środa, 26 lutego 2014
Zapowiedź - "Diablo III: Nawałnica światła"
Nowa książka z serii Diablo III autorstwa Nate’a Kenyona, cenionego twórcy thrillerów, już 19 marca w księgarniach!
Książka Diablo III: Nawałnica światła, będąca pomostem między wydarzeniami z Diablo III a fabułą pierwszego dodatku do gry Reaper of Souls, pojawi się w księgarniach 19 marca. Ale już dzisiaj prezentujemy Wam obszerny jej fragment.
Posłuchajcie jak po klęsce Najwyższego Zła odradza się Królestwo Niebios. Rada Angiris odzyskała Czarny Kamień Dusz i strzeże przeklętego artefaktu gdzieś w głębi Srebrnego Miasta.
Na tle tych doniosłych wydarzeń Tyrael z trudem odnajduje się w roli nowego Uosobienia Mądrości. Czuje się obco pośród anielskiej braci i wątpi, czy uda mu się stanąć na wysokości zadania. Poszukując otuchy w sobie samym i w Niebiosach, wyczuwa złowieszcze oddziaływanie Czarnego Kamienia Dusz na swoją ojczyznę. Tam, gdzie niegdyś panowała harmonia światła i dźwięku, teraz wkrada się coraz większy dysonans, zwiastujący nadciągające nad krainę niebezpieczeństwo.
Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Insignis Media, które od roku 2014 jest polskim wydawcą książek firmowanych przez Blizzard Entertainment.
Diablo III: Nawałnicę światła już dziś możecie zamówić w przedsprzedaży w sklepie internetowym empik.com. Zapraszamy!
wtorek, 4 lutego 2014
Wielki Północny Ocean. Los – Katarzyna Szelenbaum
Wydawnictwo: Burda (G+J)
Data wydania: 10/2013
Cykl: Wielki Północny Ocean
Tom: 4
Ilość stron: 416
Coraz szybciej nadchodzi moment
rozstania Rina z jego przełożonym Dzikim Krukiem. Podczas jazdy
przez królestwo Eskaflonu razem z oddziałem zostają napadnięci
przez bandytów. Porucznik zgadza się na wszystko byle tylko ocalić
podległych mu żołnierzy. Czy jednak nie daje z siebie zbyt wiele?
Myślałam, że już nic jeśli chodzi
o tę serię mnie nie zaskoczy. A jednak się pomyliłam.
Diametralnie. Najpierw poświęcenie Danaena, a na koniec jego
przemiana. Dosłownie wgniotło mnie w fotel. Poza tymi dwoma
rzeczami w tym tomie w zasadzie nic się nie dzieje. Czytanie każdej
poprzedniej części cyklu zajmowało mi jak dotąd jeden dzień, a
„Los” mordowałam ponad tydzień. Dosłownie mordowałam. Cały
czas tylko opisy przeżyć Danaena, akcja wlokła się jak flaki z
olejem, praktycznie nic o moim ulubionym Rinie... Ale ostatnie
dwadzieścia stron to po prostu majstersztyk. Warto było się tyle
męczyć by ich doczekać. Brak mi więcej słów... Mogę tylko
polecić – osobom o mocnych nerwach i nie gorszącym się byle
czym. No i na pewno nie będzie to lekka odprężająca lekturka.
Mimo to naprawdę warto.
Moja ocena: 9/10
poniedziałek, 3 lutego 2014
Dom tajemnic - Ned Vizzini, Chris Columbus
Wydawnictwo: Znak emotikon
Data wydania: 11/2013
Tom: 1
Ilość stron: 512
Po stracie pracy przez ojca rodziny
państwo Walker razem z trójką dzieci Kordelią, Brendanem i Eleanor
są zmuszeni opuścić rodzinny dom i poszukać sobie miejsca gdzie
indziej. Podczas przeglądania ofert mieszkaniowych, nieoczekiwanie
wpada im w oko rezydencja pisarza Denvera Kristoffa. Stary dworek
jest spory, w pełni umeblowany, posiada własną bibliotekę i
zbiory antyków, a do tego można go nabyć w rewelacyjnej cenie.
Rodzice rodzeństwa z marszu decydują się na transakcję. Jeszcze
tego samego wieczoru odwiedza ich pewna staruszka, podająca się za
córkę byłego właściciela, która na ich oczach przemienia się w
straszliwą Wichrową Wiedźmę, niszczy wszystkie wnętrza, rani
dorosłych a dzieci przenosi wraz z domem do tropikalnej puszczy,
gdzie wkrótce spotykają brytyjskiego pilota oraz bandę
przerażających zabijaków. Wiedźma chce by odnaleźli Księgę
Życzeń i Zagłady, która ma magiczną moc spełniania pragnień, a
w zamian za to przeniesie ich z powrotem do ich czasów i zwróci
rodziców. Czy dzieciakom uda się spełnić jej żądania?
W pierwszej kolejności muszę
pochwalić staranną okładkę książki oraz piękny beżowy papier,
na którym jest wydrukowana i zawarte w niej ilustracje. Całkiem
jakbym sama brała do ręki jakąś wspaniałą księgę, która może
przenieść mnie w wielką przygodę. Taka oprawa od razu pobudza
wyobraźnię i zachęca do czytania.
Nieźle się bawiłam przy lekturze.
Jak to zwykle u mnie ostatnio czytałam ją jako przerywnik w nauce i
bardzo ciężko było mi się od niej oderwać i wrócić do pracy. W
pewnym momencie rzuciłam wszystko i po prostu musiałam ją
doczytać, bo nie byłam w stanie skupić się na niczym innym.
Przygody Kordelii, Brendana i Eleanor przypominały mi nieco
perypetie sierot Baudelaire z „Serii Niefortunnych Zdarzeń”
Lemony'ego Snicket'a. Ale choć podobne jeśli chodzi o klimat (na
rodzeństwo cały czas czyhały niebezpieczeństwa, nie mogły nawet
chwilę odetchnąć), to w znacznej mierze mniej smutne i
melancholijne. Po lekturze każdego tomu „Serii...” zawsze byłam
wstrząśnięta i rozbita, tutaj zaś mogłam rozkoszować się
zakończeniem, choć pozostawiło ono także szczyptę niepewności.
Z całą pewnością sięgnę po
kolejny tom, bo „Dom tajemnic” bardzo przypadł mi do gustu,
polubiłam młodych bohaterów, jestem ciekawa, jak dalej potoczą
się ich losy i czy dosięgnie ich zapowiedziana straszliwa zemsta.
Polecam książkę młodzieży oraz starszym czytelnikom, którzy
chcą się zrelaksować przy niezobowiązującej lekturze i
jednocześnie poczuć dreszczyk emocji, którego podczas czytania nie
brakuje.
Moja ocena:
7/10
Za możliwość przeczytania książki
dziękuję serdecznie wydawnictwu Znak emotikon.
***
Przepraszam za tak długą nieobecność. Wszystko przez sesję, która dla mnie na szczęście już się skończyła (zdałam egzamin z biofizyki!) i teraz mam dwa tygodnie wolnego. Wracam do czytania i do świata blogowego. W najbliższych dniach będziecie mogli przeczytać u mnie wiele recenzji także serdecznie zapraszam! :)
piątek, 3 stycznia 2014
Na szczęście mleko... - Neil Gaiman
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 11/2013
Ilość stron: 160
Po twórczość Neila Gaimana sięgałam już kilka razy. Zawsze intrygowały mnie wykreowane przez autora światy na przykład londyńskie podziemie w "Niegdziebądź", czy tajemniczy, nawiedzony dom w "Koralinie". Po raz pierwszy miałam jednak okazję czytać powieść dedykowaną przede wszystkim dzieciom.
"Na szczęście mleko..." opowiada o ojcu, który pewnego poranka wybrał się do sklepu po brakujący do śniadania karton mleka. Nie było go bardzo długo, a gdy w końcu wrócił miał swoim dzieciom do przekazania niesamowitą historię. Porwanie przez kosmitów, lot balonem, poznanie dinozaurów i wyznawców Sploda, a także wiele, wiele innych dziwnych rzeczy, które przytrafiły mu się podczas spaceru do osiedlowego.
Lekturę umilają liczne ilustracje autorstwa Chris'a Riddell'a. Na każdej stronie możemy podziwiać stosowne do dziejących się wydarzeń obrazki. Pomagają one wyobrazić sobie bohaterów, szczególnie takich jak dinozaury, czy Splod. Myślę, że oglądanie ich będzie dla młodych czytelników frajdą równie wielką, jak słuchanie historii czytanej przez rodziców. Ta powieść nadaje się wybitnie dla dzieci, mnie przyznam nieco nużyła, ale na pewno gdybym była młodsza przeżywałabym ją inaczej.
Polecam tę książkę dla Waszych pociech, na pewno będą się przy niej dobrze bawić. Muszę pochwalić także to, że dzięki dużej czcionce powieść jest idealna dla dzieci, które dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w czytaniu. Na poszczególnych stronach nie ma zbyt dużo tekstu, by nie zniechęcić początkującego czytelnika. Sądzę, że "Na szczęście mleko..." powinna się znaleźć w domowej biblioteczce każdego malucha. Ja swój egzemplarz odkładam na stosik "na przyszłość" i na pewno do niego wrócę za kilka lat, gdy będę miała komu go czytać. ;)
Moja ocena:
7/10
Data wydania: 11/2013
Ilość stron: 160
Po twórczość Neila Gaimana sięgałam już kilka razy. Zawsze intrygowały mnie wykreowane przez autora światy na przykład londyńskie podziemie w "Niegdziebądź", czy tajemniczy, nawiedzony dom w "Koralinie". Po raz pierwszy miałam jednak okazję czytać powieść dedykowaną przede wszystkim dzieciom.
"Na szczęście mleko..." opowiada o ojcu, który pewnego poranka wybrał się do sklepu po brakujący do śniadania karton mleka. Nie było go bardzo długo, a gdy w końcu wrócił miał swoim dzieciom do przekazania niesamowitą historię. Porwanie przez kosmitów, lot balonem, poznanie dinozaurów i wyznawców Sploda, a także wiele, wiele innych dziwnych rzeczy, które przytrafiły mu się podczas spaceru do osiedlowego.
Lekturę umilają liczne ilustracje autorstwa Chris'a Riddell'a. Na każdej stronie możemy podziwiać stosowne do dziejących się wydarzeń obrazki. Pomagają one wyobrazić sobie bohaterów, szczególnie takich jak dinozaury, czy Splod. Myślę, że oglądanie ich będzie dla młodych czytelników frajdą równie wielką, jak słuchanie historii czytanej przez rodziców. Ta powieść nadaje się wybitnie dla dzieci, mnie przyznam nieco nużyła, ale na pewno gdybym była młodsza przeżywałabym ją inaczej.
Polecam tę książkę dla Waszych pociech, na pewno będą się przy niej dobrze bawić. Muszę pochwalić także to, że dzięki dużej czcionce powieść jest idealna dla dzieci, które dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w czytaniu. Na poszczególnych stronach nie ma zbyt dużo tekstu, by nie zniechęcić początkującego czytelnika. Sądzę, że "Na szczęście mleko..." powinna się znaleźć w domowej biblioteczce każdego malucha. Ja swój egzemplarz odkładam na stosik "na przyszłość" i na pewno do niego wrócę za kilka lat, gdy będę miała komu go czytać. ;)
Moja ocena:
7/10
środa, 1 stycznia 2014
Podsumowanie roku
Witam serdecznie w Nowym Roku! Jak tam się macie po zabawie sylwestrowej? Imprezowaliście, czy raczej postawiliście na czytanie przy choince? Ja zabrałam się za to drugie i dzięki temu udało mi się skończyć wszystkie rozpoczęte w starym roku książki. W 2013 przeczytałam równo 63 powieści. To mniej niż w 2012, ale biorąc pod uwagę fakt, że dużo czasu zajmowała mi nauka i tak jest dobrze.
Tak prezentują się przeczytane pozycje:
W tym roku chciałabym przeczytać podobną ilość książek. Postanawiam sobie też, że wyjdę na prostą z recenzjami, nadrobię zaległości i będę pisać opinię zaraz po przeczytaniu powieści, zanim zabiorę się za nową. Mam nadzieję, że mi się uda ;)
Dziękuję, że byliście ze mną przez ten rok, liczę na to, że i w tym moje recenzje będą Wam się podobać i że dalej będziemy dzielić razem naszą książkową pasję. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku i niech w Wasze ręce wpadają tylko same bardzo dobre czytadełka!
Tak prezentują się przeczytane pozycje:
W tym roku chciałabym przeczytać podobną ilość książek. Postanawiam sobie też, że wyjdę na prostą z recenzjami, nadrobię zaległości i będę pisać opinię zaraz po przeczytaniu powieści, zanim zabiorę się za nową. Mam nadzieję, że mi się uda ;)
Dziękuję, że byliście ze mną przez ten rok, liczę na to, że i w tym moje recenzje będą Wam się podobać i że dalej będziemy dzielić razem naszą książkową pasję. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku i niech w Wasze ręce wpadają tylko same bardzo dobre czytadełka!
piątek, 27 grudnia 2013
Kurier - Robert Muchamore
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 11/2013
Seria: CHERUB
Tom: 2
Ilość stron: 280
W drugim tomie serii „Cherub” James wraz z przyjaciółmi usiłuje nawiązać przyjaźnie z dziećmi gangstera Keitha Moora, zajmującego się handlem narkotykami. Ich zadaniem jest wyciągnięcie od nowych znajomych jak najwięcej szczegółów o działalności ich ojca, a także zbliżenie się do niego samego i wzbudzenie zaufania na tyle, by uchylił przed nimi rąbka tajemnicy o swoich bandyckich interesach. Z początku wszystko idzie zgodnie z planem, aż do wtrącenia się w sprawę wrogiego gangu, który chce położyć łapy na pieniądzach, należących do Moora. Czy ta nagła nieprzewidziana trudność udaremni cherubinom doprowadzenie misji do końca?
Nieczęsto zdarzało mi się podczas czytania wielotomowych opowieści, by kolejna część była lepsza od pierwszej. Jednakże w tym przypadku tak właśnie jest. Agenci zostają wysłani na najeżoną niebezpieczeństwami i ryzykiem misję, która przez byle nieostrożność może zakończyć się fiaskiem. To sprawia, że czytelnik cały czas siedzi jak na szpilkach i wręcz chłonie całą tę historię.
Fabuła pełna jest nieprzewidywalnych wydarzeń i zwrotów akcji. Nie ma czasu na nudę i bierne oczekiwanie na rozwinięcie. Wszystko dzieje się tak szybko, że nie wiadomo kiedy umykają kolejne godziny i pomimo tego, że ma się wrażenie, że dopiero się książkę zaczęło, to już się jest na końcu. Nie brakuje też momentów, kiedy czuje się wrzące pod skórą emocje i strach o to, czy dzieciom na pewno nic się nie stanie.
To, co podoba mi się bardzo w stylu autora, to umiejętność „lekkiego” pisania. Wszystko jest idealnie wyważone, nie ma przydługich opisów, czy dialogów – wypełniaczy. Każde słowo ma w powieści swój sens i nawet denerwujące mnie szczegółowe i pełne (na oko) nieinteresujących informacji „wprowadzenie do zadania” głównego bohatera James’a okazało się potem potrzebne do zrozumienia całej podjętej przez agentów operacji.
Niestety na razie zauważyłam jeden minusik, mianowicie to, że dzieciom nigdy nic poważnego się nie dzieje. Nie chce sprawiać wrażenia kogoś, kto tylko czeka na jakieś okropności, ale główni bohaterowie powinni czasem odnieść jakieś rany, zostać zidentyfikowanymi przez wroga, złapanymi przez policję w towarzystwie bandziorów, czy coś w tym stylu. A im się zawsze, pomimo nawet najgorszych trudności, wszystko udaje… Trochę to mało realistyczne, aczkolwiek chyba każdy woli bardziej szczęśliwe zakończenia, a szczególnie, jeśli mamy do czynienia z książkami dla młodzieży.
Ten tom, jak i poprzedni z całą pewnością są godne polecenia zarówno nastolatkom, jak i nieco starszym czytelnikom. Mają niesamowitą moc oddziaływania na wyobraźnię i uczucia. Ogromnie się cieszę, że (głównie dzięki przypadkowi) udało mi się z nimi zetknąć.
Data wydania: 11/2013
Seria: CHERUB
Tom: 2
Ilość stron: 280
W drugim tomie serii „Cherub” James wraz z przyjaciółmi usiłuje nawiązać przyjaźnie z dziećmi gangstera Keitha Moora, zajmującego się handlem narkotykami. Ich zadaniem jest wyciągnięcie od nowych znajomych jak najwięcej szczegółów o działalności ich ojca, a także zbliżenie się do niego samego i wzbudzenie zaufania na tyle, by uchylił przed nimi rąbka tajemnicy o swoich bandyckich interesach. Z początku wszystko idzie zgodnie z planem, aż do wtrącenia się w sprawę wrogiego gangu, który chce położyć łapy na pieniądzach, należących do Moora. Czy ta nagła nieprzewidziana trudność udaremni cherubinom doprowadzenie misji do końca?
Nieczęsto zdarzało mi się podczas czytania wielotomowych opowieści, by kolejna część była lepsza od pierwszej. Jednakże w tym przypadku tak właśnie jest. Agenci zostają wysłani na najeżoną niebezpieczeństwami i ryzykiem misję, która przez byle nieostrożność może zakończyć się fiaskiem. To sprawia, że czytelnik cały czas siedzi jak na szpilkach i wręcz chłonie całą tę historię.
Fabuła pełna jest nieprzewidywalnych wydarzeń i zwrotów akcji. Nie ma czasu na nudę i bierne oczekiwanie na rozwinięcie. Wszystko dzieje się tak szybko, że nie wiadomo kiedy umykają kolejne godziny i pomimo tego, że ma się wrażenie, że dopiero się książkę zaczęło, to już się jest na końcu. Nie brakuje też momentów, kiedy czuje się wrzące pod skórą emocje i strach o to, czy dzieciom na pewno nic się nie stanie.
To, co podoba mi się bardzo w stylu autora, to umiejętność „lekkiego” pisania. Wszystko jest idealnie wyważone, nie ma przydługich opisów, czy dialogów – wypełniaczy. Każde słowo ma w powieści swój sens i nawet denerwujące mnie szczegółowe i pełne (na oko) nieinteresujących informacji „wprowadzenie do zadania” głównego bohatera James’a okazało się potem potrzebne do zrozumienia całej podjętej przez agentów operacji.
Niestety na razie zauważyłam jeden minusik, mianowicie to, że dzieciom nigdy nic poważnego się nie dzieje. Nie chce sprawiać wrażenia kogoś, kto tylko czeka na jakieś okropności, ale główni bohaterowie powinni czasem odnieść jakieś rany, zostać zidentyfikowanymi przez wroga, złapanymi przez policję w towarzystwie bandziorów, czy coś w tym stylu. A im się zawsze, pomimo nawet najgorszych trudności, wszystko udaje… Trochę to mało realistyczne, aczkolwiek chyba każdy woli bardziej szczęśliwe zakończenia, a szczególnie, jeśli mamy do czynienia z książkami dla młodzieży.
Ten tom, jak i poprzedni z całą pewnością są godne polecenia zarówno nastolatkom, jak i nieco starszym czytelnikom. Mają niesamowitą moc oddziaływania na wyobraźnię i uczucia. Ogromnie się cieszę, że (głównie dzięki przypadkowi) udało mi się z nimi zetknąć.
Moja ocena:
7/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Egmont.
wtorek, 24 grudnia 2013
Wesołych Świąt!
Wszystkim moim Czytelnikom składam najserdeczniejsze życzenia wesołych, zdrowych, pogodnych, spędzonych w gronie rodziny i przyjaciół Świąt oraz wszelkiej pomyślności w Nowym Roku!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Uwaga!
Wszystkie teksty zawarte na niniejszym blogu chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.



