Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3/6. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 grudnia 2012

Przyciągnij miłość - Agnieszka Przybysz

Wydawnictwo: Nowa Proza
Gatunek: poradnik
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 286

W tej książce chcę Ci pokazać drogę do Twojej miłości.
Zawsze jej pragnęłaś. Pragnęłaś różnych miłości: do rodziny, partnera. Nosisz w sobie jej obraz, ale nie zawsze o tym wiesz. Masz w sobie wiele oczekiwań, ale masz tez w sobie wiedzę o tym jak wygląda miłość przeznaczona tylko dla Ciebie. Musisz tylko nauczyć się korzystać ze swojego potencjału. Musisz poznać siebie, aby poznać Miłość, która Ci najlepiej będzie służyć.
I w tej drodze do poznania Miłości będzie Ci towarzyszył mój przewodnik. Jeśli tylko zechcesz Twoje życie się zmieni na lepsze!
Oto podręcznik odkrywający tajniki Miłości. To ona nadaje sens Twojemu życiu, jest siłą, której zawdzięczamy powstanie istoty ludzkiej. Gdyby nie Miłość nie urodziłabyś się. Każde działanie, każdy akt twórczy, każda książka, wiersz, film, wynalazek i nowa technologia bierze początek z Miłości. Idealne życie, wymarzona praca, cudowne relacje z innymi mają swój początek w Miłości. Poznaj jej tajniki i naucz się z nich korzystać. Przyciągaj Miłość każdego dnia!
Poręczny format i jasny układ poszczególnych artykułów sprawia, że łatwo skorzystasz z tego przewodnika w każdej chwili, gdy tego zechcesz. Wymarzone życie jest bliżej niż myślisz ponieważ Miłość tkwi w tobie. A to Miłość jest siła napędową Twoich działań.
Przyciągnij Miłość. Nigdy jeszcze nie była tak bliska do osiągnięcia.


Książkę "Przyciągnij miłość" otrzymałam całkiem niespodziewanie i gdy tylko znalazłam chwilę czasu, zabrałam się za czytanie. Jest to poradnik, którego główne zadanie to pomoc czytelnikowi w przyciągnięciu do siebie drugiej osoby, w rozkwitaniu uczucia i utrzymaniu tej relacji. Dowiedzieć się z niego można między innymi o tym, jak przestać zazdrościć, jak wybaczać, jak uwierzyć w siebie, czy wzbogadzić relacje z dziećmi. 

Szczerze mówiąc, książka nie była dla mnie jakimś specjalnym objawieniem, który zmienił coś w moim życiu. Wiele z prawd w niej zawartych już od dawna znałam, z kilkoma zaś się nie zgadzam, reszta jakoś szczególnie do mnie nie trafiła. Autorka często powoływała się i przytaczała wypowiedzi i doświadczenia innych,a mi zaczynało się wtedy wydawać, że sama nie ma w omawianych przez siebie kwestiach za wiele do powiedzenia i po prostu zapełnia strony, czym się da... No bo nie oszukujmy się, co na oko 30- letnia pisarka może wiedzieć o "kwestii romantycznej miłości w dojrzałym wieku"?

Często miałam wrażenie, że nic nie wynika z kolejnych rozdziałów poradnika. Zawierały one najczęściej wyliczenia typu: "15 oczekiwać kobiet i mężczyzn", "5 naturalnych sposobów okazywania miłości", czy "10 przykazać udanych związków". Moim zdaniem nie można tak wszystkiego uogólniać, przecież każdy jest inny i ma inne oczekiwania, inaczej okazuje uczucia oraz inaczej buduje związek. 

Przechodząc do konkluzji, może ktoś zarzuci mi, że nie rozumiem idei coachingu i wydaję bezsensowną opinię, ale dla mnie "Przyciągnij miłość" nie była jakimś fenomenem. Ot, taki tam sobie zlepek faktów, mitów i wypowiedzi różnych osób. Nie wiem, komu mogłabym ją polecić... Jeśli ktoś ma ochotę, to niech czyta, może dla niego poradnik będzie bardziej wartościowy. 

Moja ocena: 
3/6 - Wyżej za ładną okładkę, prostą i zapamiętywalną. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Nowa Proza. 

środa, 12 września 2012

Dwukrotna śmierć Daniela Hayesa - Marcus Sakey


Tytuł oryginału: The Two Deaths of Daniel Hayes
Wydawnictwo: Rebis
Gatunek: thriller psychologiczny
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 408
Czas czytania: dłuuuuuugo

Mężczyzna budzi się przemoknięty, nagi i zziębnięty na bezludnej plaży. Nie ma pojęcia, co się stało, jak się tam znalazł, a przede wszystkim… kim jest? Niedaleko znajduje zaparkowane bmw z kluczykami w stacyjce i ubraniami w jego rozmiarze. Z prawa jazdy odczytuje imię i nazwisko – Daniel Hayes i stwierdza, że musi to być jego wóz, skoro ciuchy na niego pasują i wszystko wydaje mu się znajome. Daniel udaje się do hotelu, w którym jednak szybko namierza go policja. Funkcjonariusze ścigają go z bronią w ręku i oddają strzały do pędzącego w swoim wozie przerażonego mężczyzny. To pozwala mu wysnuć wniosek, że musiał zrobić coś strasznego, za co jest poszukiwany. Aby znaleźć odpowiedzi postanawia udać się do Los Angeles i odwiedzić dom, którego adres widnieje w jego dokumentach. Na miejscu spada na niego okrutna prawda, z którą będzie zmuszony się zmierzyć…

Niezbyt dobrze mi się czytało tę powieść, do połowy dłużyła się wręcz niemiłosiernie, nie podobał mi się zupełnie styl, w jakim prowadzono narrację – za dużo wielokrotnie podrzędnie złożonych zdań, okraszonych posypką z szyku przestawnego. To wszystko sprawiało, że akcja posuwała się do przodu bardzo powoli, nie obfitowała w żadne dreszczyki emocji. Na tyle mnie to zniechęciło, że po przebrnięciu przez jakieś sto stron porzuciłam książkę na ponad dwa tygodnie, a potem ledwie zmusiłam się do jej dokończenia.
Mniej więcej od pojawienia się Belindy w życiu Daniela, powieść nieco się poprawiła, fabuła zaczęła zmierzać ku wielkiemu finałowi, a ja bardziej wciągnęłam się w lekturę.

Cały ten pomysł z amnezją Daniela wydaje się… no cóż ostatnio oklepany w powieściach i filmach sensacyjnych. Spotkałam się tym w „Tożsamości Bourna”, którą zdarzyło mi się czytać parę lat temu, a której nawiasem mówiąc nie byłam w stanie skończyć. Ostatnio oglądałam też film „Tożsamość” z Liamem Nessonem, w którym wykorzystano ten motyw. „Dwukrotna śmierć Daniela Hayesa” nie wydaje się zatem pod tym względem bardzo oryginalna, a raczej przeciętna.

Pierwszy raz zetknęłam się z twórczością Markusa Sakeya, a o jego najnowszej powieści usłyszałam wcześniej tyle superlatyw, że musiałam po nią sięgnąć. I wiecie co? Szczerze mówiąc rozczarowałam się i to solidnie. Do uwag, które wcześniej wymieniłam, należy też dołożyć to, że w znacznym stopniu udało mi się przewidzieć, jak potoczy się fabuła i jak przebiegnie zakończenie. Tak więc nie było żadnego zaskoczenia, ani tego, co po odłożeniu przeczytanej powieści sprawia, że nie możesz przestać o niej myśleć jeszcze przez najbliższe kilkanaście godzin.

„Dwukrotna śmierć Daniela Hayesa” to raczej prosta rozrywka dla czytelnika, który nie ma ochoty na szczególny wysiłek intelektualny. Jeśli przetrwa się mniej więcej połowę, to dalej będzie już tylko lepiej, choć na pewno nie rewelacyjnie. Myślę, że każdy sam powinien się przekonać, czy ta powieść przypadnie mu do gustu, czy też nie.  

Moja ocena:

>>3/6<<

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

Baza recenzji Syndykatu ZwB

środa, 23 maja 2012

Czarny piątek - Alex Kava


Tytuł oryginału: Black Friday
Wydawnictwo: MIRA
Przekład: Katarzyna Ciążyńska
Rok wydania zagranicznego: 2009
Rok wydania polskiego: 2010
Ilość stron: 415
Ocena: 3/6

Dzień po Świecie Dziękczynienia to czas, gdy bardzo wielu ludzi udaje się wraz z rodzinami i przyjaciółmi największego w kraju centrum handlowego Mall of America. Tym razem wspaniała świąteczna atmosfera zostaje przerwana wybuchami bomb. Miejsce nastrojowych, bożonarodzeniowych piosenek zajmują krzyki, płacze, huk ognia i nawoływania o pomoc. W sam środek tego chaosu wkracza agentka specjalna Maggie O’Dell, której zadaniem jest dowiedzieć się, kto stoi za tą tragedią. Wszystko zaczyna się komplikować, gdy okazuje się, że w sprawę zamieszany jest jej młodszy brat i jego przyjaciele. Bohaterka będzie musiała stanąć przed trudnym wyborem – rodzina czy ojczyzna?
            Skuszona wieloma pozytywnymi recenzjami książek tej autorki, postanowiłam w końcu sama zapoznać się z jej twórczością. Może miałam zbyt duże wymagania? Ciężko stwierdzić, natomiast jedno jest pewne – rozczarowałam się.
            Powieść, jak mi się wydaje, ma uchodzić za sensacyjną, jednak nie obfitowała w wiele interesujących wątków, czy spiskowych teorii. Wydarzenia zupełnie mnie nie wciągnęły, nie wywołały charakterystycznego dla tego gatunku dreszczyku emocji. Bohaterowie byli mało barwni, nie mieli przypisanych indywidualnych cech. Niektóre postacie opisane zostały tylko jednym zdaniem, albo wcale. Również opisy miejsc pozostawiały wiele do życzenia, jak dla mnie były stanowczo zbyt lapidarne i mało rozbudowane. Jeśli chodzi o zakończenie to też było takie, powiedzmy sobie, nijakie. Autorka chciała chyba pozostawić w czytelniku cień niepokoju, ale czy jej się to udało? Nie sądzę.
            Rzeczą, którą można chyba uznać za plus jest to, że powieść można czytać oddzielnie, pomimo tego, że jest częścią cyklu. Znajduje się tam kilka fragmentów, z których mniej więcej da się wywnioskować, co działo się wcześniej.
            Książka nadaje się do czytania, jako taki zapychacz, gdy bardzo chce nam się zatopić w jakiejś lekturze, a nie mamy już nic innego. Stanowczo trzeba stwierdzić, że nie wywołuje ona  żadnych emocji, nie zajmuje myśli podczas wolnych chwil, nie zmusza do siedzenia przy niej do rana i śledzenia wydarzeń z wypiekami na twarzy. Można powiedzieć, że jej treść spływa po nas jak po kaczce. Jestem absolutnie pewna, że za jakiś tydzień nie będę w ogóle pamiętała, o czym była.
            Nie wiem, czy w najbliższym czasie sięgnę po coś jeszcze autorstwa tej Pani. Może, jak jakaś książka wpadnie mi w ręce, to ją przeczytam, ale sama nie będę już szukać niczego w księgarniach.
            A Wam powiem tylko tyle – jak nie macie nic innego (ciekawszego) do roboty, to czytajcie, ale jak nie to bez wyrzutów sumienia sobie odpuśćcie.  

czwartek, 15 marca 2012

Błękitna godzina - Alison Noël

Tytuł oryginału: Blue Moon
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania polskiego: 2010
Rok wydania zagranicznego: 2009
Ilość stron: 285
Ocena: 3/6


Z okładki:
Ever Bloom zdawało się, że po tragicznych przeżyciach i stracie ukochanej rodziny w końcu odnalazła szczęście. Zakochana bez pamięci w Damenie, układa sobie życie na nowo. Zdobywa wiedzę dostępną tylko dla wybranych, a jej moce rosną. Tymczasem coś strasznego zaczyna się dziać z Damenem. Tajemnicza choroba sprawia, że nie tylko słabnie, starzeje się i traci dar nieśmiertelności, ale coś odbiera mu także pamięć, tożsamość, uczucia – życie. 
Ever postanawia zrobić co tylko w jej mocy, by ratować ukochanego. Przenosi się do Summerlandu – krainy, w której poznaje nie tylko sekret przeszłości Damena, ale także starożytne księgi, kryjące tajemnicę podróżowania w czasie. Zbliżająca się „błękitna godzina” to jedyny moment, kiedy można odwrócić bieg historii. Ever musi wybrać – czy cofnąć wskazówki zegara i uratować rodzinę przed wypadkiem, czy zostać w teraźniejszości i walczyć o Damena, który z każdym dniem traci siły. 



Drugi tom cyklu "Nieśmiertelni" w niczym nie był lepszy od pierwszego. Wydaje mi się nawet, że był znacznie gorszy zarówno pod względem fabularnym jak i językowym. 
Po pierwsze, w tej części absolutnie nic ciekawego się nie dzieje, akcja wlecze się jak flaki, jest nudno, nudno i jeszcze raz nudno.  Dopiero mniej więcej od 200 strony, czyli po dobrych dwóch trzecich powieści tempo trochę przyspiesza. 
Po drugie, w oczy bardzo rzuca się ogrom literówek. W zasadzie nie ma takiej strony, gdzie nie byłoby błędów. To strasznie rozprasza podczas czytania. 

Jeśli chodzi o przygody głównej bohaterki, to nie spodobało mi się, że z każdym problemem latała do Summerlandu, gdzie otrzymywała rozwiązania podane na tacy. To zupełnie nie pozwalało jej na myślenie i samodzielne działanie i było głównym czynnikiem wpływającym na marną jakość powieści i bezgraniczną nudę. No bo wyobraźcie sobie jakby to było, gdyby Wasze kłopoty same się rozwiązywały, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? Wiem, że nieraz jest to bardzo kuszące, ale gdyby tak naprawdę się działo nigdy nie nabralibyśmy doświadczenia i nie nauczylibyśmy się przezorności i odpowiedzialności za własne czyny. 
Tak samo dzieje się z Ever, która pod koniec przestaje logicznie myśleć pod wpływem strachu o ukochanego i postanawia zaufać aż dwóm niewłaściwym osobom, przez co na zawsze niszczy szanse na fizyczne, że tak się wyrażę, obcowanie z Damenem (którego z resztą przez całą powieść się lęka, aż w końcu jest za późno by przypieczętować ich związek). A swoją drogą wątek ze skonsumowaniem związku przypomina mi trochę kolumnę "Dylematy Agaty" z tygodnika publikowanego w moim mieście, gdzie ludzie żalą się na swoje miłosne problemy (a raczej ich cielesną stronę). Po prostu żenujące...

Krótko mówiąc, zupełnie nie rozumiem osób, które twierdzą, że ten cykl jest lepszy od sagi "Zmierzch", ale jak mawia moja znajoma "o gustach się nie dyskutuje". Powiem więc tak - jak chcecie to czytajcie, ale lepiej robić to tylko wtedy gdy Wasze mózgi są naprawdę zmęczone i pracują na poziomie dziesięcioprocentowym.  Ja właśnie czytam trzecią część w przerwach między przygotowaniami do matury, więc stan mojej koncentracji jest odpowiedni.

"Dom to nie jest jedno miejsce - będzie tam, gdzie chcesz go stworzyć." - Właśnie za ten cytat oraz to, że nie udało mi się do końca przewidzieć zakończenia, dałam 3, choć nie jestem do końca przekonano, że ten tom zasługuje na aż tak wysoką notę. 

czwartek, 1 marca 2012

Ever - Alyson Noël

Tytuł oryginału: Evermore
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania zagranicznego: 2009
Rok wydania polskiego: 2010
Ilość stron: 297
Ocena: 3/6


Z okładki:


Niezwykła opowieść o Nieśmiertelnych i nowym świecie, w którym prawdziwa miłość nigdy nie umiera. 

Pewnego koszmarnego dnia szesnastoletnia Ever Bloom traci w wypadku samochodowym najbliższą rodzinę. Od tej chwili staje się medium – słyszy myśli różnych ludzi, widzi ich aurę i dzięki przelotnemu choćby dotykowi może poznać ich przeszłość. Te nadprzyrodzone umiejętności sprawiają, że otoczenie traktuje ją jak dziwadło, więc Ever zamyka się w sobie i odgradza od świata. 

Wszystko się zmienia, kiedy dziewczyna poznaje Damena Auguste'a. Tylko on potrafi wyciszyć dudniące w jej głowie głosy i wejrzeć w jej duszę. Dzięki niemu Ever wchodzi w świat alchemii i magii, dowiadując się rzeczy, o których zwykły śmiertelnik nie ma pojęcia. Kim jest Damen? Skąd pochodzi? Jakie sekrety skrywa? Na te pytania Ever nie zna odpowiedzi. Wie jedynie, że zakochała się bez pamięci i że jej życie wkrótce zmieni się nie do poznania. 




Zaczęła się moja przygoda z cyklem Nieśmiertelni, nie jestem jakoś specjalnie zachwycona, ale też nie czuję rozczarowania. Główna bohaterka wydaje mi się trochę głupkowata, jednak komuś, kogo dotknęła taka trauma można pewne rzeczy wybaczyć. Spodobało mi się, że może kontaktować się ze swoją zmarłą siostrą, to było rzeczywiście coś ciekawego, co wzbogacało fabułę. 
Damen Auguste raczej mnie wkurzał, nie poczułam do niego specjalnej sympatii. Zupełnie nie przypadł mi do gustu jego podryw na tulipany oraz to, że zamiast zając się tylko Ever flirtował z innymi dziewczynami, choć w sumie facet potrzebował pewnie urozmaiceń. :) 


Ciekawy pomysł także z Summerlandem, aczkolwiek nazwa jak dla mnie trochę idiotyczna, powinno to brzmieć jakoś poważniej, ale cóż to nie ja jestem autorką. 


Język powieści raczej płaski, zdania nie są jakoś przesadnie rozbudowane, ale cała akcja ogólnie może być. Zauważyłam, że w książkach tego typu dużo się ostatnio namnożyło wszelkiego rodzaju Damon'ów, czy Damen'ów. Skąd taki popyt na to właśnie imię? 


Podsumowując, Ever do wybitnych nie należy, ale jest całkiem niezła na chwile relaksu, bo nie wymaga specjalnej koncentracji. Znacznie bardziej wolę Sagę Zmierzch, ale tutaj nie jest jeszcze jakoś najgorzej. Podjęłam decyzję, żeby zabrać się za następne części cyklu, po tym jak znalazłam trzy kolejne tomy w bibliotece (teraz są już u mnie na półce i czekają na swoją kolej). 

niedziela, 19 lutego 2012

Krucha jak lód - Jodi Picoult

Tytuł oryginału: Handle with care
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania zagranicznego: 2009
Rok wydania polskiego: 2010
Ilość stron: 613
Ocena: 3/6


Z okładki:
Rodzice oczekujący narodzin dziecka mają tylko jedno życzenie: żeby było zdrowe. Nie musi być idealne. Charlotte i Sean O’Keefe – małżeństwo z kilkuletnim stażem – także wybraliby zdrowie dla swojego dziecka. Niestety, kiedy na świat przychodzi ich młodsza córka Willow, okazuje się, że cierpi na rzadką chorobę genetyczną objawiającą się niezwykłą łamliwością kości. Ich życie staje się pasmem bezsennych nocy, rosnących długów, współczujących spojrzeń innych rodziców i, co może najgorsze, nieustannego rozpamiętywania: co by było gdyby? Gdyby o chorobie Willow było wiadomo odpowiednio wcześnie? Gdyby urodziła się zdrowa?
Ciążę Charlotte prowadziła jej najlepsza przyjaciółka – Piper. Po jednym z niewinnych upadków Willow, który kończy się złamaniem obu kości udowych, Charlotte i Sean szukają pomocy u prawnika. Ten doradza im wytoczenie Piper procesu o błąd w sztuce lekarskiej… Wygranie sprawy gwarantowałoby rodzinie odszkodowanie, a co za tym idzie, lepszą opiekę nad córką. Jest tylko jedno ale – matka musi przyznać, że usunęłaby ciążę, gdyby wiedziała o chorobie córki. Czy zdecyduje się na taki krok? Jak wiele poświęci z miłości do dziecka?



Czytelnik poznaje historię z punktu widzenia kilku głównych bohaterów. Łatwo dowiedzieć się, kto w danej chwili opowiada, gdyż kolejne rozdziały tytułowane są ich imionami. Jednakże po jakimś czasie zastanawia fakt, że nigdy o wydarzeniach i swoich przeżyciach nie opowiada Willow. Relację zdają jej bliscy, a przypomina to trochę jakby zwracali się do niej w liście. Dodatkowo w fabułę wplecione są przepisy kulinarne, które uatrakcyjniają ten nietypowy styl pisania. 


Akcja toczy się szybko, wszystko jest dokładnie dopasowane, brak jakichkolwiek zbędnych zdań. Przypadek Willow zaciekawia zarówno pod względem  medycznym jak i prawnym. Dodatkowo czytelnik zostaje świadkiem problemów jej starszej siostry, która ucieka się do wymiotów, samookaleczeń i kradzieży, aby zapanować nad bólem wewnętrznym, spowodowanym brakiem zainteresowania ze strony rodziców, chorobą siostry oraz świadomością, że nie może nic zrobić by jej pomóc. 


To, co do tej pory napisałam powinno dać powieści szansę na wysokie noty, więc dlaczego oceniłam ją tylko na 3?


Otóż, całkowicie nie podobało mi się zakończenie. Wyglądało to z jednej strony trochę tak jakby autorka nie wiedziała już, co ma napisać by książka nie skończyła się za dobrze. Z drugiej strony była to także próba potwierdzenia za wszelką cenę pewnej myśli:
"Żyjemy w dużych domkach dla lalek kompletnie nieświadomi tego, ze w każdej chwili może pojawić się wielka dłoń i zmienić wszystko, co nas otacza, wszystko, do czego jesteśmy tak przywiązani."  
Moim zdaniem lepiej by było, gdyby Willow zginęła po incydencie w łazience. Wtedy można by to uznać jako karę za zachłanność jej matki, a tak to mamy mniej więcej taki morał: pieniądze nie dają szczęścia, nie zapewniają bezpieczeństwa i nie chronią od przeznaczenia. Jednakże czytając dokładnie doszłam do wniosku, że znając fascynację swojej córki, Charlotte nie powinna puszczać jej samej na dwór, zwłaszcza, że już kiedyś o mały włos nie skończyło się to tragicznie... Zatem zastosowane rozwiązanie akcji w ogóle mi nie pasuje, choćby nie wiem jakie idee przekazywało, pozostaję zbulwersowana i zniesmaczona. 


Kolejną rzeczą której zamierzam się czepiać jest rzekoma wielka miłość Amelii i Adama. Można było przewidzieć, że związek na odległość prędzej czy później skończy się zerwaniem, jednak Amelia, która tak potrzebowała swojego chłopaka i w którym miała jedyne oparcie, po krótkim wybuchu żalu i rozpaczy jakoś szybko o nim zapomniała. Nie mówię, że powinna jechać do niego i próbować ratować to, co ich łączyło, w końcu miała dopiero 11 lat, jednak na moje oko dość łatwo się otrząsnęła i zapomniała o całej sprawie. Może szukam dziury w całym, bo tak na dobrą sprawę w tym wieku nie można mówić o poważnych związkach, a dla bohaterów mogła to być tylko zabawa i  odskocznia od trudnej codzienności, nie zaś prawdziwe uczucie, jednak jak dla mnie ten wątek był trochę za płaski i zbagatelizowany. 


Wiem z wielu źródeł że Krucha jak lód zbiera zazwyczaj same pozytywne oceny i opinie. Zastanawiam się czy tylko ja mam po niej takie przykre wrażenia... Chętnie zapoznam się z Waszym zdaniem na jej temat.  Pomimo wad, które dostrzegłam, zachęcam do przeczytania i wyrobienia sobie własnych poglądów, gdyż powieść jest bardzo dyskusyjna i porusza bieżące tematy natury moralnej. 


Przypominam o konkursie!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Uwaga!

Wszystkie teksty zawarte na niniejszym blogu chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.