienia. I mniej więcej w tym okresie wiadomość zostawia jej Abigel. Przez zbieg różnych wydarzeń na terenie szkoły, jak i na Węgrzech, a także spotkanie z ojcem, dziewczyna musi zmagać się z okrutną wojenną rzeczywistością i strachem o siebie oraz rodzinę.  Do tego dochodzi tajemnica Abigel oraz informacja od ojca, że czuwa nad nią osoba, którą od dawna zna i w razie czego pomoże jej uciec, gdy zagrozi jej niebezpieczeństwo.

Książka już od pierwszych stron wciąga, ujmuje swoim językiem, a okruchy tajemnicy dopełniają tę historię i ukazują niesamowitą opowieść o trudnym dorastaniu dziewczyny, naiwnej i zaplątanej w wojennych czasach.

 Kim jest Abigel? Kim jest jej „anioł stróż”? Jak zakończy się ta historia? Sięgnijcie po „Tajemnicę Abigel”, by uzyskać odpowiedzi na te i inne pytania. Gorąco polecam.

Moja ocena:

>>5/6<<

Za możliwość przeczytania książki dziękuję księgarni internetowej Merlin.


środa, 22 sierpnia 2012

Poślij chociaż słowo - Orlando Figes


Tytuł oryginalny: Just send me a Word. A true story of love and survival In the Gulag
Wydawnictwo: Magnum
Przekład: Władysław Jeżewski
Rok wydania polskiego: 2012
Ilość stron: 380

„Poślij chociaż słowo” to wspaniała książka oparta na autentycznych dokumentach, które stanowią przepięknej treści listy, pisane do siebie nawzajem przez Lwa i Swietę. Bohaterowie zostali rozdzieleni przez system sowiecki. Powracający z wojny Lew, inżynier, zostaje pod byle pretekstem skazany na pobyt w obozie pracy w Peczorze. Swieta, jego dziewczyna, nadal mieszka, kończy studia i pracuje w Moskwie. W tych trudnych warunkach piszą do siebie regularnie, znajdują nawet sposób na to, ażeby docierał do nich każdy, pisany nielegalnie, najczęściej pod osłoną nocy, na skrawku byle jakiego papieru, list.

A listy te są przepiękne, pełne intelektualnych treści i miłosnych wyznań najlepszej próby. Równolegle – opisy sytuacji, położenia innych ludzi. Czasem, na ile się da otwarcie, czasem, w wysublimowanej i zaszyfrowanej postaci. Piękny przykład ginącej epistolografii. Żywotna nadzieja na przetrwanie w trudnych czasach. Jest paradoksem że pobyt w łagrze oboje traktują, jako niewypowiedzianą mękę i przyczynek tęsknoty, z drugiej strony zaś jako element zastany sowieckiej rzeczywistości.

Na podstawie książki można wyprowadzić wnioski dotyczące homosovieticus. Brutalność łagrowej rzeczywistości z jej wszystkimi szykanami, ograniczającymi wolność człowieka, brakiem jedzenia, dostępu do elementarnych środków higieny, systemem kar i przygan, z drugiej strony pokorna oddana praca i wiara Lwa, osoby światłej i mądrej i tak niesprawiedliwie męczonej, że pracuje dla kraju, dla dobra wspólnego, chociażby na zesłaniu.

Dzielna Swieta z kolei, wspomagająca nie tylko ukochanego, ale też jego współbraci w niewoli, także zdaje się pozostawać w przekonaniu, iż system w którym żyje jest słuszny.

Ale niezależnie od tych dywagacji  politycznych, historię zakochanych należy przeczytać przede wszystkim dla poznania meandrów takiej miłość, która rzadko się zdarza. To jest historia długich lat oczekiwania na człowieka wyrzuconego poza społeczeństwo, przy niesłabnącej miłości i rosnącym wzajemnym przywiązaniu. Znajdziemy tu także znakomity przykład ilustrujący siłę i zaradność kobiety. Zainteresowanych odsyłam bezpośrednio  do kart opowieści.

Historię tę opisał jej autor Orlando Figes – historyk i pisarz brytyjski, na podstawie zachowanej obszernej dokumentacji listowej. Jest to podobno najpełniejsza i najdłuższa zachowana korespondencja z Gułagu. 

To oczywiście nie jest ckliwa i wartka opowiastka z happy endem. To jest rzetelnie opisana historia wielkiej miłości , która dała siłę przetrwania w warunkach nieludzkich, uchybiających człowieczeństwu.
Książka jest zupełnie pozbawiona dialogów. Należy czytać ją powoli i w skupieniu, sącząc z niej także bardzo dobrze podaną solidną porcję wiedzy stricte historycznej o podłych czasach.

Szczerze polecam tę pozycje czytelnikom. Dla mnie jest to książka z gatunku tych , po lekturze których ma się wrażenie, że czytało się coś wyjątkowo wartościowego, zapadającego w pamięć na długo,  a przede wszystkim  pobudzającego do głębokich refleksji.

Moja ocena:
>>6/6<<

Za możliwość przeczytania wspaniałej książki dziękuję księgarni internetowej Merlin.
Powieść możecie nabyć tu.
I jeszcze mała zachęta:






wtorek, 21 sierpnia 2012

Opinie #1 ("Dotyk Julii", "Informacjonistka", "Córka dymu i kości")

Pomyślałam, że nie ma sensu wysilać się na długie i z gruntu bezsensowne recenzje, gdy nie mam o książkach zbyt wiele do powiedzenia i postanowiłam zapoczątkować serię postów z opiniami zbiorowymi, które będą się pojawiać na blogu co jakiś czas. 


"Dotyk Julii" - Tahereh Mafi
Powieść opowiada o dziewczynie, której dotyk zabija i z tego powodu została ona odizolowana od świata. Pewnego dnia do jej celi trafia Adam - chłopak, który wydaje się jej znajomy. Okazuje się, że na talencie Julii zależy nowemu władcy, który chce go użyć jako broni i składa nastolatce propozycję nie do odrzucenia... 

I dalej to się wszystko tak toczy i toczy i jest coraz bardziej miałkie. Aż nie chce mi się wierzyć w twierdzenia autorki, że nie widziała "X-men'ów", przed napisaniem swojej powieści. Julia przypomina Rouge, Adam Bobby'ego, a dalej to już się czułam, jakbym do jakiejś innej wersji szkoły Charles'a Xavier'a trafiła. 
I jeszcze ten styl pisania. Tak bardzo bardzo bardzo żenujący. Jak w tandetnym romansidle... Kto nie wierzy niech sobie poczyta na głos, wtedy te dialogi na cztery nogi nabierają dopiero pełnego wymiaru. Zupełnie nie wiem, czemu po przeczytaniu oceniłam na 3,5/6, w sumie to powinno być niżej. To chyba dlatego, że lubię "X-men'ów".




"Informacjonistka" - Taylor Stevens
Vanessa Michael Munroe ma dość nietypowe zajęcie - zbiera informacje na zlecenie bogatych firm i korporacji. Pewnego dnia biznesmen Richard Burbank prosi ją, aby udała się do Afryki i spróbowała znaleźć jakiś ślad po jego zaginionej cztery lata temu córce. Essa zgadza się i powraca do krainy swojego dzieciństwa, dawnych wspomnień i ukrytych za nimi demonów...

Na okładce napisano: "niezwykły thriller, mocny i poruszający z przyprawiającym o dreszcz zabójczym finałem". Cóż ja jednak muszę to chyba trochę zdementować... Po pierwsze nudnawy, mało wciągający, tematyka taka sobie, niezbyt interesuje mnie polityka Afryki, za nic nie mogłam się w niej połapać, a wyjaśnienia Vanessy tylko jeszcze bardziej mi wszystko gmatwały. Bohaterowie zaś to prawdziwi herosi, przez 90% powieści wszystko im się udawało, od razu wpadli na trop zaginionej, zręcznie umykali pościgom, wojsku i zabójcom. Co do tego końca, to moim zdaniem przede wszystkim nie pasował do całości. Bo akcja toczyła się słodko, lekko i przyjemnie, aż tu nagle znikąd pojawili się żołnierze (których przecież nasza dzielna grupa zmyliła, zgubiła i w ogóle nie powinno ich tam być!) i zrobili "zabójczy finał"... Ech, rozczarowałam się, spodziewałam się czegoś znacznie lepszego... A jakby tego było mało to domyśliłam się, kto zdradził Essę... 2/6


"Córka dymu i kości" - Laini Taylor
Karou to mieszkająca w Pradze dziewczyna, wychowana przez chimery . Pewnego dnia na drzwiach prowadzących do sklepów jej ojczyma pojawiają się tajemnicze odciski dłoni, a wkrótce potem wszystkie one zostają spalone, a Karou jest ścigana przez serafina Akivę o morderczych instynktach... 

Marne to moje streszczenie początku fabuły, ale jest ona tak rozbudowana, że po prostu nie da się jej zawrzeć w kilku zdaniach. Jestem pełna podziwu dla siły wyobraźni autorki, jej książka to coś wspaniałego! Z utęsknieniem wyczekuję kolejnej części, muszę koniecznie poznać dalsze losy Karou, dowiedzieć się, czy będzie w stanie wybaczyć Akivie krzywdę jej rodziny i czy dalej będzie go kochać. Ta powieść to prawdziwa perła - 5,5/6. Polecam!

Czytaliście którąś z tych książek? Jakie są wasze wrażenia?

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Królestwo piekieł. Powstanie Warszawskie - Sven Hassel


Tytuł oryginału: Reign of hell
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Przekład: Joanna Jankowska
Rok wydania polskiego: 2011
Ilość stron: 347 

Warszawa rzuca wyzwanie okupantowi, szukając odwetu za kilka lat upokorzeń i mordów. Hitlerowcy postanawiają utopić ją w morzu krwi i zetrzeć z powierzchni ziemi, aby kolejne pokolenia wspominały ze zgrozą to, co się stało. Otwierają więc drzwi do Królestwa piekieł...
Karny batalion Wehrmachtu zostaje przerzucony z frontu wschodniego do okupowanej stolicy Polski, w której szaleje demoniczny Oskar Dirlewanger, Oberführer SS, znany ze swego sadyzmu i bezwzględności. Naziści, zdając sobie sprawę, że wojna jest już przegrana, nie mają nic do stracenia i pogrążają się w szaleństwie zabijania.

Bohaterów poznajemy, kiedy przebywają w obozie w Sennelager, razem z nimi jesteśmy świadkami brutalności i okrucieństwa, z jakim traktowani są nowi rekruci. Do karnego batalionu numer 999 brani są ludzie wyjęci spod prawa, mordercy, pedofile, złodzieje, czy też przeciwnicy polityczni, którzy powinni zostać rozstrzelani albo odsiadywać wyroki w więzieniu, jednak w zamian za to zaoferowano im służbę wojskową, która pozwoli im odkupić dawne winy.

Wkrótce potem razem ze Svenem, Portą, Starym, Legionistą i Małym wyruszamy na front, by walczyć z Rosjanami. Dalej akcja toczy się już szybko. Każdego dnia towarzyszą nam huki eksplozji, odgłosy strzelanin, jęki rannych i wrzaski żywych. Zawierucha wojenna rzuci nas w końcu na tereny Polski, gdzie będziemy świadkami walk powstańców w Warszawie.

Postanowiłam napisać wstęp w formie „my”, gdyż może to pomoże mi uzmysłowić Wam, jak ogromną siłę oddziaływania ma na czytelnika ta powieść. Czytając ją, miałam wrażenie, jakbym sama brała udział we wszystkich zawartych w niej wydarzeniach.  Ta książka wręcz powala na kolana swoją autentycznością, świetną kreacja bohaterów, czy też dokładnymi opisami. Daje się odczuć fakt, że jej autor brał udział w wojnie i opisuje częściowo także swoje doświadczenia.

„Do rzeczywistości przywołał mnie dopiero wybuch pocisku. Teren wokół nas był wypełniony dymem i panicznie biegającymi ludźmi z miskami w rękach.
- No i, w pizdu, po kolacji – stwierdził wściekły Porta.
Jakiś przypadkowy pocisk wylądował na środku skwerku. Kucharz leżał rozerwany na kawałki. Ale co tam on, znikło bouillabaisse*. Patrzyliśmy z przerażeniem pod nogi. Gęsta lepka ciecz z rybną wkładką płynęła obok nas do studzienki ściekowej. „
*bouillabaisse – zupa rybna

W powieści bardzo szokował mnie fakt, jak nisko na wojnie ceniono ludzkie życie. Dowódcy bezmyślnie posyłali na śmierć w z góry przegranej bitwie kolejne kompanie. Jeńcy i ranni byli bezlitośnie zabijani, mordowano całe setki niewinnych cywilów, przeważnie kobiety, dzieci i starców. Dla prostego żołnierza najważniejsze było tylko przetrwanie i zaspokojenie własnych potrzeb, a dobroć i pomoc innym właściwie znikały ze sceny.
Podczas czytania powieść wydawała mi się miejscami dość chaotyczna np. w jednym rozdziale zagubiony Sven dostał kulkę w kark i nie pomógł mu żaden lekarz, a w następnym już jest razem z przyjaciółmi i nie ma mowy o żadnej ranie. W tym momencie czułam się tak, jakby ktoś wyciął z książki cały rozdział. Innym razem, bohaterowie poznają dwójkę Polaków, którzy przez jakiś czas towarzyszą im w drodze, a potem nagle znikają i nie wiadomo, co się z nimi stało. Takich sytuacji jest więcej – wprowadzeni zostają jacyś epizodyczni bohaterowie, po czym bez słowa wyparowują. Nigdy nie mogłam się też doliczyć, ile osób było w kompanii Svena, bo jak wychodzili na akcję, to wydawało się na przykład, że idą w piątkę, a potem niespodziewanie odzywał się ktoś, o kim myślałam, że go tam nie ma…

Myślę, że takie prowadzenie narracji wynika z tego, o czym już wcześniej wspomniałam, że dla opowiadającego całą historię Svena po prostu takie drobiazgi nie były wystarczająco ważne i możliwe, że będąc na wojnie wcale nie zwracał na nie uwagi. A to tylko pokazuje, jak bardzo wojna może uniewrażliwić człowieka na los będących obok ludzi…

„Królestwo piekieł. Powstanie Warszawskie” to zdecydowanie jedna z lepszych powieści wojennych, jakie zdarzyło mi się przeczytać, nie ma w niej koloryzowania, bezsensownej odwagi, czy bohaterstwa, jest tylko brutalna walka o przetrwanie i nadzieja na rychły koniec wojny i powrót do domu. Książka zdecydowanie jest godna polecenia, po prostu trzeba ją przeczytać.

Moja ocena:
>>5,5/6<<

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Instytutowi Wydawniczemu Erica. 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Uwaga!

Wszystkie teksty zawarte na niniejszym blogu chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.