środa, 15 sierpnia 2012

Obietnica mroku - Maxime Chattam


Tytuł oryginału: La promesse des tenebres
Wydawnictwo: Sonia Draga
Przekład: Krystyna Szeżyńska-Maćkowiak
Rok wydania zagranicznego: 2009
Rok wydania polskiego: 2012
Ilość stron: 468

„Obietnica mroku” to najnowsza powieść pisarza zwanego „geniuszem thrillera >>made in France<<.  Ma on już na swoim koncie kilkanaście książek w tym słynną „Trylogię zła”, która szybko trafiła na listy bestsellerów. Ja właśnie zetknęłam się z jego twórczością po raz pierwszy i przyznam szczerze, że jestem z tego spotkania bardzo zadowolona.

Brady O’Donell to dziennikarz, ogarnięty czymś na kształt kryzysu wieku średniego. Praca nie przynosi mu już satysfakcji, a relacje z żoną stale się pogarszają. Pomocną dłoń wyciąga do niego przyjaciel Pierre, który proponuje mu stworzenie reportażu o filmach pornograficznych. Daje mu namiary pracującej w tej branży aktorki Rubis, która ma ochotę na zwierzenia. Początkowo niepewny Brady przekonuje się do tego pomysłu i umawia się z dziewczyną w odludnym miejscu. Rozmowa nie układa się najlepiej, a załamana psychicznie kobieta strzela sobie w głowę na jego oczach. Bohater ucieka z miejsca zbrodni. Obraz odbierającej sobie życie Rubis nie daje mu spokoju, mężczyzna postanawia dowiedzieć się, co skłoniło ją do tak desperackiego czynu. Lecz ludzie od porno nie tolerują mieszających się w ich sprawy intruzów. Po piętach depcze mu także Annabel – jego żona policjantka, której przydzielono tę sprawę…

Fabuła, no cóż, może nie jest porywająca od pierwszej strony, ale dalej się rozkręca. Brady’ego szybko wciąga bagno, w które wdepnął. Dotarcie do ludzi, którzy zniszczyli Rubis, nie jest łatwe, a na każdym jego kroku mnożą się przeszkody. Coraz więcej osób chce uciszyć namolnego dziennikarza, ale on się nie poddaje, nawet gdy zaczynają grozić jego najbliższym.
Podczas czytania zastanawiałam się, jak można tak ryzykować swoje życie i wszystko, co się kocha dla nieznanej i zmarłej dziewczyny. Czy nie lepiej zapomnieć i zająć się własnymi sprawami? Ale to jednak nie jest takie proste, gdy w nocy dręczą koszmary a w uszach cały czas brzmi huk wystrzału. Tak więc rozumiem motywację bohatera i jego chęć odkrycia prawdy w nadziei, że wtedy uda mu się ukoić potworne wspomnienia. Bardzo dobrze przedstawiona została swego rodzaju paranoja Brady’ego – to jak sprawa samobójstwa Rubis opanowuje jego myśli i duszę krok po kroku i przemienia się w prawdziwą obsesję.

W pewnym momencie wystraszyłam się, że świetnie prowadzona narracyjnie książka przemieni się z całkiem realnej historii w jakiś denny paranormal. To przez nawiązanie autora do aktualnych trendów w literaturze. Na szczęście tak się nie stało, z czego ogromnie się cieszę, bo inaczej całą powieść można by w zasadzie spisać na straty.

Kiedy już oswoiłam się z lekko kontrowersyjnymi aspektami tej książki (mam tutaj na myśli opisy różnych w większości obrzydliwych filmów porno), zaczęło mi się ją czytać bardzo szybko. Pędziłam do końca jak rakieta, a tam czekał na mnie wielki wybuch! W ogóle się nie spodziewałam tego co się stało, no dobra wiedziałam, że Brady da radę, no ale żeby potem taki zwrot akcji wprowadzać? To obłędne, wręcz genialne. Choć nie powiem, żeby nie było mi potem szkoda tego biednego bohatera, który zabrnął zdecydowanie za daleko…  

Mówiąc w skrócie, „Obietnica mroku” to fascynujący thriller, który zabierze Was do mrocznych dzielnic Nowego Yorku i pokaże świat, o którym Wam się nawet nie śniło. Cieszę się, że miałam okazję go przeczytać, muszę sięgnąć też po inne powieści tego autora. Gorąco polecam.

Moja ocena:

>>5/6<<

Za możliwość przeczytania świetnej książki dziękuję Księgarni Merlin.



niedziela, 12 sierpnia 2012

Dym i lustra - Neil Gaiman


Tytuł oryginału: Smoke and Mirrors: Short fictions and illusions
Wydawnictwo: Nowa Proza
Przekład: Paulina Braiter
Rok wydania zagranicznego: 1988
Rok wydania polskiego: 2012
Ilość stron: 372 
„Dym i lustra” to zbiór kilkunastu opowiadań i wierszy, stworzonych przez autora na przestrzeni wielu lat jego twórczej pracy. We wstępie szczegółowo przedstawił on, jakie były przyczyny powstania każdego z utworów, które różnią się od siebie tematyką a często także i stylem.

Mi ogromnie podobały się trzy nowelki – „Rycerskość”, „Złote rybki i inne historie” oraz „Morderstwa i tajemnice”. Pierwsza z nich opowiadała o starszej pani, która kupiła w second-handzie kielich - Święty Graal, a następnie zaczął ją odwiedzać rycerz, przybywający z czasów króla Artura. Kolejna przytaczała wydarzenia z życia pisarza, którego książka miała zostać sfilmowana. Pojechał więc do Hollywood by ustalić szczegóły scenariusza. Zmuszony wnosić kolejne poprawki, raz za razem, w końcu zaczął się zastanawiać, po co w ogóle go tam sprowadzono i jaki naprawdę film chcieli nakręcić spotykający się z nim ludzie. Ostatnie opowiadanie trafiło do mnie chyba najbardziej ze wszystkich. Pewnego wieczoru jego bohater, tułając się samotnie po ulicach, spotkał mężczyznę, który poprosił go o papierosa, a w zamian obiecał opowiedzieć mu pewną historię. Przekazał mu opowieść sprzed stworzenia wszechświata, o zbrodni, którą popełniono w mieście aniołów…

 
Wszystkie utwory są bardzo oryginalne, niebanalne, mają w sobie pewną dozę magii i niezwykłości charakterystyczną dla tego pisarza. Neil Gaiman posiada bardzo wszechstronny talent do tworzenia zarówno prozy, jak i poezji. Niestety nie wszystkie jego dzieła oczarowały mnie jednakowo. Tak jak to zwykle bywa w tego typu zbiorach, jedne były lepsze a inne gorsze. W niektórych z nich  problem stanowiło to, że niezbyt wciągały, nie porywały, nie wzbudzały szczególnych emocji. Zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu opowiadania niż wiersze, zresztą zawsze bardziej ceniłam beletrystykę.

Bez wątpienia należy wspomnieć w tym miejscu o przepięknej, cudownej, przyciągającej wzrok okładce. Została świetnie dopasowana do treści jednego z utworów. Bardzo podoba mi się to zatarcie granic między fotografią a rysunkiem, no po prostu coś wspaniałego!

Neil Gaiman to pisarz, który bez wątpienia wyróżnia się na tle innych, posiada swój własny niepowtarzalny styl, którym od lat przyciąga czytelników. Cieszy mnie to, że jego dzieła, które powstały już dosyć dawno i obecnie dość trudno je zdobyć, są wciąż na nowo wydawane. Czekam na kolejne reedycje, bo na pewno nie skończyłam jeszcze mojej przygody  z jego twórczością.
Polecam tę książkę wszystkim, bo jestem w stu procentach pewna, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

 Moja ocena:
>>4/6<<

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Nowa Proza.



czwartek, 9 sierpnia 2012

Trenuj swój umysł - Terry Horne, Simon Wootton


Tytuł oryginału: Train your brain
Wydawnictwo: Edgard
Przekład: Jacek Środa
Rok wydania zagranicznego: 2007
Rok wydania polskiego: 2010
Ilość stron: 342

Książka „Trenuj swój umysł” to kilkaset stron pełnych przydatnych porad, które pomogą nam rozwinąć pamięć, zdolności logicznego myślenia i kojarzenia faktów.
Poradnik podzielony jest na wprowadzenie i trzy kolejne części rozwinięcia. Na początku możemy dowiedzieć się czegoś więcej o biologiczno-chemicznej budowie mózgu i podstawie jego działania. Dalej dowiemy się między innymi: jak mądrze się odżywiać, by stymulować pracę umysłu, jak zarządzać swoim nastrojem i zwalczać stres. A to tylko przygrywka do właściwych zagadnień.

Następnie autorzy uraczą nas serią rad na temat usprawniania pamięci, rozwoju inteligencji i zwiększenia IQ. Potem poznamy tajniki myślenia numerycznego, stosowanego, refleksyjnego, wizualnego, kreatywnego, werbalnego i etycznego. A wszystko to w tej stosunkowo niezbyt obszernej pozycji. Swoją drogą, czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, jak wiele jest odrębnych rodzajów myślenia? Przyznam, że mnie to nieco zaskoczyło. Tym chętniej zabrałam się za tę fascynującą lekturę.

 „Przestań marudzić i szukać dziury w całym. Nie narzekaj. Pogorszy to tylko nastrój ludzi wokół ciebie – a w efekcie i twój. Nastrój jest bowiem zaraźliwy. Twój dobry humor może poprawić nastrój innym, a wtedy ich lepszy humor poprawi i twój. Gdy widzisz coś, co ci się podoba, powiedz o tym głośno. Nie krytykuj innych, by poczuć się lepiej.”

Cóż, ktoś mógłby powiedzieć, że powyższe to same oczywiste oczywistości, jednak życie pokazuje, jak ciężko jest nam czasem się do nich dostosować. Według poradnika, aby w móc w pełni cieszyć się wszystkimi możliwościami swojego umysłu musimy przede wszystkim zacząć od pozbycia się złych nawyków, a dopiero potem przejść do ćwiczeń takich jak sudoku, krzyżówki i inne logiczne zadania.

Książka napisana jest bardzo przystępnym, prostym językiem, który bez problemów dotrze do każdego odbiorcy. Świetnie rozwiązany jest sposób przekazywania informacji. Tak zwane „złote myśli” zawarte są na szarym tle, co je wyróżnia spośród reszty tekstu, po każdym rozdziale następuje podsumowanie w punktach. To wszystko sprawia, że poradnik jest czytelny, nie rozprasza uwagi i nie dekoncentruje, a czytelnik  może się skupić tylko na zawartych w nim treściach.

Zapomniałam wspomnieć, że książka zawiera mini test IO, a także zestaw ponad trzydziestu różnorakich ćwiczeń, które pomogą nam je rozwinąć.  Część z nich jest naprawdę trudna i wymaga spędzenia przy nich sporo czasu, którego w wakacje na pewno nikomu nie brakuje. ;)

A i jeszcze mam tu dla Was bardzo interesującą rzecz:

„Twój mózg posiada naturalną i nieuświadomioną zdolność przewidywania przyszłości. Nieświadomie przetwarza najróżniejsze rodzaje informacji – wiele z nich wyczuwa intuicyjnie. Im lepiej nauczysz się dostrzegać otaczające się bodźce, tym większa ilość danych wzbogaci twój system przewidywania. Jednocześnie tym większa będzie dokładność twoich prognoz. Stanie się to twoim intuicyjnym szóstym zmysłem. „ 
To raczej potwierdza to, co już kiedyś słyszałam, że każdy z nas ma ukryte w sobie swego rodzaju zdolności mediumiczne, jednak mała ilość osób zdaje sobie z tego sprawę. Zainteresowanych tym, jak je odkryć i rozwinąć, zapraszam do sięgnięcia po książkę.

Poradnik był bardzo ciekawą lekturą, obfitującą w wiele zajmujących treści. Polecam go gorąco wszystkim. To niezbędny podręcznik, dzięki któremu uda się Wam odkryć i rozwinąć wiele nowych i przydatnych umiejętności.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Edgard.


środa, 8 sierpnia 2012

Władca wilków - Juraj Červenák


Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Tytuł oryginału: Vladca Vlkov
Przekład: Agata Mickiewicz-Janiszewska
Seria: Czarnoksiężnik
Tom: 1
Rok I wydania zagranicznego: 2009
Rok I wydania polskiego: 2012
Ilość stron: 368


Awarowie zabrali mu wszystko to, co najbardziej kochał. Od tamtej pory Rogan poprzysiągł im krwawą zemstę. Walczył na wojnach i przyczynił się do rozbicia imperium wroga. Teraz zostały tylko Krwawe Psy – najbrutalniejszy, nieznający strachu oddział. Rogan ściga ich w mrocznych lasach położonych za Hronem. Jego celem jest Kirt – kryjówka Awarów. Dotarcie do niej to jednak nie łatwizna, bo nikt dokładnie nie wie, gdzie się znajduje. Los stawia na drodze wojownika wiedźmę Mirenę, która postanawia pomóc mu osiągnąć cel. Czy im się to uda? Czy tylko we dwójkę dadzą sobie radę z całą armią? A może dołączy do nich ktoś jeszcze?

„Władca wilków” przenosi w czasy dawnych wierzeń, obrzędów pełnych magii, bóstw, którymi żądzą ludzkie namiętności i pragnienia.

Książka ma wielka siłę oddziaływania na wyobraźnię i podświadomość. Nie zdawałam sobie z tego do końca sprawy, dopóki wydarzenia w niej zawarte nie przyśniły mi się w nocy! To był naprawdę piękny sen, pełen wyrazistych barw i dzikiej przyrody. Przedstawiał zawarty w powieści świat bogów, który szczerze mówiąc spodobał mi się najbardziej. Należy w tym miejscu pochwalić autora za wyraziste i plastyczne opisy, których w powieści nie brakowało.

Fabuła została bardzo dobrze nakreślona. Wydarzenia wciągały, nie chciało się od nich oderwać. Niektóre rzeczy udało mi się przewidzieć, ale nie miało to specjalnie wpływu na zakończenie, stanowiło tylko jego ułamek.

Momentami wydawało mi się, że postaci używają zbyt współczesnego języka, jak na tamte czasy. Udało mi się jakoś do tego przyzwyczaić, choć na początku nie było to łatwe, a niektóre odzywki wręcz mnie irytowały.

Rzadko mi się to zdarza, ale w tej powieści żaden bohater tak naprawdę nie przypadł mi do gustu na tyle, żebym drżała o jego los i ekscytowała się tym, co robi. Wszystkie postacie były mi raczej obojętne. Nie wiem, dlaczego tak się stało, może dlatego, że, jak dla mnie, ich charaktery były raczej dosyć schematyczne, a czyny przewidywalne. Chodzi tu też o to, że gdy na przykład wyznawali swoje motywy, które sprawiają, że ścigają Awarów, to to, co mówili zawsze było prawdą i z góry wiedziało się potem, jak będą postępować. Zdecydowanie za dużo szczerości…  Jedynie Morena ( nie mylić z Mireną!) mnie zafascynowała, ale niestety pojawiła się na krótko.

Jednak sposób, w jaki skonstruowana jest cała historia i świetnie wykreowana boska kraina, o czym już wcześniej wspominałam, całkowicie nadrabiają inne drobne braki.

Należy jeszcze zwrócić uwagę na idealny rozmiar czcionki. We wszystkich książkach właśnie taka powinna być używana. To prawdziwa przyjemność dla oczu.

Podsumowując, „Władca wilków”, to bardzo interesująca powieść z gatunku fantasy, wykorzystująca w tle także historyczne wydarzenia. Ma w sobie klimat niezapomnianej „Starej baśni”, a przy tym jest nowatorska i oryginalna. Cieszę się, że to tylko wstęp do kolejnych tomów i mam nadzieje, ze ukarzą się one szybko, bo naprawdę mam na nie ochotę. „Władcę…” mogę polecić, jako miłą odmianę, zarówno miłośnikom książek fantastycznych, jak i innym czytelnikom, którzy szukają nowych wrażeń.  

Moja ocena:
>>5/6<<

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Instytutowi Wydawniczemu Erica.





poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Studnia bez dnia - Katarzyna Enerlich

Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 248


Bardzo lubię Toruń i jego zabytki, ale nie przypuszczałam, że może być aż tak tajemniczy. Za sprawą nowej książki Katarzyny Enerlich udało mi się tymczasem spenetrować zakątki Torunia w zupełnie nowej płaszczyźnie. Już sam początek powieści  zapowiada nietuzinkową fabułę. Trzydziestoletnia Marcelina zostaje wdową w wyniku nieprawdopodobnego splotu okoliczności, którego nie zdradzę, bo odbiorę całą przyjemność lektury tego błyskotliwego, acz tragicznego wstępu do jej przygód. W konsekwencji powyższego jest zmuszona rozpocząć nowe życie. Nowe mieszkanie. Nowa praca. Nowi znajomi. A w tle historia – legenda o toruńskim kupcu Martinusie Teschnerze, który obdarowywał swoje kochanki wspaniałymi pierścieniami. Wokół jednego z nich, z oczkiem z cennego rubinu toczy się fabuła powieści. Owiany legendą opowiadaną przez przyjaciółkę Marceliny, przewodniczkę turystów zwiedzających zabytki Torunia, zostanie pewnego dnia odnaleziony przez główną bohaterkę w trzynastowiecznej studni. A że studnia odkryta zostanie nagle w rzeźbiarskiej pracowni to tylko dodatkowy smaczek (oparty n a faktach). Nawet z kryminalnym wątkiem w tle……
A jak to wszystko się stało i jak to stać się mogło -  doczytajcie sobie sami.  

Autorka ma rzeczywiście niebywale lekkie pióro i tak zwana fantazję historyczną. Książka pełna jest błyskotliwych dialogów, ciętych ripost, nagłych zwrotów akcji, realistycznych opisów klimatycznych miejsc w Toruniu. a wspomniane opisy bardzo działają na wyobraźnię, szczególnie osób wrażliwych na piękno starych przedmiotów, bibelotów, czyli inaczej- ludzi  pochylających się ze wzruszeniem nad każdym zakurzonym rupieciem .  Autorka umie budować nastrój chwili, co pozwala jej wyczarowywać historie w oparciu o spojrzenie na przedmiot typu obraz, książka, pod warunkiem oczywiście, że są odpowiednio stare.  Powyższe połączone ze sporą dawką wiedzy czysto historycznej jest wykorzystane przy swobodnym kreowaniu zdarzeń przeszłych i teraźniejszych. Oczywiście, fikcja miesza się z prawdą, mit z faktem. Fabuła okraszona jest elementarną  znajomością psychologii kobiet. 
W ten  oto sposób powstała historyjka o dzielnej młodej wdowie, która niczego się nie lęka i daje sobie radę w okolicznościach, w jakich przyszło jej żyć.  Przy czym wcale nie marzy o tym, żeby zawiesić się na jakimś kolejnym  mężczyźnie, a poza tym jest bardzo wspaniałomyślna (sprawdźcie, dlaczego tak sądzę).

 Błyskotliwość narracji i naprawdę dobre dialogi powodują, iż należy tę powieść polecić szczególnie na wakacyjny lekki i beztroski czas.
Historyczne wycieczki, jakie czyni autorka ,w konsekwencji przyjęcia za kanwę opowieści faktów i mitów z przeszłości Torunia, nakazują wręcz sięgnąć po inne powieści Katarzyny Enerlich, których jak dotąd nie czytałam. Szczególnie wiele obiecuję sobie po trylogii „Prowincja” dotykającej, jak sadzę, problematyki historii Mazur.

Moja ocena:
>>5/6<<

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG. 


sobota, 4 sierpnia 2012

Mechaniczny książę - Cassandra Clare

Tytuł oryginału: The Clockwork Prince. The Infernal Devices – Book Two
Wydawnictwo: MAG
Przekład: Anna Reszka
Seria: Diabelskie maszyny
Tom: 2
Rok I wydania zagranicznego: 2011
Rok I wydania polskiego: 2012
Ilość stron: 494

W magicznym podziemnym świecie wiktoriańskiego Londynu Tessa znalazła bezpieczne schronienie u Nocnych Łowców. Jednakże bezpieczeństwo okazuje się nietrwałe, kiedy grupa podstępnych członków Clave zaczyna spiskować, żeby odsunąć jej protektorkę Charlotte od kierowania Instytutem. Gdyby Charlotte straciła stanowisko, Tessa znalazłaby się na ulicy… jako łatwa zdobycz dla Mistrza, który chce wykorzystać jej moc do własnych celów.
Z pomocą przystojnego i autodestrukcyjnego Willa oraz zakochanego w niej Jema Tessa odkrywa, że wojna Mistrza z Nocnymi Łowcami wynika z osobistych pobudek. Mistrz obwinia ich o spowodowanie tragedii, która zniszczyła mu życie. Żeby poznać tajemnice przeszłości, cała trójka odbywa podróże do mglistego Yorkshire, do rezydencji, w której kryją się nieopisane okropieństwa; do londyńskich slumsów i zaczarowanej sali balowej, gdzie Tessa odkrywa, że prawda o jej pochodzeniu jest bardziej złowieszcza, niż przypuszczała. Kiedy troje przyjaciół spotyka mechanicznego demona, który przekazuje Willowi ostrzeżenie, uświadamiają sobie oni, że Mistrz wie o każdym ich kroku… i że ktoś ich zdradził.
Tessa zaczyna zdawać sobie sprawę, że jej serce bije coraz mocniej dla Jema, choć nadal dręczy ją tęsknota za Willem, mimo jego mrocznych nastrojów. Coś jednak zmienia się w Willu, kruszeje mur, który wokół siebie zbudował. Czy odnalezienie Mistrza uwolni Willa od sekretów i da Tessie odpowiedzi na pytania, kim jest i dlaczego się urodziła? 


Długi ten opis ze strony wydawnictwa, ale nie zawiera w sobie nawet połowy wydarzeń, z którymi przyszło mi spotkać się w tej części. Nie mogłam się jej wprost doczekać, kiedy jakiś czas temu zapoznałam się z pierwszym tomem.

Lektura tego zajęła mi prawie całą noc. Wprost nie mogłam się od niego oderwać. Niemalże każda strona obfitowała w niespodzianki. Nie sposób było się nudzić, kiedy w najbardziej niespodziewanych momentach następowały jeszcze bardziej szokujące zwroty akcji.

Bardzo podobały mi się opisy wiktoriańskiego Londynu, które składały się na niezapomnianą atmosferę tej powieści. To świetnie, gdy niesamowite wydarzenia rozgrywają się na tle historycznie prawdziwych miejsc. Nadaje to wtedy książce dużego stopnia wiarygodności. Osobiście wolę to, niż całkowicie wymyślone krainy, gdzie wszystko może się zdarzyć, a wiele rzeczy zdecydowanie przeczy prawom fizyki.

Uwielbiam książki, gdzie oprócz romansu główną rolę odgrywa także przygoda. Im więcej mrocznych tajemnic tym lepiej. Seria „Diabelskie maszyny” w pełni wpasowuje się w moje czytelnicze gusta. Nie mogę się już doczekać trzeciego (i jeśli dobrze wiem ostatniego niestety) tomu. Jestem także pewna, że za kilka lat z chęcią powrócę jeszcze raz do całości.

Czy macie czasem tak, że ciężko jest Wam napisać recenzję powieści, którą uważacie za fenomenalną? Ja niestety, gdy przeczytam coś naprawdę świetnego, to mam problem z pisaniem, bo mam wrażenie, że nic co powiem o książce, nie będzie tak dobre jak ona sama. Tak zdecydowanie jest w przypadku „Mechanicznego księcia”. Wybaczcie mi zatem chaos w mojej dzisiejszej wypowiedzi, ale jestem pod tak ogromnym wrażeniem powieści, że zdania po prostu mi się nie kleją.

Polecam gorąco Wam wszystkim sięgniecie po tę wyjątkową serię. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie. Ja zaś w czasie oczekiwania na kolejny tom mam zamiar zapoznać się z innymi dziełami tej autorki. Ciekawe, czy będą się także tak dobrze prezentować?

Moja ocena:

>>5,5/6<<


Za możliwość przeczytania świetnej powieści dziękuję serdecznie Wydawnictwu MAG.

piątek, 3 sierpnia 2012

Ilustrowana szkoła gotowania - kuchnia włoska krok po kroku


Tytuł oryginału: A scuola di cucina. Attrezzi, tecniche, ricette e preparazioni di base illustrate step by step
Wydawnictwo: Jedność
Przekład: Edyta Tkaczyk-Borówka
Rok wydania polskiego: 2011
Ilość stron: 512

Już od dawna lubię gotować, poznawać nowe przepisy i testować je w praktyce. Choć nie zawsze wszystko wychodzi mi tak, jak powinno, to nie poddaję się i próbuję dalej. Kuchnia włoska fascynuje mnie chyba najbardziej. Uwielbiam spaghetti, pasty, pizzę, czy tiramisu. Do tej pory jednak nie miałam za bardzo, jak je robić (z braku dobrej książki kucharskiej) i zadowalałam się daniami w restauracjach. Teraz mogę już bez przeszkód sama spróbować swoich sił w pichceniu.

Postanowiłam zacząć swoją przygodę od ciasta na pizzę. Otworzyłam książkę na odpowiedniej stronie i zachwyciłam się dokładnym opisem. Najpierw wyszczególnione zostały potrzebne składniki. Potem sposób przygotowania przedstawiono na kilku zdjęciach. Obrazki były ponumerowane, a każdy z nich dodatkowo opisany. Nie sposób się pomylić, czy coś przeoczyć (co mi się niestety dość często zdarza).  Kiedy już ciasto spoczywało gotowe na blasze, zabrałam się za przyozdabianie – to zdecydowanie moja ulubiona część. Rozsmarowałam przygotowany wcześniej na podstawie przepisu z innej strony sos pomidorowy, ułożyłam salami, oliwki, pieczarki, przysypałam serem. Wstawiłam wszystko do pieca, poczekałam piętnaście minut i mogłam się cieszyć przepysznym obiadkiem.  Nawiasem mówiąc niewiele go dla mnie zostało, gdy tylko moja kochana rodzinka zwietrzyła tę aromatyczną woń. :)

Podczas przeglądania książki znalazłam przepisy na między innymi takie cudeńka, jak lasagne, ciasto francuskie, bezy, krem kataloński, pieczeń wołowa, omlety, sorbet, czy nawet tradycyjne włoskie sushi ;). Dowiedziałam się także jak przyrządzać rozmaite makarony i sosy do nich oraz jak wykorzystywać na przykład obierki od jabłka do sprytnego przyozdabiania stołu.

Jutro zamierzam zrobić na deser, wyglądający smakowicie mus z owocami leśnymi. Rano będę tylko musiała wybrać się do miasta po świeże malinki, jagody i borówki, a po południu mogę zaczynać. Chyba podwoję wszystkie składniki, bo coś czuję, że kremu może zabraknąć dla wszystkich moich domowych żarłoków.

Jestem absolutnie zachwycona tą książką. Nie dość, że jest pełna fantastycznych przepisów, to jeszcze wszystko jest wytłumaczone czarno na białym, każdy etap dokładnie opisany i sfotografowany. Dzięki temu wykonanie dań z kuchni włoskiej nie stanowi trudności dla nikogo. Poradzą sobie z tym nawet osoby, mające tak zwane „dwie lewe ręce” w gotowaniu.

Za pomniałam jeszcze wspomnieć o takich udogodnieniach, jak podzielenie księgi na rozdziały takie jak: ciasta, sosy, mięso, ryby, warzywa, owoce i słodkości. Na początku każdego z nich wymienione są narzędzia, które będą nam potrzebne do wykonania potraw. Oprócz tego na końcu znajdziemy bardzo pomocny słowniczek z tłumaczeniem włoskich zagadnień i kucharskich terminów. Do tego dochodzi także szczegółowy indeks, który pozwala na szybkie znalezienie konkretnych przepisów.

Bez wątpienia będę jeszcze często korzystać z tej książki i wypróbowywać kolejne dania.
Wszystkim, którzy cenią sobie dobrą kuchnię i są otwarci na nowe smaki, gorąco polecam tę pozycję. Powiem więcej – uważam, że jest ona niezbędna w każdym domu, bo zdecydowanie nie należy ograniczać się tylko do znanych nam z dziada pradziada przepisów, a trzeba być otwartym na nowe kulinarne wrażenia!

Moja ocena:
>>6/6<<

Za możliwość korzystania ze świetnej książki kucharskiej dziękuję serdecznie księgarni Merlin.

Książkę możecie nabyć tu.




LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Uwaga!

Wszystkie teksty zawarte na niniejszym blogu chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.